Kategorie: Wszystkie | O MNIE | Recenzje | Stosiki książkowe | Wydarzenia ze świata literatury | inne ze świata literatury | wyzwania i tagi
RSS

Wydarzenia ze świata literatury

niedziela, 03 lutego 2013

Ostatnimi czasy bardzo modne stało się podkreślanie i rozgłaszanie na lewo i prawo, jaki to niski mamy poziom czytelnictwa w Polsce. Zewsząd atakują nas coraz to nowe, przedrukowane statystki, które jasno pokazują, że niższy poziom czytelnictwa zanotowany jest jedynie wśród populacji pingwinów zamieszkujących tereny Antarktydy.

Początkowo faktycznie trudno było mi uwierzyć, że sporo ponad połowa Polaków w ciągu roku nie przegląda absolutnie żadnej książki, nawet tej, w której tekstu brak, tylko same obrazki. Co gorsza, przyznając się do tego, nie odczuwają żadnego zażenowania, czy wstydu, wręcz czują się normalnie. I nie ma się co dziwić, w końcu są w większości. Muszę jednak przyznać, że powtarzanie tych informacji w kółko, zamiast jeszcze bardziej mnie szokować, zaczęło po prostu nudzić. Zatraciłam sens czytania czegoś, co tak naprawdę biernie ma tylko służyć sprzedawaniu nam newsów, a nie poprawie takiego stanu rzeczy.

Jednak ostatnio nastąpił przełom. Osoby czynnie oddane kulturze, a w szczególności literaturze postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i poruszyć samą górę. W tym szczytnym celu wystosowali listo otwarty KLIK do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego - Bogdana Zdrojewskiego.

Całość listu ma bardzo dramatyczny charakter, a wraz z jego czytaniem napięcie rośnie niczym w filmach Hitchcocka. Ogólnie rzecz biorąc z listu wynika przede wszystkim, że to brak odpowiedniego poziomu finansowania tej właśnie sfery kultury wpływa na tak tragiczne wyniki i ciągły spadek czytelnictwa w naszym kraju. Pada pomysł, by przede wszystkim bardziej promować rynek literatury oraz (i tutaj wyczuwalny był największy nacisk) aby znacznie zwiększyć finansowanie bibliotek, bo te nie posiadając "książek, o których właśnie się mówi" nie zachęcają do czytelnictwa.

Muszę przyznać, że początkowo twierdząco przytaknęłam głową, by jednak po krótkim zastanowieniu, przytaknięcie zastąpić ironicznym uśmiechem. Nie chcę oczywiście całej tej sytuacji wyśmiewać i cieszę się, że są osoby, które podejmują pewną walkę z zastałą rzeczywistością, jednak mam nieodparte wrażenie, że to nie tędy droga.

Spójrzmy na to z innej strony. Jakie zazwyczaj powody podajemy, gdy próbujemy zdefiniować w czym tkwi problem, powodujący tak niskie zainteresowanie czytelnictwem? No po pierwsze, że ceny książek są za wysokie, za mało nowości jest w bibliotekach, nie organizuje się zbyt wielu wydarzeń poświęconych właśnie literaturze etecera, etecera. Jednak, czy faktycznie, tylko to? Chyba jednak nie, bo przecież gro ludzi jednak po te książki sięga i mimo wielu przeszkód, jednak dają radę utrzymywać swoje własne wyniki statystyczne na bardzo wysokim poziomie. Spójrzmy prawdzie w oczy, jeżeli chcemy przeczytać jakąś książkę, to mamy milion możliwości by to zrobić, nie wydając przy tym często ani złotówki. Możemy pójść do biblioteki, pożyczyć książkę od znajomego, wymienić się za coś innego na wielu portalach oferujących takie usługi, możemy udać się do jednej z wielu księgarni, która umożliwia przeczytanie nawet całej książki na miejscu, bez konieczności jej kupowania,  a takich jest naprawdę sporo, czasem nawet zaproponują nam do tego kawę i jeżeli nawet wszystkie powyższe czynności zawiodą, to pozostaje nam również pobranie książki z Internetu, w mniej lub bardziej legalny sposób (nie udawajmy przecież, że takiej możliwości nie ma). Jednak, czy w związku z tym, np.  w Empiku, czy Taffic'u zawsze napotykamy tłum ludzi, który porozrzucany po kątach zaczytuje się w swoich ukochanych lekturach? Czy "ruchome biblioteki" cieszą się ogromnym wzięciem? Nie! Bo to nie tu tkwi problem. Zwiększenie ilości nowych książek w bibliotekach, tylko udogodni korzystanie z nich, tym co już czytają, jednak szczerze wątpię w to, że przyciągnie rzesze nowych, potencjalnych pasjonatów czytelnictwa. Prawda jest taka, że trzeba odczarować obraz czytelnika. Należałoby podjąć akcje, które uświadomią przede wszystkim młodszych odbiorców, że czytanie może być tak samo fajne, a nawet lepsze od oglądania telewizji, czy grania na konsoli. Zamiast zmuszać do czytania, należałoby zachęcić, zainteresować, pokazać, nakierować od czego warto zacząć, pomóc określić gust i wspomóc przy doborze lektury, ale o tym się już nie mówi. Tego problemu nie widzi już nikt, a szkoda, bo to właśnie tu jest największe pole do działania.

Od siebie jeszcze tylko dodam, że gdy chodziłam do podstawówki, to Pani od polskiego raz w tygodniu przynosiła książkę (nie lekturę), o której nam opowiadała i zachęcała do sięgnięcia, nie przymuszając przy tym i przyznam szczerze, że nie było osoby, która by po tę książkę nie sięgnęła, wszyscy czytaliśmy na potęgę, bo zrozumieliśmy, że to może być fajne.  Moim skromnym zdaniem, to właśnie w ten punkt należałoby uderzyć i żeby było śmiesznie, nie potrzeba do tego aż tak znowu ogromnych pieniędzy.

wtorek, 08 stycznia 2013



 

Jako, że pochodzę z małej miejscowości, w której nie było żadnej księgarni, a filia biblioteki była otwarta tylko raz w tygodniu, zdobywanie książek nie było proste. W oddalonej o kilka kilometrów miejscowości, co prawda księgarnia była, jednak tylko z nazwy, ponieważ w rzeczywistości był to sklep papierniczy, wzbogacony o podręczniki szkolne i pomoce naukowe. Samych książek jednak było w niej jak na lekarstwo. Wtedy z pomocą przyszedł Klub Świata Książki.

Początkowo, jako osoba nieletnia korzystałam z konta koleżanki, jednak zaraz po osiemnastych urodzinach założyłam własne konto i pracowałam na swoje rabaty, które dość szybko udało mi się zdobyć. Nigdy nie było dla mnie problemem to, że warunkiem członkostwa było zamówienie co najmniej jednej książki z każdego katalogu. Mój problem polegał na tym, by zdecydować się TYLKO na jedną, co raczej mi się nie udawało i w paczce zawsze było znacznie więcej pozycji, którymi raczyłam się do kolejnego katalogu. 

Uwielbiałam moment, w którym przychodził nowy katalog, z wielką radością zakreślałam pozycje, które mnie interesują i ze zgrozą podliczałam koszt zamówienia. Taką drogą zdobyłam całe mnóstwo wspaniałych książek, które mimo iż są bardzo różnorodne, łączy jedna, wspólna cecha, otóż wszystkie są pięknie i porządnie wydane. Piękne oprawy graficzne, dobre szycie i klejenie oraz bardzo dobrej jakości papier i czcionka idealna do czytania sprawiały, że książki te stanowią do dziś ozdobę mojej biblioteczki. 

Do moich najlepszych zdobyczy, pochodzących właśnie z tego wydawnictwa mogę zaliczyć m. in. pięknie wydaną kolekcję powieści Jane Austen w twardej oprawie z obwolutą:

Romans wszech czasów, który czytałam z wypiekami na twarzy drżąc o wspólne dobro Tatiany i Aleksandra, czyli pięknie wydana w twardej oprawie trylogia Jeźdźca miedzianego:



Nie mogłabym zapomnieć również o wielu książkach uwielbianej nie tylko przeze mnie Manueli Gretkowskiej:

Agent - Gretkowska Manuela Trans - Gretkowska Manuela Europejka - Gretkowska Manuela Miłość po polsku - Gretkowska Manuela

Warto wspomnieć również o zekranizowanej niedawno powieści "Jeden dzień" Davida Nichollsa:

Jeden dzień - Nicholls David

Nie mogę również zapomnieć o tak ekscytującej serii, jaką jest "Obca" Diany Gabaldon:

Obca - Gabaldon Diana Uwięziona w bursztynie - Gabaldon Diana Podróżniczka - Gabaldon Diana Jesienne werble - Gabaldon Diana Tchnienie śniegu i popiołu - Gabaldon Diana Kość z kości - Gabaldon Diana

Tak dobrych i pięknie wydanych pozycji w mojej biblioteczce jest całe mnóstwo i dołączają co raz to nowe, dlatego nie wyobrażam sobie, by miało się to teraz skończyć. Skończyć tak po prostu, bo komuś się biznes nie rozkręcił tak,  jak powinien, nie zarobił tyle,  ile zamierzał, więc koniec. Nie zgadzam się na to, po prostu nie pozwalam :) Dlatego chciałabym zachęcić Was dzisiaj do polubienia strony na Facebook 'u Ratujmy Świat Książki . Może ktoś zauważy, może się zainteresuje i wspólnymi siłami wywalczymy ciąg dalszy tego wspaniałego wydawnictwa. Szczerze na to liczę!


KONTAKT:

dominika.chachulska@interia.pl