Stosiki książkowe

poniedziałek, 03 marca 2014

Najkrótszy miesiąc w roku okazał się dla mnie bardzo obfity w dobre i bardzo dobre książki. Co prawda trafiło się kilka słabszych pozycji, no ale nie narzekajmy. Zawsze pod koniec miesiąca, kiedy patrzę na przeczytane książki mniej więcej wiem, jakie były moje preferencje i co najbardziej chodziło mi po głowie. Patrząc na stosik lutowy jedyne co przychodzi mi do głowy to albo to, że zwariowałam albo co najmniej mam wahania nastrojów. No cóż, przejdźmy zatem do rzeczy.

Okładka książki Wybór

Sama nie wiem co takiego jest w książkach Sparksa, ale to "coś" bardzo mi się podoba. To nazwisko jest dla mnie zawsze zapowiedzią dobrej, choć lekkiej i niewymagającej lektury. Tym razem jednak troszkę się zawiodłam. "Wybór" okazał się przewidywalny i momentami nużący. Ze wszystkich książek Sparksa, które do tej pory przeczytałam ta jest najsłabszą.  

Okładka książki Houston, mamy problem

Humor za to zdecydowanie poprawiłam sobie "Houston, mamy problem" Katarzyny Grocholi. Tym razem autorka zafundowała nam coś zupełnie innego, jak do tej pory. Głównym bohaterem książki jest mężczyzna i to właśnie z jego perspektywy poznajemy całą historię. Książkę tę na wpół czytałam, na wpół słuchałam. Był to pierwszy mój audiobook i za sprawą genialnego Wojciecha Mecwaldowskiego zachęcił mnie do dalszego czytania uszami :) Książka jest świetna i godna polecenia. 

Okładka książki Przeminęło z wiatrem

Film kupiłam coś około roku temu i cały czas czekałam z jego obejrzeniem, aż przeczytam książkę. Jednak jakoś ciężko było mi się za nią zabrać i w końcu w towarzystwie przyjaciółki i ekhm... dwóch butelek wina obejrzałyśmy nagrodzony licznymi Oscarami obraz z Vivien Leigh i Clarkiem Gable'm w rolach głównych. Film bardzo mi się podobał, ale miałam nieodparte (jak się potem okazało słusznie) wrażenie, że ekranizacja nie była pełna, że pewne tematy były tylko tknięte i czułam pewien niedosyt. Postanowiłam więc przeczytać jednak dzieło Margaret Mitchell. Książka mnie wciągnęła bez reszty i choć trudno mi samej w to uwierzyć przeczytałam ją w zaledwie dwa popołudnia. Oczywiście okazała się milion razy lepsza od filmu. Piękna historia!

Okładka książki Niezbędnik obserwatorów gwiazd

Dzięki kuponowi (który znalazłam w czeluściach mojej skrzynki mailowej) na dwa darmowe e-booki  zdobyłam wydaną niedawno w Polsce książkę Matthew Quick'a "Niezbędnik obserwatorów gwiazd". Nie wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać, więc podeszłam bez żadnych absolutnie oczekiwań. Książka okazała się genialna i kompletnie mnie oczarowała. Bez wahania oceniłam ją na 10/10 co u mnie nie zdarza się często. Wspaniała, choć trudna historia. 

Okładka książki Poradnik pozytywnego myślenia

Oczarowana "Niezbędnikiem obserwatorów gwiazd" tego samego autora od razu postanowiłam sięgnąć po "głośniejszą" i bardziej docenioną pozycję, jaką bez wątpienia był "Poradnik pozytywnego myślenia". Niestety zawiodłam się. Książka okazała się co najwyżej średnia. Teraz wiem, że jej sukces polegał głównie na ogromnym szumie wokół ekranizacji.... choć co do tej, to nie wiem na ile elastycznym słowem jest ekranizacja, ale tutaj naciągnęli ją do granic możliwości, gdyż film nie ma zbyt wiele wspólnego z samą książką. 

Okładka książki Gwiazd naszych wina

Sięgając po "Gwiazd naszych wina" wydawało mi się, że wiem o czym będzie, jak się rozwinie i czym się skończy. Całkowicie się pomyliłam, a sama książka zaskoczyła mnie jak chyba żadna do tej pory. Wspaniała, cudowna i piękna! Z niecierpliwością czekam na ekranizację!

Okładka książki Drugi oddech

No i tutaj znów ta sama historia co w przypadku "Przeminęło z wiatrem". Książka leżała i leżała, aż w końcu postanowiłam po nią sięgnąć. Czytało mi się ją dość trudno, choć była wciągająca. Ze zgrozą muszę stwierdzić, że film podobał mi się chyba jednak troszkę bardziej, choć książka była oczywiście dokładniejsza.

Okładka książki Porwana i sprzedana

Bardzo ciężka książka opowiadającą historię dziewczyny, która po bardzo trudnym dzieciństwie próbuje odnaleźć szczęście w wymarzonej pracy opiekunki małych dzieci. Niestety jej marzenia nie zostaną spełnione, gdyż porwana z lotniska stanie się jedną z wielu dziewczyn zmuszanych do okrutnej pornografii. I choć wiem, że zabrzmi to strasznie, to jednak nie prostytucja okaże się największym złem dla Sary. 

Okładka książki Tajemnica Brokeback Mountain

Jedno z cięższych opowiadań jakie czytałam. Bardzo trudny temat homoseksualizmu w skażonym homofobią wiejskim środowisku Wyomingu. 

Okładka książki Drogie życie

Nie często sięgam po opowiadania, bo rzadko zdarza się takie, które nie pozostawia uczucia niedosytu. Po tym jak przyznanie Nagrody Nobla z dziedziny literatury Alice Munro podzieliło opinię na tych, którzy uważają tę decyzję za słuszną i tych, którzy twierdzą zupełnie odwrotnie postanowiłam sięgnąć z ciekawości, po której stronie ja się opowiem. Dziś już wiem, że jak opowiadania, to tylko Alice Munro. Kompletne i pełne, tak je mogę opisać. A sama autorka jest według mnie mistrzynią krótkiej formy.

Okładka książki Hobbit, czyli tam i z powrotem

Nie potrafię znaleźć słów, jak bardzo byłam głupia, że nie przeczytałam akurat tej lektury w liceum. Pamiętam, że zaczytywałam się wtedy w książki o wojnie i holocauście i dzieło Tolkiena nijak mi się w ten deseń wpisywało. Na szczęście poszłam po rozum do głowy i zaległość nadrobiłam.

Recenzje wszystkich książek postaram się sukcesywnie i regularnie dodawać w kolejnych postach. A jak wyglądał wasz luty pod względem lektury?

poniedziałek, 19 listopada 2012

 

Dziś trochę prywaty, choć ściśle związanej z książkami. Otóż, około dwóch tygodni temu w drodze do szkoły zauważyłam, że  we Wrocławiu przy Dworcu Świebodzkim otwarto Weltbild Outlet. Przez cały dzień chodziło mi po głowie, co też może tam być, bo to że książki, to wiedziałam, no ale Weltbild, to także ozdoby,  domowe rupiecie , odzież, biżuteria i milion innych dodatków. Niestety, za każdym razem gdy się tam wybierałam, było zamknięte.

Dziś w końcu udało mi się odwiedzić  ten sklep.  Poza całą masą przedziwnych ozdób ogrodowych oraz domowych, ubrań dla dzieci i rzeczy powszechnie do niczego nie potrzebnych, znalazłam  również kilka stosów (dosłownie stosów) książek. Tytułów nie było bardzo dużo, ale ogólnie było w czym wybierać. Problemem było to, że dosłownie trzeba było się przekopywać przez ogromne stosy książek umiejscowione na podłodze.  Nie było to łatwe, ale dla mola książkowego nie niemożliwe. Po około 40 minutach szczęśliwa szłam do kasy z całym koszykiem książkowych dobroci, a wśród nich znalazły się:

Ucieczka z Auschwitz - Pogożew Andriej

"Ucieczka z Auschwitz" Andrieja Pogożewa (cena 8,73 zamiast 34,90)

Żona godna zaufania - Goolrick Robert

"Żona godna zaufania" Roberta Goolricka (cena 9,13 zamiast 39,99)

Drżenie - Stiefvater Maggie

"Drżenie" Maggie Stiefvater (cena 9,13 zamiast 39,99)

Miasto poza czasem - Moriel Enrique

"Miasto poza czasem" Enrique Moriel (cena 8,70 zamiast 34,90)

Zamachowiec - Marklund Liza

"Zamachowiec" Lizy Marklund (cena 7,98 zamiast 34,90)

Życie Prywatne i Erotyczne w Starożytnej Grecji i Rzymie - Koper Sławomir

"Życie prywatne i erotyczne w starożytnej Grecji i Rzymie" Sławomira Kopra (cena 7,48 zamiast 33zł)

I moja największa zdobycz, z której cieszę się niesamowicie:

Miłosz. Biografia - Franaszek Andrzej

"Miłosz Biografia" Andrzeja Franaszeka (cena 15,88 zamiast 69,90)

Nie do końca wiem, jak wygląda system sprzedaży w tych sklepach, bo to dość często się zmienia. Podczas otwarcia na wstępie otrzymywało się rabat 50%, a w zależności od tego ile centymetrów liczył nas stosik, tyle procent rabatu otrzymywało się na całość. Z tego co zauważyłam, dziś obowiązywał rabat pół z połowy ceny. Jedno jest pewne, zakupy bardzo mi się opłaciły, bo za wszystko zapłaciłam mniej, niż musiałabym zapłacić za samą biografię Miłosza. Dlatego, gdy znajdziecie się gdzieś w pobliżu, to zachęcam Was do wstąpienia, bo jak widać warto :) Pozdrawiam, a już jutro nowa recenzja :)

poniedziałek, 06 sierpnia 2012

 

Lipiec był dla mnie bardzo leniwym miesiącem, w którym miałam mnóstwo czasu na czytanie, włóczenie się po bibliotekach, czy księgarniach. Jednak mimo wielu wolnych chwil, doznałam szoku, że miesiąc ten skończył się tydzień temu . Zupełnie mi to umknęło, więc teraz nadrabiam zaległości :)

Jak już na pierwszy rzut oka można zobaczyć, przede wszystkim gustowałam w lekturach lekkich i kobiecych, choć znalazło się kilka pozycji, które na długo pozostaną w mojej pamięci i to chyba właśnie w tym miesiącu przeczytałam moją książkę roku, choć z werdyktem wstrzymam się jeszcze do grudnia :)

A sam stosik prezentuje się następująco:

Jedna z pierwszych powieści Jodi Picoult i niestety jak dla mnie, chyba też jedna z jej słabszych książek. 

Przepiękna opowieść o przyjaźni, walce z własnym sumieniem i o tym, że z losem się nie wygra. Jedna z cudowniejszych książek, jakie w ogóle przeczytałam. RECENZJA TU

Jedna z dwóch książek Joanny Opiat-Bojarskiej, po jaką sięgnęłam w tym miesiącu (Recenzje Blogostanu zamieściłam już wcześniej). Bardzo mądra opowieść o zaskoczeniu, jakim jest choroba i o chaosie, jaki może wprowadzić w życie oraz o sile jaką w sobie trzeba odnaleźć, by walczyć z samym sobą Naprawdę wspaniała książka. RECENZJA TU

Zabawne i lekkie czytadło, za którego recenzje się zabieram i zabieram..... choć książkę ogólnie polecam :)

Powieść w stylu American Dream. Zabawna, trochę próżna, bardzo kobieca :) RECENZJA TU

Debiut Zuzanny Głowackiej. Jeden z z niewielu, naprawdę dobrych, lekkich zbiorów felietonów. RECENZJA TU

Najnowsza powieść Joanny Opiat - Bojarskiej. Bardziej historia toksycznej miłości, niż samego uzależnienia od internetu, ale bardzo dobra i przyjemna w czytaniu :) RECENZJA TU

No i się rypło, kolokwialnie mówiąc :) Wszystkie tajemnice luksusowych kurortów ujrzały światło dzienne :) RECENZJA TU

 

Część z powyższych książek znajduje się już na moim blogu w postaci recenzji, recenzje kolejnych wkrótce się pojawią, więc z góry zapraszam :) Muszę również dodać, że jestem z siebie w pewnym sensie dumna, ponieważ coraz częściej zaglądam do biblioteki, z której wynoszę naprawdę ciekawe pozycje. To własnie z biblioteki pochodzą trzy książki z dołu stosiku, wszystkie inne są z półki, co również mnie cieszy :)

wtorek, 10 lipca 2012

Blogerki lubujące się w kosmetykach mają swoich kosmetycznych ulubieńców miesiąca...

Szafiarki mają swoje modowe inspiracje miesiąca...

A ja mam swój czerwcowy stosik, czyli to, czym raczyłam się przez cały czerwiec :)

Czerwiec był dla mnie bardzo aktywnym miesiącem i miałam niewiele czasu. Nie przeszkodziło mi to jednak coś tam poczytać. Wśród książek, z którymi spędzałam wolniejsze, czerwcowe chwile znalazły się:

"Jeden dzień" Davida Nichols'a,  znalazł się wśród moich ulubieńców, a po książki samego autora będę sięgać za każdym razem, gdy na jakąś trafię. Bardzo dobrze napisana, fantastycznie ujęta historia, która obejmuje 40 (!) lat... wszystko opisane jest w sposób interesujący i wciągający. 



O Emily Giffin wspominałam już nie raz i po raz kolejny wspomnę o tym, ze zdecydowanie jest jedną z tych pisarek, po których książki sięgam, bez wcześniejszego czytania opisu... Recenzje "Coś pożyczonego" i "Coś niebieskiego" znajdują się już na moim blogu, a już zapewne wkrótce dołączy do nich recenzja "Sto dni po ślubie". Jak zwykle autorka nie zawiodła i tylko ona jedna potrafi połączyć szarość dnia codziennego, pracę i lekką historię skomplikowanej miłości tak, by wszystko ze sobą współgrało i nie pozwalało odejść od książki. 

Stephena Kinga chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Niekwestionowany król horroru, twórca niespełna sześćdziesięciu powieści, z których większość została zekranizowana. I tu wielkie moje zaskoczenie, gdy po kolejnej przygodzie z twórczością tego autora, coraz niebezpieczniej zbliżam się do stwierdzenia, że to nie jest autor dla mnie. Przygodę rozpoczęłam z "Mroczną wieżą", która delikatnie mówiąc nie złapała mnie za serce, muszę stwierdzić, że po "Wielkim marszu" chyba na jakiś czas dam sobie spokój z tym pisarzem...



Na "Imperium Google" Larsa Reppersgaarda trafiłam podczas jednego z częstych buszowań po składzie taniej książki. Od momentu, gdy na pierwszym roku studiów obejrzałam film przedstawiający pracę w tej wielkiej korporacji, postanowiłam poszukać czegoś na własną rękę i przyznam się szczerze, że myślałam, że ta książka będzie właśnie tym, czego szukam. Opis z tyłu książki okazał się jednak mylący, bo z tej pozycji nie dowiemy się zbyt wiele o samej firmie Google, ani o ludziach, którzy w niej pracują, nie mówiąc już o opisie samej pracy, a jedynie o metodach jakimi pracują, sposobie segregowania i pozycjonowania danych i innych ciekawostkach technicznych.



Odkąd pierwszy raz trafiłam na "Kobietę na krańcu świata" Martyny Wojciechowskiej, stała się ona dla mnie lektura numerem jeden wśród książek podróżniczych. Każda kolejna część podobała mi się równie mocno. Sam styl pisania Martyny Wojciechowskiej jest bardzo ładny, ale prosty, a liczne, przepiękne zdjęcia zabierają nas w zakątki świata, o których nawet nie zdawałam sobie sprawy, że takie istnieją. 



Z "Księgą wszelkich dokonań Sherlocka Holmesa" postanowiłam zmierzyć się już w styczniu, zaraz po tym jak ją kupiłam, jednak ze względu na jej objętość i gabaryty, co jakiś czas odkładałam ją, by nie znudzić się przygodami tego barwnego bohatera. W czerwcu moja przygoda ze sławnym detektywem dobiegła końca, gdyż przeczytałam ostatnią już stronę tej opasłej księgi. Teraz już wiem dlaczego fikcyjna postać Sherlocka Holmesa doczekała się większej ilości biografii od samej Marilyn Monroe. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić wszystkich już wkrótce na szczegółowe recenzje czerwcowych ulubieńców. Tymczasem biorę się za kompletowanie stosika lipcowego :)

No i twardo idę w zaparte podejmując wyzwanie, ponieważ wszystkie książki z tego miesiąca pochodzą z mojej półki :)


KONTAKT:

dominika.chachulska@interia.pl