poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Jodi Picoult jest amerykańską pisarką i autorką bestsellerów. W 2003 roku otrzymała nagrodę New England Book, a jej trzy powieści "Dziewiętnaście minut", "Przemiana" i "Tam gdzie Ty" znalazły się na pierwszym miejscu listy bestsellerów New York Times. Łączny nakład książek autorki przekroczył 14 milionów egzemplarzy. 

Fabuła "Jak z obrazka" opiera się o losy Cassie Barret, która zostaje odnaleziona przez młodego policjanta Willa na jednym z miejskich cmentarzy. Nie wie jak się nazywa, kim jest, ani co robiła na cmentarzu. Will oferuje pomoc zabierając ją do siebie.  Po kilku dniach jednak po kobietę zgłasza się mąż, sławny aktor Hollywood, jak się okazuje kobieta też nie jest szarą myszką, a uznanym antropologiem. Początkowo kobieta nie może uwierzyć we własne szczęście, jednak po czasie wspomnienia zaczynają powracać wraz z szarą rzeczywistością i okazuje się, że nic nie jest tak piękne, jakby się mogło wydawać. Mąż "ideał" od wielu lat znęca się nad nią psychicznie i fizycznie. Kobieta postanawia uciec, ale czy mając do czynienia z ogromną fortuną męża, ucieczka w ogóle jest możliwa?

Przyznam szczerze, że dziwnie mi się tę książkę czytało. Raz narracja była pierwszoosobowa, to znowu narratorem była osoba trzecia. Nie lubię takiego "bałaganu" w książkach. Dziwny nastrój wprowadzały również wplecione w tekst stare, indiańskie legendy, które nijak się miały do treści. 

Długo zastanawiałam się nad tym, czy zamieszczać recenzję tej książki, bo mówiąc krótko, ledwo dobrnęłam do końca... Historia sama w sobie jest bardzo banalna i przewidywalna. Wszystko to już gdzieś było... Jeżeli zdecydujecie się jednak sięgnąć po tę książkę, to wierzcie mi, że wnioski, które nasuną się wam po przeczytaniu 15 stron, okażą się zakończeniem. Tutaj raczej nic nas nie zaskoczy. 

Jedynce co muszę przyznać autorce, to podeszła do tematu przemocy nad kobietami w bardzo profesjonalny sposób. Pokazała nie tylko hollywoodzkie scenki, jak to kobieta ucieka z innym mężczyzną i nagle staje się najszczęśliwsza na świecie, lecz także to, jak wielką rolę odgrywa tu prawo i pieniądze. 

Podsumowując, książkę zmęczyłam, choć nie było to łatwe, ale zważając na fakt, że jest to jedna z pierwszych powieści Picoult, to można jej to wybaczyć, jednak na tle innych, nawet wcześniejszych jej powieści wypada blado. 

 

czwartek, 09 sierpnia 2012

 

Khaled Hosseini jest amerykańskim powieściopisarzem i psychologiem pochodzenia afgańskiego. "Chłopiec z latawcem", to powieść, którą w 2003 roku zadebiutował, zdobywając od razu pierwsze miejsca list bestsellerów. W 2007 roku wydał drugą powieść "Tysiąc wspaniałych słońc".

Rzecz dzieje się w Afganistanie lat siedemdziesiątych, a całą historię poznajemy z perspektywy Amira, dwunastoletniego syna bogatego pasztuna, który wychowywany w domu bez kobiet, nieustannie walczy o uwagę swojego ojca, któremu na każdym kroku chce się przypodobać. Kiedy zbliża się czas dorocznych zawodów latawcowych, chłopiec stwierdza, że to najlepszy czas, by zabłysnąć przed ojcem. Wraz z Hassefem, który jest jego sługą, a zarazem najlepszym przyjacielem postanawiają dołożyć wszelkich starań, by turniej wygrać. Niestety, jak się okaże później, wraz z zawodami, miejsce będą miały również tragiczne wydarzenia, które odmienią życie chłopców na zawsze. Gdy niedługo po tym wybucha wojna z Rosją, Amir wraz z ojcem uciekają do Ameryki. Tragiczna historia nie da jednak Amirowi o sobie zapomnieć. Już jako dorosły mężczyzna będzie musiał wrócić w samo centrum piekła, jakim stanie się Afganistan podczas rządów talibów, by stawić czoła duchom przeszłości, poznając przy tym tajemnicę, przez wiele lat skrywaną przez jego ojca. 

Książka pochłonęła mnie bez reszty. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio tak bardzo przeżywałam jakąś powieść. Nie jest to, lekka i przyjemna lektura, którą umilimy sobie letni wieczór, a poważna i wciągająca powieść, poruszająca niezwykle ciężkie tematy, poprzez które nas poruszy i skłoni do przemyśleń.

Bardzo urzekł mnie styl i język, w jakim powieść została napisana. Mimo wielu ciężkich rozważań nad tym, czym jest grzech i odkupienie, wartość ludzka, czy przywiązanie do kraju, bardzo dobrze się ją czyta. Wszystkie wartości, bardzo ważne dla Pasztunów, czy Hazarów, jak i dla samego autora przekazane są w bardzo umiejętny sposób. 

Tematyka Afganistanu, zazwyczaj pokazywana była nam poprzez ciężki los kobiet, jakim są one w tych rejonach obarczane. "Chłopiec z latawcem", to pierwsza książka, z którą się spotkałam, opowiedziana z perspektywy mężczyzny. Obraz przedstawiony w powieści jest bardzo realistyczny i łatwo poczuć skomplikowany charakter stosunków międzyludzkich, podejścia do religii, jak i samego życia afgańskiej ludności.

Zdecydowanie "Chłopiec z latawcem", to jedna z tych książek, których nie odłożymy aż do ostatniej strony. Napisana w taki sposób, by stopniowane napięcie nie pozwalało nam od niej odejść. Zdecydowanie wybitna powieść, która na bardzo długo zapadnie mi w pamięci i mimo, że mamy dopiero lipiec, to zdecydowanie jest to mój faworyt na książkę roku. Zastanawiam się tylko, jakim cudem wpadłam na nią tak późno... Szukając wiadomości w internecie, znalazłam wiele odnośnie tego, jak wielki szum książka wywołała za granicą. Od razu została okrzyknięta światowym bestsellerem numer jeden, a na liście Bestsellerów New York Times'a utrzymywała się aż 105 tygodni. Mimo to w Polsce przeszła bez wielkiego echa. Szybko zniknęła z półek sklepowych, na które nie przywrócił jej nawet fakt zekranizowania powieści. Bardzo mnie to zdziwiło, bo tak wspaniała i doceniona za granicą książka, w Polsce okazała się tylko chwilowym cieniem. Szkoda, bo przez to najprawdopodobniej wiele osób nawet o niej nie słyszało, tracąc okazję przeczytania tej wspaniałej powieści. W chwili obecnej kupić ją możemy jedynie na Allegro i Merlinie, bądź szukając w antykwariatach. 

W roku 2007 książka doczekała się ekranizacji w reżyserii Marca Forestera, ja jednak filmu jeszcze nie widziałam, więc nie mogę powiedzieć, czy historia została wiernie odtworzona. Na pewno kiedyś będę chciała go obejrzeć, teraz jednak wolę sięgnąć po kolejną książkę Hosseiniego "Tysiąc wspaniałych słońc", mam nadzieję, że choć w połowie tak dobrą, jak "Chłopiec z latawcem".

 

środa, 08 sierpnia 2012

 

Z twórczością Joanny Opiat - Bojarskiej spotkałam się po raz pierwszy w "Blogostan", którego recenzje zamieszczałam wcześniej. Kto wyłączy mój mózg", to pierwsza powieść autorki. 

Cała książka opiera się o historię choroby, która niespodziewanie dopada autorkę i przeobraża ją z aktywnej, zapracowanej i żyjącej na 110 % kobiety w kompletnie sparaliżowaną i niezdolną do samodzielnego życia pacjentkę szpitala. Wszystko da się przeżyć, jeżeli jesteśmy na to przygotowani, autorka, a zarazem główna bohaterka książki nie była, a jednak musiała sobie z tym poradzić. 

Czytając tę książkę wchodzimy do głowy bohaterki, która nam tę historię opowiada. Poznajemy jej myśli, nadzieje, lęki i obawy, ale również marzenia. Po kilkudziesięciu stronach jesteśmy już jej przyjaciółmi i każde kolejne zdarzenia okupujemy wielkimi emocjami.

Jest to autobiograficzna opowieść o niespodziewanej chorobie i tym, jak sobie z nią poradzić, jednak styl, w jakim opisała to autorka sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko, niemal na jednym wdechu i z zaciekawieniem chłonie kolejne strony. Bardzo podobało mi się to, że między "aktualne" opisy zmagań z chorobą, autorka umiejętnie wplotła krótkie opowiastki i wspomnienia ze swojego życia, więc bohaterkę poznajemy od momentu, kiedy była dzieckiem. Czytamy o traumatycznym przeżyciu, jakim była śmierć ojczyma, o pierwszych miłostkach,podróżach,  przyjaźni i jej rozpadzie oraz o początku wielkiej miłości. Wszystko to z strony na stronę nabiera niesamowitego blasku, bo nie da się nie zauważyć szczerości, z jaką Opiat - Bojarska opisuje swoje życie. Podziwiam autorkę za to, że postanowiła tym wszystkim podzielić się z innymi ludźmi i zrobiła to w taki właśnie szczery sposób, nic nie upiększając, czy kolorując. 

"Kto wyłączy mój mózg", to bardzo mądra i szczera powieść o tym, jak wiele rzeczy wokół siebie uważamy za oczywiste, nie doceniając ich. Zwraca naszą uwagę na to, że kiedy prosta czynność, jak chociażby, możliwość poruszania ręką staje się niemożliwa, wszystko nagle przewraca się do góry nogami, a my musimy uczyć się żyć od nowa. Jak sobie z tym poradzić? Bardzo się dziwię, że książka przeszła bez większego echa, bo zasługuje na uznanie i zdecydowanie należy do tych książek "wartych przeczytania". 

Zdecydowanie książkę uważam za wspaniałą, więc wszystkim ją polecam. Przygotujcie się na silne emocje i towarzyszące im wybuchy śmiechu, jak i płaczu oraz na to, że po skończeniu tej lektury spojrzycie na wiele spraw, z zupełnie innej strony. 

poniedziałek, 06 sierpnia 2012

 

Lipiec był dla mnie bardzo leniwym miesiącem, w którym miałam mnóstwo czasu na czytanie, włóczenie się po bibliotekach, czy księgarniach. Jednak mimo wielu wolnych chwil, doznałam szoku, że miesiąc ten skończył się tydzień temu . Zupełnie mi to umknęło, więc teraz nadrabiam zaległości :)

Jak już na pierwszy rzut oka można zobaczyć, przede wszystkim gustowałam w lekturach lekkich i kobiecych, choć znalazło się kilka pozycji, które na długo pozostaną w mojej pamięci i to chyba właśnie w tym miesiącu przeczytałam moją książkę roku, choć z werdyktem wstrzymam się jeszcze do grudnia :)

A sam stosik prezentuje się następująco:

Jedna z pierwszych powieści Jodi Picoult i niestety jak dla mnie, chyba też jedna z jej słabszych książek. 

Przepiękna opowieść o przyjaźni, walce z własnym sumieniem i o tym, że z losem się nie wygra. Jedna z cudowniejszych książek, jakie w ogóle przeczytałam. RECENZJA TU

Jedna z dwóch książek Joanny Opiat-Bojarskiej, po jaką sięgnęłam w tym miesiącu (Recenzje Blogostanu zamieściłam już wcześniej). Bardzo mądra opowieść o zaskoczeniu, jakim jest choroba i o chaosie, jaki może wprowadzić w życie oraz o sile jaką w sobie trzeba odnaleźć, by walczyć z samym sobą Naprawdę wspaniała książka. RECENZJA TU

Zabawne i lekkie czytadło, za którego recenzje się zabieram i zabieram..... choć książkę ogólnie polecam :)

Powieść w stylu American Dream. Zabawna, trochę próżna, bardzo kobieca :) RECENZJA TU

Debiut Zuzanny Głowackiej. Jeden z z niewielu, naprawdę dobrych, lekkich zbiorów felietonów. RECENZJA TU

Najnowsza powieść Joanny Opiat - Bojarskiej. Bardziej historia toksycznej miłości, niż samego uzależnienia od internetu, ale bardzo dobra i przyjemna w czytaniu :) RECENZJA TU

No i się rypło, kolokwialnie mówiąc :) Wszystkie tajemnice luksusowych kurortów ujrzały światło dzienne :) RECENZJA TU

 

Część z powyższych książek znajduje się już na moim blogu w postaci recenzji, recenzje kolejnych wkrótce się pojawią, więc z góry zapraszam :) Muszę również dodać, że jestem z siebie w pewnym sensie dumna, ponieważ coraz częściej zaglądam do biblioteki, z której wynoszę naprawdę ciekawe pozycje. To własnie z biblioteki pochodzą trzy książki z dołu stosiku, wszystkie inne są z półki, co również mnie cieszy :)

piątek, 03 sierpnia 2012

 

Imogen Edwards - Jones jest brytyjską dziennikarką, pisarką i scenarzystką. Pewnego dnia wpadła na genialny w swojej banalności pomysł, by stworzyć serię (bestsellerowych, jak sie teraz okazuje) książek ujawniających kulisy funkcjonowania luksusowych branż: mody, pięciogwiazdkowych hoteli, linii lotniczych, czy muzyki pop. Seria szybko wspięła się na pierwsze miejsca list bestsellerów i została przetłumaczona na ponad 17 języków.

Właściwie, to bardzo ciężko jest napisać recenzję książki, która nie posiada fabuły, a tak własnie jest w przypadku "Plaża Babylon". Poznajemy tu młodego menedżera, któremu przez tydzień będziemy towarzyszyć podczas jego pracy, w jednym z najekskluzywniejszych kurortów na ziemi, położonym na prywatnej wyspie. Myślę, że nikogo nie zaskoczę, gdy powiem, że przez siedem dni, będziemy słuchać jedynie o zachciankach zblazowanych miliarderów, o skandalicznych warunkach mieszkalnych pracowników i ciekawie dość, zorganizowanej pracy personelu. 

Tu liczą się tylko pieniądze, a wysokie stanowisko na liście stu najbogatszych ludzi świata, może Ci pomóc dokonać rzeczy niemożliwych, właściwie bez żadnego wysiłku, wszystko to za Ciebie zrobi personel, którego już nic nie jest w stanie zdziwić. Jak się okazuje możesz być bardzo bogaty, ale jeżeli Twoje nazwisko nic nie znaczy, to możesz stracić rezerwację dokonaną rok wcześniej, w przeddzień wyjazdu, właśnie na rzecz kogoś, kto znane nazwisko ma. 

Imogen Edwards - Jones, a raczej współpracujący z nią Autor Anonimowy, czyli osoba ściśle związana z branżą, nie mówi nam nic, czego nie bylibyśmy sobie w stanie wyobrazić, czy czegoś, czego byśmy już nie słyszeli, bo przecież nie od dziś wiadomo, że są równi i równiejsi, a decyduje o tym zasobność portfela. 

Seria Babylon cieszy się wielkim wzięciem, po części dlatego, że w każdym z nas jest cząstka podglądacza, którą cieszy każdy fakt z życia innych, tym bardziej bogatych i sławnych. Podniecają nas sytuacje, w których Ci "sławni i bogaci" przyłapywani są na karygodnych zachowaniach, czy wstydliwych wpadkach. Jones daje nam więcej tego, czego jest nam ciągle mało... Choć ja mam wrażenie, że po kolejnej dawce takich informacji, autorka zaczyna się powtarzać, a same sytuacje są do siebie bardzo podobne. Oceny nie podnosi również podwórkowy język pełen wulgaryzmów i dialogów na najsłabszym poziomie. W oczy razi również kolejna tandetna okładka.

Jest to lektura, która ma pomóc nam znaleźć sposób na nudę, ale na pewno nie wciągnie nas ciekawą fabułą, czy kunsztem literackim. Sięgnąć oczywiście można, żeby dowiedzieć się na przykład ile kosztuje taki nocleg, i jakimi gadżetami przekupowany jest personel. Znajdzie się również kilka momentów, w których parskniemy śmiechem. Jeżeli lubicie taki relaks, to jest to odpowiednia książka, jeżeli jednak czujecie potrzebę przeczytania czegoś naprawdę dobrego, co wciągnie was na długie godziny, to tę pozycje raczej sobie darujcie, tego samego dowiecie się z programów telewizyjnych na podobieństwo "Zawody24h".

A dla ciekawych, filmiki, które przybliżą wam, jak wyglądać może kurort z książki Jones:

 

 

 

sobota, 28 lipca 2012

 

Jakiś czas temu przyuważyłam ten łańcuszek na jednym z moich ulubionych blogów. Po krótkim czasie znalazł się on już na co najmniej kilkunastu, które regularnie odwiedzam. Pomysł mi się spodobał do tego stopnia, że postanowiłam stworzyć również swoją dziesiątkę na maksa, czyli spis ulubionych, letnich czytadeł :) Choć szczerze mówiąc, wszystkie te książki równie dobrze będzie się czytać zimą, wiosną, czy choćby jesienią :)

 

#1 Niekwestionowanym numerem jeden są książki podróżnicze i przewodniki różnego typu. Co lato sięgam właśnie w ich stronę :) Nie wszystkie jednak mogą zaliczyć się do czytadeł, więc polecę te, które nimi na pewno są, czyli serię "Kobieta na krańcu Świata" Martyny Wojciechowskiej. Dobry tekst, piękne zdjęcia, zakątki, o których się czasem nawet nie wiedziało, a do tego ciekawe historie kobiet, czego więcej chcieć?

#2 Drugie miejsce należy do serii "Harry Potter" J. K. Rowling. Nie jest to może typowo letnie czytadło, ale ja w świat młodego czarodzieja, który cudem przeżył zagłębiałam się właśnie latem, a dokładnie w czerwcu 2010 roku, więc mi ta seria kojarzyć będzie się już zawsze z letnią porą. Po każdej przeczytanej części biegłam do wypożyczalni po film, żeby zobaczyć to, co przed chwilą przeczytałam, lata mijają, a ja nadal uważam, że to fantastyczna seria, nie tylko dla młodszych czytelników.

#3 Na trzecim miejscu umieszczę Emily Giffin i jej dwie najlepsze książki "Coś pożyczonego" i "Coś niebieskiego", którymi mnie zwabiła i zachęciła do poznania jej twórczości. Nie są to typowe romansidła od których łzawią oczy i puchną palce, ale naprawdę dobry obyczaj z ciekawą i skomplikowaną historią miłości, przyjaźni i trudu zmiany własnego ja. Bardzo dobrze mi się je czytało i z czystym sercem mogę polecić te pozycje wszystkim. 

#4 Czwarte miejsce zajmuje David Nicholls z "Jeden dzień". Takie przyjemne letnie czytadło, co ciekawe akcja rozgrywa się właśnie 15 lipca przez kolejnych 40 lat, czyli latem właśnie. Troszkę się tu pośmiejemy, troszkę popłaczemy, ale na pewno nie będziemy się nudzić, czego latem absolutnie nie można robić :)

#5 Piąte miejsce postanowiłam przypisać do kilku najlepszych moim zdaniem powieści Nicholasa Sparksa - "Pamiętnik", "Ostatnia piosenka", "Jesienna miłość" oraz "I wciąż ją kocham" . Przewspaniałe powieści, w których główną rolę gra miłość i pora letnia. Niektórzy pewnie powiedzą, że Sparks jest banalny i nie warto po jego książki sięgać, ja jednak uwielbiam jego twórczość i z chęcią sięgnę po kolejne powieści, które wyszły spod jego pióra. 

#6 W moim top 10 nie mogłoby zabraknąć Katarzyny Grocholi, którą uwielbiam. Chyba najbardziej znanym dziełem autorki jest seria o Judycie, która doczekała się nawet ekranizacji i oczywiście na lato jest jak najbardziej OK, bo zarówno "Nigdy w życiu", "Serce na temblaku" "Ja wam pokażę" jak i "A nie mówiłam" będzie się latem świetnie czytać. Podobnie jak u Nichollsa będzie tu duuuużo śmiechu, ale i troszkę płaczu, jednak ja moją przygodę z Grocholą rozpoczęłam dość nietypowo, bo od "Zielone drzwi" i tę autobiografię polecam w sposób szczególny. Dlaczego? A no dlatego, że po przeczytaniu "Zielonych..." okazuje się, że postaci we wcześniejszych powieściach nabierają trzeciego wymiaru, bo jak się okazuje, nie są do końca takie wymyślone :)

#7 Na siódmym miejscu trochę akcji i znaczny wzrost dynamiki, niż w wyżej wymienionych pozycjach. "Księżycowa klatka" Lindy Holeman, to jedna z najlepszych książek jakie w ogóle przeczytałam. Wszystko osadzone w realiach bliskiego wschodu, gdzie jak wiadomo kobietom nie żyje się łatwo. Tym razem mądrze, realnie i naprawdę fantastycznie opisana przygoda Daryi, która uciekając z ojczyzny, musi się zmierzyć z czymś więcej, niż tylko z dyskryminacją. Ta lektura ukradnie nam na pewno kilka letnich dni i wieczorów, bo wciąga bez reszty, już od pierwszej strony.

#8 Myślę, że ósme miejsce będzie odpowiednie dla serii Babylon Imogen Edwards - Jones. Takie lekkie i łatwe czytadła, które umilą nam letnie dni. W sposób szczególny mogłabym polecić "Air Babylon", który podobał mi się najbardziej, ale to najnowszy "Plaża Babylon" pozwoli przenieść się nam do luksusowego kurortu w samym centrum prywatnej wyspy. Na lato w sam raz, a przy okazji może dowiemy się, jak uniknąć błędów podczas letnich wojaży. 

#9 Lato, to pora w której chętniej sięgam po lżejsze książki, nad którymi mówiąc pokrótce nie muszę główkować pół nocy :) Do takiej lekkiej lektury, na pewno mogę zaliczyć zbiory felietonów Jeremiego Clarksona. Lekko i z uśmiechem o rzeczach nie koniecznie ważnych :) Wyszło tych zbiorów kilka, jednak dwa pierwsze są zdecydowanie najlepsze. 

#10 Lato, to również dobra pora, by bliżej przyjrzeć się życiu znanych ludzi. Biografie, to jeden z moich ulubionych gatunków, więc mogłabym wymieniać i wymieniać, jednak ograniczę się do kilku, które w sposób szczególny zapadły mi w pamięci, a są to: "Elżbieta II. Ostatnia królowa" Marca Rocha, "Leonardo da Vinci - Lot wyobraźni" Charlesa Nicholla, "Coco Chanel życie intymne" Lisy Chaney,  "Ta Kobieta Wallis Simpson" Anne Sebba " i"Marylin Monroe" Donalda Spoto. Bardzo dobrze opracowane i wiernie przedstawione życie, ciekawostki, których zabrakło w innych wersjach biografii, tych znanych osobistości i ładny styl w jakim są napisane, na pewno wyróżnia je na tle innych. 

No i to by było na tyle. Lekkie, łatwe i przyjemne czytadła na lato, nie tylko dla kobiet wbrew pozorom. Zachęcam do sięgnięcia po te pozycje. Ja tym czasem wyczekuje kolejnych blogów, które zaangażują się w tę zabawę, bo jest to ogromna skarbnica wiedzy i inspiracji na letnie dni :) 

Oczywiście do zabawy zapraszam wszystkich, którym pomysł się podoba :)


czwartek, 26 lipca 2012

 

Joanna Opiat - Bojarska jest absolwentką Akademi Ekonomicznej w Poznaniu. Typowy umysł ścisły, a do tego prowadzi firmę działającą na rynku nieruchomości. Jak widzicie nie powinna mieć nic wspólnego z książkami,  a już na pewno z ich pisaniem, a jednak zadebiutowała mądrą powieścią "Kto wyłączy mój mózg?". Co ciekawe swoją przygodę z pisarstwem zapoczątkowała na blogu. "Blogostan" jest jej najnowszą powieścią.

Blogostan, to opowieść o Sylwii, młodej dziewczynie, która po studiach w końcu znalazła pracę marzeń, ma wspaniałego chłopaka i kochającą matkę. Jednak jak to w życiu bywa, nie zawsze wszystko jest tak, jak to widzimy. Otóż szef Sylwii notorycznie spóźnia się z pensją, chłopak wykorzystuje ją do granic możliwości, źle przy tym traktując, a dodatkowo na dziewczynę, jak grom z jasnego nieba spada informacja, którą zataił przed nią, nigdy nie poznany ojciec. Wszystko się sypie, a Sylwia ledwo łapie oddech spod gruzów swojego własnego życia. I wtedy pojawia się blog. Blog, którego postanawia założyć, by wyrzucić z siebie najskrytsze myśli i oczyścić organizm... Niestety to, co miało być lekarstwem, staje się przekleństwem.

Kiedy wybrałam się do księgarni kupić oczywiście zupełnie inną książkę, ta przykuła  moją uwagę tytułem. Od razu skojarzyłam, że chodzi o bloga więc postanowiłam przeczytać opis. I po chwili stałam oczarowana, bo w książce intrygowało mnie wszystko, tytuł, nota o autorce i ciekawy opis z tyłu... Po prostu nie mogłam jej nie wziąć. Powstrzymywałam się, by nie usiąść na pierwszej napotkanej ławce i nie zacząć czytać. W domu jednak zasiadłam do lektury bez żadnych oporów. Przeczytałam ją w jeden dzień i choć absolutnie nie mogę powiedzieć, że się rozczarowałam, to muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś innego.

Książka jest bardzo dobra, ciekawa i wciągająca. Podoba mi się również styl, w jakim pisze autorka, jednak fabuła, odbiega troszkę od tego, co obiecywał tytuł i opis. Co prawda bohaterka namiętnie prowadzi bloga, któremu coraz niebezpieczniej zaczyna poświęcać coraz więcej swojego czasu, jednak nie to stanowi w książce meritum. Głównie mowa jest o nieszczęśliwym i autodestrukcyjnym związku, w jakim znalazła się Sylwia i tu narzuca się moje pierwsze ale, bo autorka wykreowała główną postać na osobę delikatną i wrażliwą, ale również bardzo naiwną. Naiwną, niestety do granic możliwości. Wiem, że są różne osoby i charaktery, ale jednak trudno jest mi sobie wyobrazić, by ktoś mógł być tak naiwnie głupi. Mimo jasnych i czytelnych sytuacji, bohaterka nie dostrzega tego, że jest okrutnie wykorzystywana przez swojego chłopaka, wypiera również fakt, że ten ją notorycznie zdradza, choć niemalże robi to na jej oczach. Oczywiście dziewczyna jest w stanie sobie wszystko wytłumaczyć tak, żeby wyszło na jej. Dochodzi do tego jeszcze praca, o której również jest dość sporo, i tu nasuwa się moje drugie ale, a mianowicie chodzi o to, że Sylwia pracuje w agencji nieruchomości, więc autorka zna ten temat od podszewki, co na każdym kroku nam przekazuje. Miło czytało się o różnorodnych klientach, którzy nie zawsze są bezproblemowi i ugodowi, ale szczegółowy opis o tym, jak powinno zawrzeć się umowę z takową agencją, czytało się już trochę jak poradnik dla chcących sprzedać mieszkanie. No ale zważając na fakt, że było to umiejętnie wkomponowane w tekst, nie raziło aż tak bardzo. Jako że o nieszczęśliwej miłości bohaterki, jak i jej matki jest sporo, o nie udanej dość ścieżce kariery równie dużo, tak o samym uzależnieniu już sporo mniej. Faktycznie rzucają się w oczy rażące sytuacje, gdy dziewczyna zabiera laptopa nawet na rodzinny obiad, jednak ewidentnie nie na tym skupia się akcja. 

Podsumowując, mamy tu do czynienia z ambitną i bardzo dobrze napisaną książką. Powieść, pomimo tego, że jest dość przewidywalna, wciąga, interesuje i nie nudzi. Naprawdę dobrze się ją czyta i z narastającymi emocjami czeka na zakończenie, którym autorka raczy nas na ostatniej stronie. Nie jest to kolejna książka o niczym, z zakończeniem spadającym prosto z sufitu, oczywiście opiewającym w happy end. Jest natomiast mądra powieścią o tym, że zacierające się granice pomiędzy miłością, a jawą i rzeczywistością, a blogiem mogą doprowadzić do granic wytrzymałości, a ucieczka do wirtualnego świata, często nie jest lekarstwem, a już na pewno dobrym wyjściem z sytuacji. 

Książka jest bardzo ładnie wydana, ma jedną z ładniejszych okładek, jakie widziałam, choć oczywiście ...

Powieść została wydana przez wydawnictwo Replika i jest dostępna w cenie 29,90, co również bardzo mnie ucieszyło, bo ceny książek zdecydowanie potrafią popsuć człowiekowi humor :) 

Samą lekturę szczerze polecam i już nie mogę się doczekać waszych opinii. Dodam jeszcze na koniec od siebie, że z pewnością sięgnę również po pierwszą powieść autorki "Kto wyłączy mój mózg".  

 

sobota, 21 lipca 2012

Kocham Nowy Jork - Kelk Lindsey

Lindley Kelk jest młodą autorką książek, zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych, co nie przeszkadza jej być również aktywną blogerką. Obecnie mieszka w dzielnicy Brooklyn w Nowym Jorku. 

Książka pełna sprzeczności, podobnie jak miasto, w którym toczy się akcja. Siadając do tej lektury musimy przygotować się na fakt, że z prawdziwym życiem spotkamy się tu w niewielkiej ilości, a całości bliżej będzie raczej do American Dream, niż do szarości dnia codziennego.

Biorąc pod uwagę fakt, że na pierwszych stronach powieści główna bohaterka, będąc druhną na ślubie swojej przyjaciółki odkrywa zdradę narzeczonego i to w jej najgorszym wydaniu, nie trudno się dziwić, że traci panowanie nad sobą i swoim życiem, choć i tak dalsze sceny są według mnie dość mocno przesadzone. Bo przecież nie ukrywajmy, kto bez wizy, pieniędzy i pracy zdecydowałby się uciec na inny kontynent, do jednego z największych i najdroższych miast świata, nie znając tam choćby jednej osoby…. Nie będę wspominać już nawet o tym, że bez wizy nikt by nas tam nie wpuścił. Jak się okazuje właśnie na taki krok decyduje się Angela, czyli nasza bohaterka ze złamanym sercem. I uwierzcie mi, że później jest jeszcze bardziej baśniowo. Nagle bez pieniędzy trafia do jednego z droższych hoteli, poznaje tam recepcjonistkę, z która się zaprzyjaźnia i wszyscy dookoła zarzucają ja numerami telefonów z ofertą randek. Do połowy ksiązki nie schodzimy choćby na kilometr w kierunku ziemi. Jednak na szczęście, autorka postanowiła zrównoważyć tę historię i w dalszej części wszystko to , co do tej pory miało rażąco różowy kolor, zaczyna nabierać życiowej szarości. Przed bohaterką pojawią się ciężkie wybory i niezdecydowanie. Napotkają ją też pierwsze zawody miłosne i problemy życiowe, w tym cudownym, amerykańskim świecie. To na co zdecyduje się Angela, pozostaje najbardziej nurtującym pytaniem, odkąd miniemy połowę książki. Czy zdecyduje się zaufać sercu i pozostać w niepewnej Ameryce, czy też wybierze pewną Anglię z domem, przyjaciółmi i pewną ciekawą ofertą…

Niestety ze względu na to, że akcja powieści ma mało wspólnego z rzeczywistością, raczej nie można potraktować jej, jako lek na depresję, bądź chociaż sposób na poprawę humoru, kiedy na przykład mamy całkiem przypadkiem złamane serce. Za to dzięki niewątpliwej znajomości miasta przez autorkę, dowiemy się gdzie, co kupić i za ile, co w pewnym sensie humor może poprawić.

Osoby kochające piękny, zawiły styl i język w literaturze, mogą poczuć się zgorszone, gdyż ksiązka napisana jest w bardzo prostu sposób, bez żadnych upiększeń. Narratorem jest główna bohaterka, która opowiada nam co ją spotyka, zdradzając przy tym swoje myśli, pragnienia, czy obawy.

Cała powieść podzielona jest na dwadzieścia trzy rozdziały, epilog i (tu moje miłe zaskoczenie), króciutki przewodnik po Nowym Jorku dla osób zagubionych, które nie miały czasu, by wcześniej przestudiować jakiekolwiek wiadomości o tej miejskiej dżungli.


(Na zdjęciu widać również bardzo słabej jakości papier i prześwitujący z poprzednich stron druk...)


Porównując „Kocham Nowy Jork” do innych powieści tego typu, na pewno pierwsze co rzuci się w oczy, to troszkę zbyt baśniowe i nierealne podejście autorki. Coś w stylu typowo amerykańskich filmów, gdzie bez niczego zdobywamy wszystko, świetnie się przy tym bawiąc. Ale chyba piorun z jasnego nieba by mnie trzasnął, gdybym powiedziała, że po książkę nie warto sięgnąć, bo oczywiście warto. Nie jest to może ksiązka skłaniająca do przemyśleń nad sensem życia, ale na pewno miło spędzimy przy niej czas, relaksując się i momentami śmiejąc do łez.

Książka została wydana przez wydawnictwo AMBER. Jakość nie powala, no ale cena nie jest też bardzo wysoka. Szary, bardzo cienki papier, który dość mocno prześwituje, może momentami utrudnić nam czytanie, ale nie jest to nie do przeskoczenia. Dostępna jest chyba tylko wersja z miękką okładką, ale zważając na fakt, że ma tylko 238 stron, nie musimy się martwić, że nam się w rekach rozleci w trakcie czytania.  

Polecam na ciepłe letnie wieczory, kiedy bez możliwości podróżowania w danej chwili po świecie, chcielibyście na przykład w miłym towarzystwie zwiedzić Nowy Jork i dowiedzieć się gdzie można kupić najnowszą kolekcję torebek od Marca Jacobsa, śmiejąc się przy tym do rozpuku. 

 

czwartek, 19 lipca 2012

 

Zuzanna Głogowska urodziła się w 1979 roku, a obecnie mieszka w Nowym Jorku, w którym to ukończyła Brand College. Współpracowała z "New York Times", a od 2008 roku pisała felietony do "Bluszcza". Na rynku wydawniczym zadebiutowała zbiorem felietonów "Manhattan pod wodą", jednak zapowiada się na to, że nie jest to jej ostatnie słowo, gdyż właśnie pracuje nad swoją pierwszą powieścią. 

"Manhattan pod wodą", to zbiór czterdziestu trzech felietonów, które opublikowane zostały na łamach nieistniejącego już niestety "Bluszcza". We wstępie autorka pisze o tym, że ostatnio zadzwoniła do niej znajoma z pytaniem, czy wyskoczy w tym tygodniu z nią ze spadochronem, na co Głogowska odpowiada "Albo wyskoczę, albo nie. O tym jest ta książka" i faktycznie tak się właśnie dzieje.

Tematyka felietonów jest tak różna, jak różne są sytuacje, które napotyka w życiu autorka. Opowiada ona między innymi o tym, jak prowadziła służbę w formie wolontariatu w więzieniu Sing Sing, w jaki sposób poznała swojego kota Kapcia, który jest cukrzykiem oraz dlaczego nie zgodziła się handlować narkotykami na zatłoczonych ulicach Brooklynu. 

Czytając tę książkę możemy poczuć się jak dobrzy znajomi autorki, z którą to wspominamy wspólnie spędzony czas. Wpływa na to styl w jakim pisze Głogowska. Jest on bardzo rzeczywisty, a wszelkie komentarze i przemyślenia szczere, przez co wczytując się w tekst na kolejnych stronach, czujemy się tak, jakbyśmy autorkę znali od lat. W ciekawy sposób opisany został tu również Nowy Jork i jego mieszkańcy. Możemy poznać ich naturę, przyzwyczajenia oraz znaki szczególne, które pozwolą nam odróżnić bez zadawania pytań, kto jest rdzennym mieszkańcem tego wielkiego miasta, kto mieszka tu od niedawna, a kto przyjechał je tylko odwiedzić. Autorka ciekawie również pisze o ludziach spotkanych na ulicach Warszawy oraz o różnicach, które dzielą te dwie społeczności wielkich miast oddzielonych od siebie przez ocean. 

Przyznam się szczerze, że brakuje mi zbiorów felietonów na polskim rynku wydawniczym Mam wrażenie, że oprócz Manueli Gretkowskiej i właśnie Zuzanny Głogowskiej reszta opiera się o felietony (na niestety żenująco niskim poziomie) w pełni poświęcone Show Biznesowi i światku politycznemu, które pisane są przez Wojewódzkiego, czy Hołdysa. Gdzieś tam próbuje przekrzyczeć ich Magda Gessler porównując seler do włoskiego kochanka, jednak czy jej to wychodzi, czy nie pozostawię bez komentarza. No dobra, muszę wspomnieć jeszcze o "Makatce" napisanej wspólnie przez Katarzynę Grocholę i jej córkę Dorotę Szelągowską. Faktycznie spojrzenie na jedną rzecz z perspektywy dwóch pokoleń bardzo mi się podobało, jak z resztą styl, w jakim Panie piszą. No ale to dalej mało. Brakuje mi Jeremiego Clarksona w polskim wydaniu, kogoś kto byłby w stanie pisać dobrze i z klasą, nie tylko o blasku Show Biznesu, a raczej faktu, że mu go brakuje, czy kolejnych kłótniach w sejmie. Dlaczego Gretkowska i Głogowska, to jedyne osoby, które potrafią zaciekawić czytelnika zwykłymi, codziennymi sytuacjami. Być może w przyszłości się to zmieni, tymczasem  nie pozostaje nam nic innego jak docenić to, co mamy i czekać na kolejne zbiory ciekawych i wciągających tekstów, o codziennym życiu przepełnionym różnego rodzaju perypetiami, z kompilacją wzlotów i upadków. Liczę, że z czasem będzie takich więcej. 

Książka wydana została za pośrednictwem wydawnictwa Elipsa. Wspomnę również o ciekawym pomyśle na okładkę. Z jednej strony autorka schodzi do podziemi nowojorskiego metra, z tyłu jednak wychodzi z podziemi metra warszawskiego, co świetnie oddaje charakter książki. Swój egzemplarz kupiłam w księgarni Matras za 34,99 i muszę przyznać, że są to dobrze wydane pieniądze, a do książki pewnie jeszcze nie raz wrócę. 

wtorek, 17 lipca 2012

 

O Emily Giffin pisałam już nie raz i wielokrotnie wspomianałam o tym, że jest jedną z tych autorek, po której książki sięgam bez zastanowienia. Moją ostatnią przygodą z tą autorką było "Sto dni po ślubie"

Tym razem poznajemy Ellen, fotografkę i świeżo poślubioną żonę wziętego prawnika. Dzięki dostatkowi jaki zapewnia jej praca ukochanego, Ellen może realizować swoje marzenia nie martwiąc się o jutro. Zakochana, szczęśliwa, czego chcieć więcej? Jednak wszystko staje pod znakiem zapytania, kiedy dokładnie sto dni po ślubie Ellen przypadkiem spotyka Leo, swoją pierwszą prawdziwą miłość. Początkowo niewinna rozmowa odnawia znajomość, przywracając wspomnienia i dawne uczucie. Na domiar wszystkiego, w życiu Ellen właśnie mają miejsce dwa wielkie wydarzenia. Pierwszym z nich jest przeprowadzka z Nowego Jorku do mniejszej, rodzinnej miejscowości męża, gdzie ten planuje kupić piękny duży dom. Drugim wydarzeniem jest propozycja Leo, wspólna praca nad dużym projektem do poczytnego magazynu, czyli coś o czym Ellen nieustannie marzy. Ciągle zapracowany mąż i coraz więcej czasu spędzonego z byłą miłością, która jak się okazuje nie jest zamkniętym rozdziałem w życiu młodej kobiety, przyprawia ją o wątpliwości,  czy odejście od Leo i małżeństwo z Andym było najlepszym, co mogła zrobić? A jeżeli kocha się więcej niż raz?

Kolejna książka Giffin na którą się skusiłam,i kolejna, która wciągnęła mnie od pierwszej do ostatniej strony, trzymając w napięciu i niepewności. Jak się okazuje, takie wrażenia są możliwe również podczas czytania książki obyczajowej, z lekką nutą skomplikowanej miłości. Warunek musi być jeden, autorką musi być Emily Giffin. Autorka świetnie łączy ze sobą wątki i przeplata szarość dnia codziennego, obowiązki zawodowe z rozbudowanym wątkiem miłosnym. Przechodząc przez karty powieści razem z głównymi bohaterami, poznajemy ich i zżywamy, jak z najlepszymi przyjaciółmi. Razem z nimi podejmujemy ciężkie decyzje i godzimy się z konsekwencjami. 

Jak zwykle ładny język i styl autorki umila czytanie, podział na rozdziały dodaje dynamiki.

Warto wspomnieć również o ładnym wydaniu książki, jakie zawdzięczamy wydawnictwu Otwarte. Wszystkie powieści autorki mają podobną szatę graficzną, a na półce tworzą piękną serię, ciesząc przy tym oko.

(Na zdjęciach brakuje "Coś pożyczonego", które akurat czyta sąsiadka :)  )

Oczywiście możemy również zdecydować się na wersje kieszonkowe, które są zdecydowanie tańsze i łatwo je zmieścić na przykład w torebki, co jest dość ważnym szczegółem, bo ciężko będzie nam się rozstać z fabułą, aż do jej zakończenia, które autorka jak zwykle ukryła na samym koniuszku powieści. 

Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę, jak z resztą wszystkie tej autorki. Mi pozostała jeszcze tylko jedna - "Siedem lat później", za którą planuję wziąć się w najbliższych tygodniach. Nie będę jednak musiała długo czekać na kolejną powieść, bo premierę właśnie ma najnowsza, już szósta książka Giffin "Where We Belong" (Nie mam pojęcia, jaki tym razem zwariowany tytuł wymyślą w Polsce). Na razie co prawda, ukaże się jedynie za granicą, ale pewnie już niebawem pojawi się na polskich, sklepowych półkach, czego szczerze nie mogę się doczekać :)

1 , 2 , 3 , 4 , 5


KONTAKT:

dominika.chachulska@interia.pl