niedziela, 15 lipca 2012

Jeden dzień - Nicholls David

David Nicholls wydał jak na razie tylko trzy powieści, z czego dwie ukazały się na polskim rynku wydawniczym i był to "Jeden dzień" i "Dubler". Jednak nie można powiedzieć, że są to jego początki w pisaniu, gdyż od wielu lat zajmuje się on tworzeniem scenariuszy do wielu popularnych, amerykańskich sitcomów i hollywoodzkich produkcji.

Książka opowiada o wielkiej przyjaźni, wielu życiowych zawodach i sukcesach, o tym, że prawdziwa miłość nawet zaniedbana, prędzej czy później sama dopcha się do głosu. Nie jest to absolutnie tandetne romansidło, lecz coś zupełnie innego...

Tematyka powieści opiera się o historię dwóch młodych ludzi Emmy i Dex'a, którzy w wieczór po otrzymaniu dyplomów ukończenia studiów postanowili spędzić wspólnie noc. Choć jak się okaże następnego dnia każde z nich pójdzie w swoją stronę, to ta noc połączy ich na zawsze, a życie napisze scenariusz pełen wspólnych przygód, wzlotów i upadków. Historia Emmy i Dexa obejmuje 40 lat, ale dzięki niesamowitemu kunsztowi Nichollsa, nie ma mowy o nudzie, czy zmęczeniu podczas czytania. 

Bardzo zaskoczyła mnie kompozycja książki, która składa się z rozdziałów, w którym każdy z nich, to jeden w roku, wspólnie spędzony dzień Emmy i Dex'a. Historię poznajemy na przemian z perspektywy zarówno Emmy, jak i drugiego głównego bohatera, dzięki czemu powieść zyskuje inny wymiar treści. 

Styl i język, to na pewno wielki atut autora. W sposób szczególny przedstawia on historię ubraną w błyskotliwe dialogi. Zaskakująco realistyczny opis miejsc zabiera nas w podróż po Europie, pokazując tajemniczą Wielką Brytanię, czy zakochany Paryż. Nie zabraknie również momentów, w których roześmiejemy się do łez, czy tez do łez wzruszymy.

Po przeczytaniu książki i jej zaskakującego zakończenia (z którym nie mogę się pogodzić do tej pory) do głowy przychodzą nie tylko przemyślenia a'propo głównych bohaterów, lecz również nas samych. Zastanawiamy się, czy faktycznie skupiamy się na rzeczach ważnych i odpowiednich? Czy jednak czas pokaże nam, że bardzo się w tej hierarchii mylimy?

Wśród powieści obyczajowych, twórczość Nichollsa odznacza się wielkim zrozumieniem tematu, i podejściem do niego z zupełnie innej strony. Niby ta sama historia co zawsze, a jednak inna. Zupełnie inaczej opisana i pokazana od drugiej strony.

Książkę wydało wydawnictwo Świat książki i jest ona dostępna w dwóch wersjach okładkowych. W nowszym wydaniu (zdjęcie przed tekstem) na okładce znajduje się kadr z filmu na podstawie powieści, z Anne Hathaway w roli głównej. Drugą wersję zdobi emblemat starej, angielskiej koperty. 

Jeden dzień (audiobook CD) - Nicholls David

Po przeczytaniu "Jednego dnia" chętnie sięgnę po inne powieści autorstwa Nichollsa, gdyż ten urzekł mnie stylem, językiem i wyjątkowym kunsztem literackim. Nigdy nie powiedziałabym, że 40 lat można opisać w taki sposób, by każda kolejna strona jeszcze bardziej nas ciekawiła i zachęcała do dalszego czytania. David Nicholls na stałe został wpisany do listy moich ulubionych autorów :) 

W 2011 roku powieść doczekała się ekranizacji z Anne Hathaway i Jimem Sturgessem w roli głównej, co spowodowało również wznowienie nakładu z nową okładką.

Film obejrzałam zaraz po przeczytaniu książki i bardzo mi się podobał. Fantastyczna gra aktorów, piękna scenografia i wiernie oddana historia. Polecam! 

 

piątek, 13 lipca 2012



Lato, to czas wakacji, a jak wiadomo, wakacje to częste wyjazdy, podróże i błogi relaks. Niestety ze względu na charakter pracy mojego chłopaka, rzadko udaje nam się latem wyjechać gdzieś na dłużej, nad czym bardzo ubolewam. Jednak nie należę do ludzi, którzy tracą zbyt wiele energii na zmartwienia, toteż około dwóch lat temu postanowiłam zakochać się w książkowo - przewodnikowych podróżach bez konieczności ruszania się z domu. Jak się jednak szybko okazało nie jest łatwo znaleźć dobry przewodnik, który rzetelnie i z pasją opisze dane miejsce, do tego pokazując nam je na pięknych zdjęciach. Szybko przekonałam się o tym, że polski rynek wydawniczy ubogi jest właśnie w takie publikacje.

Poszukiwania rozpoczęłam od książek poświęconych Polsce, bo na początku, to właśnie ojczyznę chciałabym zwiedzić od deski do deski. Od przewodników poświęconych naszemu państwu, aż uginały się półki w księgarniach, jednak po przejrzeniu kilkudziestu, nie zdecydowałam się na żaden z nich. Kilka dni później wybrałam się na zakupy do Biedronki i to właśnie tam znalazłam przewodniki, jakich szukałam. Do wyboru było pięć rodzajów, od ogólnego nawigatora, przez wycieczki z dziećmi, poprzez podróże śladem historii, czy parków narodowych, kończąc na zbiorze 101 gotowych wycieczek. Zdecydowałam się na trzy ostatnie i jestem bardzo zadowolona.

Nawigatory bardzo rzetelnie opisują wszystkie miejsca, które warto byłoby zobaczyć, zawierają przejrzyste mapy i plany, a do tego znajduje się w nich mnóstwo pięknych zdjęć, które jeszcze bardziej zachęcają do podróżowania.

Jedyne zastrzeżenie mam do jakości papieru, bo ten przypomina mi trochę gazetowy. Nie ujmuje to jakości zdjęć i o ile będziemy pilnować by nie startować do niego z mokrymi, bądź tłustymi palcami, to powinien służyć nam przez długie lata. Warto wspomnieć też o tym, że na stronie wydawnictwa Carta Blanca znajdziemy wiele innych przewodników, w bardzo atrakcyjnych cenach. Za moje zapłaciłam jedynie 19,90 (no ale wiadomo, "W Biedronce codziennie niskie ceny").

Kolejna seria przewodników zabierze nas już troszkę dalej, bo do największych i najpiękniejszych miast różnych krajów. Bez zastanowienia mogę przyznać, że jest to moja ulubiona seria, i bardzo żałuję, że zamyka ona w sobie tylko osiem miast i nie rozwija się dalej.



Mówię tu oczywiście o serii "Miejskie opowieści" wydawnictwa National Geographic.


Przygoda z tymi książkami to przyjemność sama w sobie. Każdy z przewodników oferuje nam 24 trasy wycieczek, dzięki którym poznamy najciekawsze i najbardziej warte odwiedzenia miejsca. Od razu zwróciłam uwagę na piękny styl i język jakim są napisane. Pomimo tego, że zawierają bardzo rzetelne i konkretne informacje, to nie czyta się ich jak encyklopedii.

Czytając mamy wrażenie jakbyśmy podążali ulicami wielkich miast z przewodnikiem, który w piękny sposób opisuje miejsca, wplatając w tekst ciekawostki, miejskie legendy, czy tajemnice. Podróż tę umilają nam liczne, przepiękne zdjęcia, które są niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Zdjęcia robione z ciekawej perspektywy i pod zupełnie innym kontem. Zdjęcia których nie znajdziemy nigdzie indziej.

Wszystko wydane jest na bardzo porządnym papierze, co dodatkowo zachęca do kupna. Obecnie dostać je możemy na Allegro, w niektórych księgarniach internetowych, bądź szperając w Składach Taniej Książki. 

Swoją podróż zakończyć możemy na krańcu świata, na który zabierze nas Martyna Wojciechowska w serii "Kobieta na krańcu Świata". 

Nie dość, że poznamy tajemnicze, ciekawe i wcześniej nieznane miejsca, to również zagłębimy się w historie wyjątkowych kobiet, z którymi Martyna spotyka się osobiście.

Uwielbiam książki Martyny Wojciechowskiej, bo pisze ona w taki sposób, w jaki ja chciałabym poznać te wszystkie miejsca. Bardzo ciekawie opowiada, nie ubarwiając zbytnio, za co bardzo ją cenię. Można wyczuć, że dla autorki, to nie tylko praca, ale również pasja i miłość do podróży. Ze względu na to, że wydawcą jest National Geographic, nie muszę już chyba wspominać o tym, że zdjęcia zawarte w książkach zapierają dech w piersi, a jest ich całe mnóstwo. 

Oczywiście na da się w ten sposób zastąpić prawdziwej podróży i możliwości zobaczenia wszystkiego na własne oczy, również własne zdjęcia zawsze są piękniejsze od tych książkowych, lecz na pewno jest to dobry sposób, by bez możliwości wyjazdu, odwiedzić ciekawe zakątki. Osobom wracającym właśnie z wakacji, pomogą również zachować wspomnienia na dłużej. Więc nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam spacer do okolicznej księgarni i odnalezienie swojej, niepowtarzalnej serii podróżniczej. 

wtorek, 10 lipca 2012

Blogerki lubujące się w kosmetykach mają swoich kosmetycznych ulubieńców miesiąca...

Szafiarki mają swoje modowe inspiracje miesiąca...

A ja mam swój czerwcowy stosik, czyli to, czym raczyłam się przez cały czerwiec :)

Czerwiec był dla mnie bardzo aktywnym miesiącem i miałam niewiele czasu. Nie przeszkodziło mi to jednak coś tam poczytać. Wśród książek, z którymi spędzałam wolniejsze, czerwcowe chwile znalazły się:

"Jeden dzień" Davida Nichols'a,  znalazł się wśród moich ulubieńców, a po książki samego autora będę sięgać za każdym razem, gdy na jakąś trafię. Bardzo dobrze napisana, fantastycznie ujęta historia, która obejmuje 40 (!) lat... wszystko opisane jest w sposób interesujący i wciągający. 



O Emily Giffin wspominałam już nie raz i po raz kolejny wspomnę o tym, ze zdecydowanie jest jedną z tych pisarek, po których książki sięgam, bez wcześniejszego czytania opisu... Recenzje "Coś pożyczonego" i "Coś niebieskiego" znajdują się już na moim blogu, a już zapewne wkrótce dołączy do nich recenzja "Sto dni po ślubie". Jak zwykle autorka nie zawiodła i tylko ona jedna potrafi połączyć szarość dnia codziennego, pracę i lekką historię skomplikowanej miłości tak, by wszystko ze sobą współgrało i nie pozwalało odejść od książki. 

Stephena Kinga chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Niekwestionowany król horroru, twórca niespełna sześćdziesięciu powieści, z których większość została zekranizowana. I tu wielkie moje zaskoczenie, gdy po kolejnej przygodzie z twórczością tego autora, coraz niebezpieczniej zbliżam się do stwierdzenia, że to nie jest autor dla mnie. Przygodę rozpoczęłam z "Mroczną wieżą", która delikatnie mówiąc nie złapała mnie za serce, muszę stwierdzić, że po "Wielkim marszu" chyba na jakiś czas dam sobie spokój z tym pisarzem...



Na "Imperium Google" Larsa Reppersgaarda trafiłam podczas jednego z częstych buszowań po składzie taniej książki. Od momentu, gdy na pierwszym roku studiów obejrzałam film przedstawiający pracę w tej wielkiej korporacji, postanowiłam poszukać czegoś na własną rękę i przyznam się szczerze, że myślałam, że ta książka będzie właśnie tym, czego szukam. Opis z tyłu książki okazał się jednak mylący, bo z tej pozycji nie dowiemy się zbyt wiele o samej firmie Google, ani o ludziach, którzy w niej pracują, nie mówiąc już o opisie samej pracy, a jedynie o metodach jakimi pracują, sposobie segregowania i pozycjonowania danych i innych ciekawostkach technicznych.



Odkąd pierwszy raz trafiłam na "Kobietę na krańcu świata" Martyny Wojciechowskiej, stała się ona dla mnie lektura numerem jeden wśród książek podróżniczych. Każda kolejna część podobała mi się równie mocno. Sam styl pisania Martyny Wojciechowskiej jest bardzo ładny, ale prosty, a liczne, przepiękne zdjęcia zabierają nas w zakątki świata, o których nawet nie zdawałam sobie sprawy, że takie istnieją. 



Z "Księgą wszelkich dokonań Sherlocka Holmesa" postanowiłam zmierzyć się już w styczniu, zaraz po tym jak ją kupiłam, jednak ze względu na jej objętość i gabaryty, co jakiś czas odkładałam ją, by nie znudzić się przygodami tego barwnego bohatera. W czerwcu moja przygoda ze sławnym detektywem dobiegła końca, gdyż przeczytałam ostatnią już stronę tej opasłej księgi. Teraz już wiem dlaczego fikcyjna postać Sherlocka Holmesa doczekała się większej ilości biografii od samej Marilyn Monroe. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić wszystkich już wkrótce na szczegółowe recenzje czerwcowych ulubieńców. Tymczasem biorę się za kompletowanie stosika lipcowego :)

No i twardo idę w zaparte podejmując wyzwanie, ponieważ wszystkie książki z tego miesiąca pochodzą z mojej półki :)

poniedziałek, 09 lipca 2012

       

 



      Suzanne Collins urodzona  w 1963 roku jest amerykańską pisarką i scenarzystką telewizyjną.

Swoją pisarską karierę rozpoczęła w 1991 roku jako twórczyni telewizyjnych programów dla dzieci. Zanim stworzyła bestsellerową powieść"Igrzyska Śmierci", będącą pierwszą częścią trylogii o mieszkańcach futurystycznego państwa Panem, napisała kilka bajek i opowiadań, a w końcu zasłynęła pięcioczęściowym cyklem kronik o podziemnym świecie i Gregorze - chłopcu, który odkrywa nieznane nikomu obszary. Obie serie przez wiele tygodni utrzymywały się na liście bestsellerów The New York Times, zyskując pozytywne recenzje zarówno krytyków, jak i czytelników.

      W maju 2010 roku magazyn "TIME" zaliczył Collins do setki najbardziej wpływowych ludzi świata.

      Fabuła opisuje losy mieszkańców Panem, futurystycznego państwa składającego się z Kapitolu (stolicy) i dwunastu dystryktów, stworzonego na ruinach Stanów Zjednoczonych Ameryki. Co roku władze państwa organizują Show, do którego każdy z dwunastu dystryktów musi w drodze losowania wyznaczyć chłopca i dziewczynę w wieku od 14 do 18 roku życia, którzy zostaną odesłani na szkolenie, po którym trafią na sztucznie stworzoną arenę, na której zawalczą o główną nagrodę, czyli własne życie.

      Jedną z głównych bohaterek jest Katniss Everdeen, która stanie przed jednym z najtrudniejszych wyborów: miłość, przyjaźń, czy życie... 

Wszystkie trzy tomy czyta się jednym tchem, bez czasu na oddech. Akcja zapiera bowiem dech w piersiach, a zdarzenia, które mają miejsce nie mieszczą się w głowie. Niestety mimo iż książka opowiada o wizji futurystycznego państwa, nie trudno byłoby wyobrazić sobie takiej rzeczywistości. Autorka bardzo sprytnie przeplata tu fikcję z rzeczywistością, a wartości moralne z głupotą i ludzkim wypatrzeniem. Warto wspomnieć, że w każdym kolejnym tomie historia się rozwija, a akcja zagęszcza i staje się jeszcze bardziej ciekawa. 

      Na wielką pochwałę zasługują styl i język, jakim posługuje się autorka. Język ładny, ale prosty, trafiający bez problemu do wszystkich, bez względu na płeć, czy wiek. Narratorką książki jest główna bohaterka Katniss, która opowiada nam całą historię. Czytając książkę mamy wrażenie, że faktycznie jest nam ona opowiadana.

      Każda z trzech części podzielona jest na rozdziały, które sprawnie przechodzą jeden w drugi, dzięki czemu odejście od lektury nie zaowocuje zgubieniem wątku. 

      Osobiście nie rozumiem dlaczego książka promowana była, jako powieść dla młodszych czytelników, co początkowo mnie zmyliło i zniechęciło po sięgnięcie po nią. Moim zdaniem jak najbardziej powinna trafić w ręce osób starszych, gdyż skłania do myślenia i zastanowienia się nad faktycznymi wartościami moralnymi. Po przeczytaniu tej książki, już chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości, co do hierarchii życiowych spraw. 

      Po przeczytaniu Igrzysk Śmierci, bez zastanowienia mogę stwierdzić, że jest to jedna z najlepszych powieści, jakie w ogóle wpadły mi w ręce. Książka na rynku dostępna jest od 2009 roku, jednak dopiero wieść o tym, że w 2012 roku powstanie jej ekranizacja, zaowocowała wielkim szałem, co znów poskutkowało wykupieniem niemal wszystkich egzemplarzy książek z Wrocławskich księgarni. Czegoś takie jeszcze nie widziałam. Chyba nawet ostatnia część Harrego Pottera nie zrobiła takiej furory. Samą ekranizację obejrzałam w dniu premiery (oczywiście uprzednio czytając książkę) i zaliczam ją do udanych. Fenomenalna gra Jennifer Lawrence, odtwórczyni głównej roli, czyli Katniss potęguje efekt. Książka w ekranizacji jest wiernie oddana, choć bez czytania powieści, niektóre elementy mogą nie być zrozumiałe, bądź zrozumiane źle. Z wielką ciekawością czekam na ekranizację drugiej części. A sfilmowania trzeciej części, to już właściwie sobie nie wyobrażam. 

      Polecam wszystkim i ostrzegam, gdy raz sięgniecie po tę książkę, nie odejdziecie od niej aż do ostatniej strony. 

wtorek, 28 lutego 2012



 

Kolejna fenomenalna książka Emily Giffin, czyli jednej z moich ukochanych autorek. 

"Coś niebieskiego" to dalsze losy Rachel i Darcy, choć tutaj inicjatywę przejmuje Darcy i to właśnie z jej perspektywy poznajemy wydarzenia ostatnich tygodni z jej przygotowań do ślubu oraz to co wydarzy się potem. 

Żadna z nas nie chciałaby zostać postawiona przed ciężkim wyborem miłość czy przyjaźń, bo tu nie ma dobrych wyborów, a jedynie te złe i gorsze. Darcy zdecydowała, nie wiedząc, że jej najlepsza przyjaciółka również dokonała wyboru. Splot niespodziewanych zdarzeń, które są ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich, decyduje o tym, że Darcy postanawia coś w swoim życiu zmienić. Choć jej natura jest dość bezkrytyczna wobec samej siebie, to wkrótce przekona się, że nawet z niebanalną urodą mało istotnych w życiu rzeczy zależy od nas. Uciekając się do mniejszych, czy większych podstępków, postanawia porzucić dotychczasowe życie i wyjechać. Podczas tego wyjazdu dowie się bardzo wiele o sobie i o tym, jak łatwo można zatracić sens i wpaść w błędne koło życia. Zatrzymując się u przyjaciela, postanawia zmienić wszystko. Szuka pracy i nowych przyjaciół, choć początkowo nie przychodzi jej to łatwo. Wierząc w swoje wielkie szczęście wymyśla sobie swojego idealnego, bogatego, oczywiście, mężczyznę i co mnie nie zdziwiło w ogóle, spotyka go naprawdę. Wtedy jednak, Darcy przekonuje się, że to nie o to chodziło, a ona sama odkrywa prawdę, która zaskoczy wszystkich, a już na pewno ją samą.

Przyznam się szczerze, że "Coś pożyczonego" bardzo mi się podobała i nie wiedziałam do końca, czy chcę poznać historię z perspektywy Darcy. Nie da się ukryć, że w tej powieści jest ona raczej negatywną postacią, budzącą niemiłe uczucia. I nawet nie wiem jak bardzo dziękować swojej intuicji, że jednak skłoniła mnie do sięgnięcia po tę książkę, ponieważ okazała się fenomenalna i jeszcze cudowniejsza, od pierwszej części przygód dwóch przyjaciółek. Poza obserwowaniem wielkiej przemiany, jaka dokonuje się w Darcy, poznajemy także trochę samych siebie, gdyż każda z nas odnajdzie w sobie troszkę z niej samej. "Coś niebieskiego" to powieść przepełniona wielkimi uczuciami, których nie da się przekazać w recenzji,choćby nie wiem  jak dobra ona była, to po prostu trzeba poczuć czytając tę książkę. 

Specyficzny styl i język jaki z pewnością posiada autorka, sprawia, że z wielką łatwością i nie małą przyjemnością czytamy tę powieść na jednym wdechu. Nie jest ona męcząca, czy też nudnawa, jak to często bywa w tego rodzaju powieściach i dlatego kończąc czytać mamy ochotę na więcej takich własnie książek. 

Bardzo chciałabym zachęcić was do sięgnięcia po te dwie pozycje, bo jestem pewna, że oprócz wspaniałego relaksu z fantastyczną lekturą, odnajdziemy w niej troszkę samych siebie i docenimy też to, co do tej pory bywało pewnie powodem do narzekań niejednej z nas. Nie jest to oczywiście nic w stylu "Sekretu", czy innych tego typu książek pozwalających odnaleźć szczęście w sobie, także nie musicie się obawiać.

Zachęcam i gorąco polecam. Ja się skusiłam i zdecydowanie są to teraz dwa numery jeden w mojej biblioteczce, choć oceniając bardzo szczerze, "Coś niebieskiego" podobało mi się nawet bardziej. Polecam!

Ps. Przepraszam za tak ogólną recenzję, ale bardzo mi zależało, żeby nie zdradzić zbyt wiele, by nie zepsuć wam przygody ani z "Coś pożyczonego", ani "Coś niebieskiego". Myślę, ze te osoby, które się skuszą i sięgną po książkę, zrozumieją, dlaczego tak bardzo mi na tym zależało. Mam nadzieję, że pomimo tego, że pominęłam wiele szczegółów, to recenzja stanie się dla was przydatna i treściwa. Pozdrawiam!

środa, 15 lutego 2012



Emily Giffin po ukończeniu studiów na wydziale prawa zamieszkała w Nowym Jorku, w którym to podjęła pracę w dużej firmie prawniczej. Praca ta była pełna sukcesów, jednak dla Giffin życie w wielkim mieście, pod presją było wręcz niemożliwe. Zdecydowała się na odważny krok i diametralnie zmieniła swoje życie. Z centrum "Wielkiego Jabłka" przeniosła się do spokojnej Anglii, by swą dotychczasową prawniczą karierę zamienić na realizacje swojej największej pasji - pisania. W taki oto sposób spod jej pióra wypłynęły same bestsellery, w których zakochałam się bez pamięci. A wśród nich mamy takie pozycje jak: "Dziecioodporna" , "Coś pożyczonego" , "Coś niebieskiego" , "Sto dni po ślubie" i najnowsze dzieło tej wspaniałej autorki "Siedem lat później"

Tematyka opiera się o bardzo trudny temat, jakim bez wątpienia jest konflikt interesów między przyjaźnią, a miłością. Autorka szczerze i z pełnią uczuć opisuje nam studium zachowania ludzkiego w momencie, kiedy życie stawia nas przed jednym z największych wyborów. Kiedy wybrać możemy tylko jedno, wiedząc że drugie przepadnie bezpowrotnie, przenosimy się w głąb własnego ja i nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę tam znajdziemy.

"Coś pożyczonego", to historia dwóch przyjaciółek Rachel i Darcy.  Znają się od dziecka i przyjaźnią od zawsze, choć są zupełnie inne. Rachel odpowiedzialna dziewczyna, która stawia naukę i rozwagę ponad wszystko i Darcy dla której priorytetem jest dobry wygląd, szczupła talia, oryginalne ubrania no i oczywiście bogaty facet.  Dex odpowiada temu wzorowi bez wątpienia. Bogaty, wykształcony ze świetną karierą. Rachel zakochuje się w nim, choć nie dopuszcza do siebie tej myśli, kiedy jednak to z Darcy Dex postanawia się umówić, Rachel postanawia nie ingerować. Jednak los płata tej trójce figla i tuż po zaręczynach Dexa i Darcy, Rachel wdaje się w płomienny romans z Dexem, dla którego nie jest to przelotny numerek. Jak potoczą się losy bohaterów? Czy zwycięży serce, czy rozsądek? O tym dowiecie się, czytając tę wspaniałą historię.

Książka jest napisana bardzo prostym i przyjaznym językiem. Uczucia, którymi emanuje od pierwszych stron sprawiają, że czujemy się tak, jakby ktoś nam opowiadał tą historię, a my bylibyśmy tylko biernymi słuchaczami. Na początku może wam się wydawać, że język jest tak prosty, że aż banalny (za tą sugestię dziękuję Patrycji :) ), ale treść sprawi, że wczujecie się i pokochacie każde zdanie. 

Pozycja ta podzielona jest na rozdziały, przez co łatwo przechodzi się między wątkami. Lepszych wrażeń dostarcza nam również pierwszoosobowa narracja, (historię opowiada Rachel). Definitywnie pod koniec książki akcja znacznie sie zagęszcza, rozdziały stają się krótsze, a emocje sięgają zenitu (z trudem powstrzymywałam się od zajrzenia na ostatnią stronę).

Z początku odnosimy wrażenie, że jest to typowe romansidło, którego nie można zaliczyć do ambitnej literatury, jednak jest to odczucie jak najbardziej błędne. Czy jest to literatura mniej, czy bardziej ambitna pozostawiam do decyzji  wam, bo zależy  również co w literaturze jest dla nas ważne, a co według naszej opinii  zaniża jej poziom. Jednak na pewno nie możemy nazwać tego tanim, banalnym romansidłem. 

Ciężko jest mi powiedzieć ile razy będąc w księgarni brałam tę książkę do rąk i odkładałam. Nic mnie w niej nie pociągało, myślałam że to kolejna nic nie warta amerykańska love story, w niczym nie przypominająca rzeczywistości. Któregoś dnia zobaczyłam ją jednak w składzie tanich książek, za oszałamiające 10 zł, więc pomyślałam "czemu nie?"  Teraz jednak wiem, że dałabym za nią każdą cenę, bo książka okazała się jedną z lepszych jakie czytałam. Bardzo życiowy, realny obyczaj z nutą zagmatwanej dość sytuacji miłosnej. W tej kategorii, jest to dla mnie książka marzenie. 

Na pewno dużym plusem jest cena książki. Wydawnictwo Otwarte serwuje nam ją w   wielu wariantach. Do wyboru mamy co najmniej dwa rodzaje graficzne okładki (tylko miękkiej) oraz wersję pocket. W normalnym rozmiarze jej cena waha sie między 22, a 32 zł w zależności gdzie kupimy, wersja kieszonkowa kosztuje jednak zaledwie 9,90. Można poszukać również w tańszych księgarniach, takich jak między innymi "Dedalus", gdzie normalna wersja kosztuje tyle co pocket. 

Jedyne, co w książce mi się nie podobało, to jakość papieru oraz klejenia. Nie wiem, czy tylko mój egzemplarz jest taki, czy cała seria, ale jakość papieru była bardzo słaba, a po jednym przeczytaniu okładka nosiła już znamiona, pomimo że zawsze staram się dbać możliwie o książki. 

Nie mam nic do zarzucenia jeżeli chodzi o treść i przekład. Wszystko ze sobą wspaniale współpracuje, a książka jest naprawdę godna polecenia. Naprawdę warto sięgnąć i zagłębić się w jej historię. A gdy już przeczytamy, możemy obejrzeć również film z Kate Hudson w roli Darcy. Bardzo przyjemny i nawet w dużej mierze zgodny z treścią książki, choć na pewno nie oddający takich emocji. 

Zachęcam do lektury.


środa, 01 lutego 2012



Ben Mezrich jest absolwentem Harvardu. Jako amerykański autor odnosi dość spore sukcesy na tym polu. Wiele książek stworzył pod pseudonimem Holden Scott. Znamy go raczej z pozycji z szeregu non - fiction. "Miliarderzy z przypadku", to jego najgłośniejsza książka.

Tematyka książki opiera się o początki sławnego na cały świat portalu społecznościowego, jakim bez wątpienia jest Facebook. Poznajemy jego twórców z tej bardziej prywatnej strony oraz okoliczności, w jakich zrodziła się idea, tego największego internetowego przedsięwzięcia.

"Miliarderzy z przypadku", to sfabularyzowany dokument, poprzedzony bardzo długim i wnikliwy research'em, jaki przeprowadził sam autor. Zagłębiając się w licznych dokumentach oraz aktach spraw sądowych, kropka po kropce starał się ułożyć przebieg wydarzeń tak, by ten jak najbardziej odpowiadał rzeczywistości. W trakcie swojej pracy przeprowadził całe mnóstwo rozmów z osobami, które w większym, bądź mniejszym stopniu miały związek z zaistniałymi wydarzeniami. Główne wątki mają miejsce w murach prestiżowej uczelni, jaką jest Harvard, w klubach Nowego Yorku oraz na przedmieściach Palo Alto, czyli samego serca Doliny Krzemowej, słynącej z największego skupienia geniuszy komputerowych oraz firm tego typu. 

Książka napisana jest w formie rozdziałów o chronologicznej kolejności wydarzeń, zgodnej z rzeczywistością. Język natomiast, jest pierwszą rażącą rzeczą, jaka zniechęca do dalszego czytania. Ben Mezrich pomieszał dwa, bardzo kontrastujące ze sobą style, które w bardzo kłótliwy sposób odciągają naszą uwagę od meritum sprawy. Większość rozdziałów rozpoczyna się bardzo wyniosłym językiem i tu przykład:

"Opustoszały odcinek rzeki Charles, czterysta metrów przejrzystego zielonkawego błękitu, między łukowatą kamienną kładką Weeks Footbridge, a betonowym, wielopasmowym mostem Massachusetts Avenue. Lodowaty akwen wijący się pod szarą czaszą unoszącej się nisko nad wodą mgły. Powietrze do tego stopnia nasycone wilgocią, że trudno stwierdzić, gdzie kończy się rzeka, a zaczyna niebo."

By zaraz potem przejść w bardzo luźny, podwórkowy wręcz język, z wulgaryzmami na czele. Mi osobiście to połączenie w zupełności nie odpowiadało. Długie, nudzące i zbyt przerysowane opisy (w większości przypadków, w ogóle z resztą nieprzydatne) i nazbyt młodzieżowy slang nie, mogą razem dobrze wyglądać nigdzie. Od siebie jeszcze dodam, że niestety nie są to jedyne uchybienia językowe stosowane przez autora. Liczne, bezsensowne czasem powtórzenia jednego słowa w jednym zdaniu równie niekorzystnie wpływają na jakość czytania.

Jak już wcześniej wspominałam, Mezrich bardzo sensownie poradził sobie z podziałem na rozdziały. Mają one układ chronologiczny. Nie są zbyt długie, co jest zaletą, lecz jest jedna wada, która mi przeszkadzała, to fakt, że często rozdział kończył się w trakcie jakiegoś zdarzenia. Nie widziałam w tym żadnego sensu.

Pozycja ta nie wnosi wiele w nasz zasób wiedzy z tego tematu, jest raczej miłą odskocznią od dnia codziennego. W bardzo przystępny sposób przedstawia nam arkana powstawania największego, pokochanego przez miliony serwisu internetowego oraz przybliża postać samego twórcy i jego pomocników. Czytając, możemy również dowiedzieć się o wielu ciekawych zwyczajach panujących w Harvardzie oraz zgłębić wiedzę na temat bractw studenckich, jakie tam królują. Jest to ciekawy efekt uboczny opowieści o Zuckerbergu.

Uważam, że w porównaniu z innym sfabularyzowanymi dokumentami odnoszącymi się do spraw bardzo teraźniejszych, pozycja Mezricha wypada dość blado. Słaby język oraz niezdecydowanie autora, działają na niekorzyść książki. Autor czasem sprawia wrażenie, ze sam nie wie co chce nam przekazać, podkreślając to przypuszczeniami, np:

"Być może wpatrywał się w te słowa przez kilka minut, rozmyślając, czy rzeczywiście jest sens się za to zabierać. Mógł wypić kolejny łyk piwa, mógł też tego nie zrobić (...)"

lub

"Jechał taksówką, lub może autobusem (...)"

Nie widzę zbytniego sensu, dlaczego autor podkreślał tak rażąco coś, czego nie był pewien. To zachowanie sprawia, że właściwie nie wiemy co jest prawdą, a co tylko domysłami autora, wykreowanymi na potrzeby książki. Dało by się to pominąć, gdyby to była powieść, ale mając do czynienia z dokumentem, jest to raczej nie komfortowe dla czytelnika.

Książka jest ogólnodostępna w większości księgarń stacjonarnych, jak i internetowych. Jej cena, to niespełna 40zł. Niestety kolejną wadą (przynajmniej dla mnie), jest oprawa. Twarda okładka z obwolutą. Nie lubię tego typu zabiegów, ponieważ książkę się najzwyczajniej niewygodnie trzyma. Minusem jest również to, że okładka różni się graficznie od obwoluty i wypada przy niej bardzo niekorzystnie. Ciemnogranatowa okładka, z rozrzuconym czerwonych stanikiem.... no troszkę cienko.

Muszę przyznać, że książka mnie bardzo zawiodła. Czekałam na nią z zapartym tchem, by zobaczyć, jak to faktycznie z tym Facebookiem było i jak tak młoda osoba, jak Mark Zuckerberg radziła sobie z takim obrotem spraw. Niestety niczego podobnego się nie dowiedziałam. Książka raczej skupia się na osobie Eduarda Saverina i Seana Parkera, czyli na pomocnikach Zuckerberga, przybliżając nam ich pogląd na sprawy. O samym Zuckerbergu jest bardzo mało, być może dlatego, że pozycja ta nigdy przez niego nie była autoryzowana, mało tego, on sam nigdy z autorem się nie spotkał. Nie podobało mi się również to, że autor skupiał się na jakimś zdarzeniu, budował atmosferę, po czym przechodził do czegoś zupełnie innego, nie wyjaśniając poprzedniego i nie doprowadzając go do końca. Szczególnie rażące to jest podczas aresztowania Seana Parkera i wyprowadzenia go przez policję ze studenckiej imprezy. Nie wiadomo dlaczego i przez kogo tak się stało.

Gdyby ktoś się mnie zapytał, czy warto przeczytać tą książke, odpowiedziałabym, że warto ze względu na ciekawe fakty jakich się z niej dowiadujemy, nie jednak ze względu na kunszt, z jakim jest napisana, a raczej jakiego w niej zabrakło. Na podstawie książki powstał również film Davida Finchera pod tytułem "The Social Network", który jest ciekawą alternatywą na poznanie tych faktów, bez konieczności czytania średniej jakości książki. Więc decyzję pozostawiam każdemu z osobna.

 

niedziela, 29 stycznia 2012



Linda Holeman, to kanadyjska autorka, tworząca głównie książki dla dzieci i młodzieży. Jest również autorką zbioru opowiadań, które zostały licznie obsypane nagrodami w jej ojczystej Kanadzie. "Księżycowa klatka", to kolejna, po bestsellerowej "Ptaszynie" powieść, która porwała tłumy czytelników.

Tematyka książki opiera się o bardzo kruche zjawisko, jakim jest przedstawienie realiów życia kobiet mieszkających na bliskim Wschodzie. Pewnego czasu, zostaliśmy zasypani górą książek, o tej właśnie treści, co sprawiło, że temat ten rozrósł się do rozmiaru rzeki. Nie wszystkie książki, były jednak dobre, niektóre nawet bardzo złe, co zapoczątkowało powolne oddalanie się od tego problemu. Byliśmy tym po prostu przesyceni i nie interesowały nas nowe pozycje opierające się o wydarzenia mające miejsce w egzotycznych krajach Wschodu. Dlatego, gdy pewnego dnia, koleżanka przyniosła mi "Księżycową klatkę", wzięłam ją tylko z uprzejmości, nie licząc na dobrą przygodę z tą książką. Pomyliłam się.

Poznajemy dość niezwykłą historię młodej Afganki Daryi, która doświadczona przez los, musiała uciekać, by przeżyć. Jako małe dziecko odkryła tajemnicę, której nigdy nie miała prawa poznać, tym samym skazała samą siebie, na ciężki los wygnania. Wtedy jeszcze nie sądziła, że to przykre zdarzenie, będzie jednym z lżejszych, jakie w swoim życiu doświadczy. W nowym otoczeniu zostaje uznana za przeklętą i bezużyteczną, gdyż nie może dać dzieci swojemu mężowi. Ten za każdym razem, gdy dziewczyna oświadcza mu brak ciąży, biję ją, póki ta nie straci przytomności. Gdy pewnego razu uświadamia sobie, że tym razem może nie przeżyć, postanawia uciekać. Uciekając z rodzinnego kraju, odbywa podróż swego życia, która zaprowadzi ją do wiktoriańskiej Anglii, ale i tu, życie nie okaże się dla niej bajką, a sama dziewczyna przeżyje okropieństwa, o jakich nigdy wcześniej nawet nie słyszała. 

Książka napisana jest w sposób ambitny, zachowując przy tym język przyjazny czytelnikowi. Nie nużący i podtrzymujący napięcie. Mistrzostwo stylu sprawia, ze nie możemy się oderwać od czytania.

Kompozycja książki jest jak najbardziej właściwa. Chronologia i komplementarność wydarzeń, pomaga nam skupić się na głównym wątku, nie odrywając nas od meritum sprawy. Jest przy tym bardzo ciekawa i rzeczowa. 

Sposób, w jaki autorka oddaje sprawę w nasze ręce, świadczy o tym, że temat ten nie jest jej obcy. Możemy się domyślać, że zanim książka ta powstała, pani Holeman poświęciła sporo czasu na zgłębianie problemu, jakim jest złe traktowanie kobiet na Bliskim i Dalekim Wschodzie. Sprawia to, że w pełni zawierzamy tej opowieści i w bardzo prosty sposób jesteśmy w stanie wczuć się w problemy głównej bohaterki, czując powieść całą sobą. 

Na tle innych pozycji o podobnej tematyce, "Księżycowa klatka" wyróżnia się przede wszystkim głęboką treścią oraz fenomenalną formą, w jaki oddaje nam tę niesamowitą historię. Nie jest ona pospolitą, wpisującą się w całą resztę książką o tym problemie. Odróżnia się przede wszystkim świetnym kunsztem, jakim włada autorka. 

Książka w tym momencie, jest praktycznie niedostępna. Zdobyć ją możemy jedynie odkupując od kogoś, na przykład na aukcji internetowej. Na pewno jednak jest dostepna w wielu bibliotekach. 

Wydana została w dwóch różnych wersjach, w twardej i miękkiej okładce. Na obu widnieje wizerunek pięknej kobiety oraz charakterystyczne dla tamtych okolic obiekty, jak na przykład fontanny, czy specyficzna architektura. Liczące sobie niemal 600 stron wydanie, pięknie prezentuje się w śród innych książek z naszego zbioru.

W mojej ocenie książka jest fantastyczna i w jaskrawy sposób odcina się od reszty pozycji o podobnej tematyce. Lśni w tym temacie i nie pozostawia sobie równych. Nawet tak wielki hit, jakim okazał się "Kwiat pustyni" Waris Dirie, w moim przekonaniu blednie, przy powieści Lindy Holeman. Dla osób zainteresowanych problemem dyskryminacji kobiet w tamtych rejonach, jest to pozycja obowiązkowa, podobnie jak dla osób lubiących ambitną literaturę.  Osobiście polecam każdemu, bez wyjątku. Choć nie da się ukryć, że kierowana jest do kobiecego grona odbiorców, to dla niejednego mężczyzny mogłaby być dobrą alternatywą spędzenia wolnego czasu.

Osobiście nie lubię wystawiać oceny, jako samej w sobie, ale tej książce dałabym w pełni zasłużone 10/10. 



Philippa Gregory to autor, po którego książkę sięgnę w ciemno, nawet gdyby ta miała być o kamieniu przy polnej szosie. Dziwi mnie fakt, że jest tak mało w Polsce znana. Totalnym szokiem dla mnie był fakt, że nawet nie istnieje informacja o niej w polskiej Wikipedii. 

Tak bardzo pokrótce, to pani Gregory ukończyła historię na Uniwersytecie w Sussex i uzyskała tytuł doktorski z literatury XVIII - wiecznej na Uniwersytecie w Edynburgu. Jest autorką kilku cyki książek nawiązujących do XVI i XVIII wieku. Zadebiutowała powieścią Widecare, dając tym samym początek sadze rodu Laceyów. Mnie osobiście urzekła serią o wojnie Dwu Róż, czyli historii wojny Lancasterów z Yorkami oraz mojej ukochanej serii o Tudorach. I dzisiaj właśnie chciałabym się skupić na pierwszym tomie tej ostatniej serii, czyli Wiecznej księżniczce, historii Katarzyny Aragońskiej, pierwszej żony Henryka VIII. W książce tej niesamowite jest przede wszystkim to, w jaki sposób są opisywane losy ludzi. Mimo, iż często autorka musiała kierować się tylko ogólnymi przekonaniami, to nadawała postaciom taki charakter i ubierała je w takie cechy, jakbyśmy czytali autoryzowaną powieść biograficzną, oczywiście ubraną w fantastyczną fabułę. Styl, język oraz wydźwięk, jaki swoim książkom nadaje Gregory, sprawia, że poznawanie historycznych faktów, z kart sfabularyzowanej powieści, staje się czystą przyjemnością, która po czasie uzależnia. 
Katarzynę Aragońską poznajemy, gdy ta jest jeszcze kilkuletnim dzieckiem. Poznajemy jej drogę do bycia Królową Anglii i przykre historie jakie jej towarzyszą po uzyskaniu tego tytułu. Poznajemy twardą kobietę, która do ostatku sił jest w stanie walczyć o swoje, mimo iż los pokazuje, że chciałby zupełnie inaczej. 
Jest to wspaniała powieść, która stawia nas przed osobliwym studium przypadku. Pozwala wniknąć w człowieczą duszę i głowę oraz poznać mechanizmy zachowań.
Książka ta urzekła mnie od pierwszej strony. Zdumiewał mnie fakt, że czytając tak fenomenalną powieść, czytam o faktycznych wydarzeniach z przeszłości. To nadawało tej książce jeszcze piękniejsze barwy. 
Polecam tą książkę każdemu. Młodszemu i starszemu. To historia miłości, walki o marzenia i nieustającego trudu o własne dobro. Czytając ją poznamy haniebne praktyki stosowane na dworze Tudorów i konsekwencje jakie za sobą niosą. Niektóre doprowadzą do najstraszliwszych tragedii, jakie kiedykolwiek widziała Monarchia Angielska. Warto sięgnąć i przeczytać. To jeden z tych ambitnych tytułów, których się nie zapomina.




Bardzo długo zabierałam się za książki tego autora. Długo, bo aż 8 lat od czasu premiery. No ale w końcu stało się, przeczytałam pierwszą z nich. I muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona. Nie spodziewałam się wiele. Mówiąc szczerze, byłam pewna, że nie dotrwam do ostatniej strony..... i wiecie co, bardzo się pomyliłam. Książka mnie urzekła do tego stopnia, że przez dwa dni towarzyszyła mi wszędzie, dom, szkoła, tramwaj.... gdyby nie fakt, ze mam prysznic, to pewnie nawet bym się z nią kąpała. 

Ciężko jest mi merytorycznie opisać książki tego typu, bo nie jest to spójna opowieść, a zbiór wielu felietonów na różne tematy. Niektóre felietony powalają inne były mi wręcz obojętne, jeszcze inne w ogóle mnie nie interesowały, ale styl i język jakim napisana jest cała książka, są tak fantastyczne, że czytało się ją cudownie. Taka lekka książka, ukazująca wiele tematów w prostym języku. W sam raz na chwilowe oderwanie od sesji.  Zasłyszałam wiele opinii, że książka nudzi, bo jest bardzo "angielska". Fakt, dużo w niej o Anglii, bo sam Clarkson jest anglikiem, ale w niczym to nie przeszkadza. Mimo to, że często odnosi się do tego kraju, to tematy są bardzo zróżnicowane i dość ogólne, np. ogród, zwierzęta, podróże itp... Nie zauważyłam tutaj większego problemu. Sam Clarkson jawi nam się jako bardzo specyficzna postać, która nie udaje kogoś innego, tylko stanowczo wykłada kawę na ławę. Z wieloma jego poglądami nie mogłam się zgodzić, ale mimo to przyjemnie mi się o nich czytało. Naprawdę godna polecenia lekka lektura na zimowe wieczory. Polecam!

1 , 2 , 3 , 4 , 5


KONTAKT:

dominika.chachulska@interia.pl