poniedziałek, 27 sierpnia 2012

 

Jill Kargman jest amerykańską pisarką i dziennikarką. Pisze do takich magazynów jak: Vogue , Teen Vogue, Harper s Bazaar , Town & Country , Travel + Leisure , Elle , Elle Decor. Jest autorką kilku powieści dla dzieci, jednak rozgłos przyniosły jej dopiero książki dla dorosłych. Często współpracuje z Carrie Karasyov. Obecnie mieszka w Nowym Jorku. 

"Rozwód od Armaniego", to jedna z wielu powieści amerykańskich, stworzona według tego samego wzorca. Holly Talbott wiedzie szczęśliwe życie z mężem i synkiem. Bogactwo jakie zapewnia jej mąż pracujący w funduszach hedgingowych sprawia, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Blichtr, imprezy w najlepszym stylu, aukcje dobroczynne z milionowymi dotacjami, czy wakacje w luksusowych kurortach, to dla niej chleb powszedni. Wszystko zmienia się, gdy Holly odkrywa sekret, po którym jedynym wyjściem jest już tylko rozwód. I nagle okazuje się, że wielkie przyjaźnie, to tylko złudzenie, a wszystko znika wraz z pieniędzmi męża. Holly postawiona w nowych okolicznościach musi sobie poradzić tak, by nie stracić twarzy i dobrego humoru. 

Przyznam się szczerze, że nie miałam ochoty sięgać po tę książkę, jednak przekonała mnie Pani z biblioteki. Zerknęłam na opis z tyłu i pomyślałam, że nie musi być taka zła, jednak jak się później okazało, osoba odpowiedzialna za opis na okładce, najprawdopodobniej nie czytała w ogóle książki. Według opisu Holly miała spaść z bogatego życia w luksusach, do mieszkania w szemranej dzielnicy i dzięki pracy walczyć o godność. To własnie mnie zachęciło ostatecznie do przeczytania. Nic takiego jednak się nie dzieje. Holly po rozwodzie z mężem zostaje w tej samej dzielnicy, ba! nawet w tym samym mieszkaniu. Jeżeli chodzi o pracę, to faktycznie zaczyna takową, ale bynajmniej nie dlatego, że brakuje jej pieniędzy, lecz postanawia, że będzie to dla niej ciekawe przeżycie. W dalszym stopniu stać ją na podróże, czy drogie stroje, zmienia się jedynie jej podejście do pieniędzy i luksusu, jak łatwo się domyślić na lepsze. W dalszej części książki poznajemy jej miłosne podboje i w kółko słyszymy o zblazowanym towarzystwie bogaczy z funduszy hedgingowych. Właściwie, to cała książka aż ocieka nienawiścią do tego towarzystwa, nie da się ukryć, że ktoś z takiego środowiska musiał nieźle zajść za skórę autorce. Nie pozostawia ona na nich suchej nitki. Szczerze mówiąc miałam wrażenie, że sama książka powstała w wyniku zemsty. Wiele sytuacji jest mocno przesadzonych i podkolorowanych, a sama historia głównej bohaterki dość przewidywalna. 

Przeczytać, przeczytałam, lecz jest to jedna z tych książek, które nie dość, że zbyt wiele nie wnoszą, to jeszcze na dodatek szybko się o takich zapomina. Język jest bardzo prosty, czyli typowy dla takich powieści. Całość podzielona jest na 46 rozdziałów, a każdy poprzedzony jest cytatem związanym z nieudolnością instytucji małżeństwa. Po ostatnim rozdziale, mamy krótkie streszczenie dalszych losów bohaterów. 

"Prawdziwa kobieta powinna mieć cztery zwierzątka: jaguara w garażu, norkę w szafie, tygrysa w łóżku i osła, który za to wszystko zapłaci."

                                                                                                                               Zsa Zsa Gabor

Ta książka przelała czarę goryczy i zdecydowanie muszę sobie zrobić przerwę od tego typu powieści, bo jak się okazuje, wszystkie są do siebie bardzo podobne. Ten sam, w kółko powielany wzorzec i styl oraz przewidywalność. Wątpię również w to, żebym sięgnęła w przyszłości po inne powieści autorki. 

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

 

Truman Capote, a właściwie Truman Streckfus Persons, to wywodzący się z południa, amerykański pisarz. Zadebiutował powieścią "Zatrzaśnij ostatnie drzwi", jednak dopiero takie dzieła jak: "Inne głosy, inne ściany", czy "Harfa traw" przyniosły mu uznanie. Słynął przede wszystkim z delikatności i subtelności, jakie królowały w jego powieściach oraz wdziękiem stylistycznym, w który je ubierał. "Śniadanie u Tiffany'ego" szybko zdobyło uznanie krytyków i znalazło się na szczycie listy bestsellerów NYT. Zmarł w 1984 roku. 

"Śniadanie u Tiffany'ego" to jedno z najsławniejszych opowiadań pisarza. Z perspektywy młodego mężczyzny, sąsiada i przyjaciela Holly Golighty, poznajemy tę własnie młodą osóbkę. Z jednej strony kobietę, która twardo stąpa po ziemi, wie czego chce i jak to zdobyć. Z drugiej strony, kruchą dziewczynę, która hulankami i imprezowym stylem życia próbuje przyćmić strach przed dorosłością. Spokój i równowagę znajduje jedynie u sławnego jubilera Tiffany'ego. Zrządzenie losu sprawi, że decyzja jaką przyjdzie jej podjąć, okaże się najprawdopodobniej najważniejszą decyzją w jej życiu.

Gdyby ktoś się mnie zapytał w prost, o czym jest ta książka, to chyba nie umiałabym odpowiedzieć jednoznacznie. Z jednej strony to opowieść o młodej, kruchej dziewczynie, która niepewnie czuje się nawet we własnej skórze, z drugiej strony to historia przyjaźni i platonicznej miłości młodego pisarza, który w Holly odnajduje bratnią duszę. Być może to opowieść o realiach życia, jakie panowało w Nowym Jorku w czasie II Wojny Światowej. Jedno jest pewne, to bardzo poruszająca i smutna historia o zagubieniu, strachu przed samym sobą i marzeniach, których nie da się spełnić. 

Urzekł mnie styl, w jakim opowiadanie zostało napisane. Królują tu delikatność, niedopowiedzenia i szczerość uczuć. Nie dziwię się, że to niespełna dziewięćdziesięcio stronnicowe opowiadanie podbiło serca tak wielu i pomimo długiego czasu od opublikowania dalej nie daje o sobie zapomnieć. To wielki sukces umieścić tak wiele przekazu, w tak krótkiej treści. Capote'owi się to zdecydowanie udało. 

W 1961 roku powstała ekranizacja w reżyserii Blake'a Edwardsa, a główną rolę, w sposób fenomenalny zagrała Audrey Hepburn. Film, podobnie jak książka zdobył wielkie uznanie i na trwałe wpisał się w kanon najlepszych filmów w historii kina. 

czwartek, 16 sierpnia 2012

 

Myślę, że Stephena Kinga nikomu nie trzeba przedstawiać. Niekwestionowany król horroru, którego powieści w większości zostały zekranizowane. Fakt, że jego książki rozeszły się w przeszło 350 mln egzemplarzy czyni go jednym z najpoczytniejszych pisarzy świata. Wcześniej tworzył jako Richard Bachman, czy tez John Switchen. W 2003 roku został odznaczony prestiżową nagrodą DCAL (Medal za wybitny wkład w literaturę amerykańską) przez National Book Foundation.

Wyobraźmy sobie przyszłość, w której zwykła rozrywka już nie cieszy i nie ekscytuje, tak jak kiedyś. Zwykłe teleturnieje przestają interesować. Władze, by utrzymać zainteresowanie mediów muszą stworzyć coś, co przyciągnie tłumy. Tak oto pada pomysł tytułowego Wielkiego Marszu. Zasady są proste. Stu wyselekcjonowanych, nastoletnich chłopców ustawia się na starcie w północnej części stanu Maine, a po ogłoszeniu rozpoczęcia zaczynają iść przed siebie z prędkością 4 mil na godzinę. Nie mogą zwolnić, nie mogą się zatrzymać, każdy taki występek nagradzany jest naganą, przy trzeciej zawodnik zostaje zastrzelony z karabinu. Meta będzie tam, gdzie padnie przedostatni. 

Całą historię poznajemy z perspektywy jednego z chłopców, który nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji, jaką bez wątpienia jest udział w show, postanawia spróbować, od tej pory myśląc tylko o wygranej. Akcja powieści toczy się w trakcie trwania marszu, podczas którego poznajemy charaktery chłopców, ich sposób patrzenia na świat i to, co ich nakłoniło do wzięcia w nim udziału. To dość osobliwe, psychologiczne staudium zachowania ludzkiego, gdy nie posiadając już innego wyjścia musimy wbrew wszystkiemu dążyć przed siebie i godzić się z tym, że porażka przyjaciela przybliża nas do zwycięstwa. 

Przed "Wielkim Marszem" czytałam jeszcze cykl "Mroczna Wieża", więc twórczość Kinga nie była mi tak dobrze znana, jak innym. To właśnie z perspektywy tych powieści, poznawałam go, jako pisarza. Być może wybrałam złe książki, być może spodziewałam się czegoś innego, ale żadna z tych powieści mnie nie porwała. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to omijanie przez autora, wcześniej zaczętych wątków. To było bardzo widoczne podczas "Wielkiego...". Początkowo bardzo skrupulatnie uwaga zwracana jest na, to kto poległ i dlaczego. Nagle od połowy książki, jest to kompletnie pomijane, a zakończenie ni stąd ni zowąd spada na nas, nie wyjaśniając nic. I to zakończenie, to jest moje drugie ale. O ile w przypadku "Mrocznej Wieży", niesamowite zakończenie w pewnym sensie rekompensowało dłużącą się akcje i nudę, która wkradała się w trakcie czytania, tak w "Wielkim Marszu", nie odpowiada na istotne pytania z treści, pozostawiając pewien niedosyt. Otwarte zakończenia, w których możemy sobie sami dopowiedzieć resztę są dobre, ale nie w przypadku książek, których sens opiera się właśnie o to jedno, jasne rozwiązanie. Przyznam szczerze, że bardzo się zawiodłam i postanowiłam nie sięgać na razie po inne powieści tego autora. 

Styl i język, w jakim napisana jest powieść, to zwykłe żargonowe słowa, w których pełno wulgaryzmów i banalności. Wydaje mi się, że jednak jest to calowe zagranie autora, by bardziej wprowadzić nas w świat nastoletnich chłopców, którzy nawet w tak trudnej sytuacji często myślą o seksie i zabawie. Książka co prawda podzielona jest na rozdziały, jednak nie mają one większego znaczenia. Często rozdział kończy się w trakcie jakiegoś zdarzenia, przez co od razu musimy przejść do następnego. Nie oddzielają one wątków ani sytuacji. 

Na koniec dodam, że po książkę sięgnęłam ze względu na to, że często mówiło się o tym, iż Suzanne Collins pisząc swoje bestsellerowe "Igrzyska Śmierci" wzorowała się właśnie na tej powieści Kinga. Nie wiem, czy to prawda, jednak ja nie znalazłam żadnych, nawet najmniejszych podobieństw, oprócz tego, że akcja książek rozgrywa się na terenie Stanów Zjednoczonych Ameryki w dalekiej przyszłości. 

 

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Jodi Picoult jest amerykańską pisarką i autorką bestsellerów. W 2003 roku otrzymała nagrodę New England Book, a jej trzy powieści "Dziewiętnaście minut", "Przemiana" i "Tam gdzie Ty" znalazły się na pierwszym miejscu listy bestsellerów New York Times. Łączny nakład książek autorki przekroczył 14 milionów egzemplarzy. 

Fabuła "Jak z obrazka" opiera się o losy Cassie Barret, która zostaje odnaleziona przez młodego policjanta Willa na jednym z miejskich cmentarzy. Nie wie jak się nazywa, kim jest, ani co robiła na cmentarzu. Will oferuje pomoc zabierając ją do siebie.  Po kilku dniach jednak po kobietę zgłasza się mąż, sławny aktor Hollywood, jak się okazuje kobieta też nie jest szarą myszką, a uznanym antropologiem. Początkowo kobieta nie może uwierzyć we własne szczęście, jednak po czasie wspomnienia zaczynają powracać wraz z szarą rzeczywistością i okazuje się, że nic nie jest tak piękne, jakby się mogło wydawać. Mąż "ideał" od wielu lat znęca się nad nią psychicznie i fizycznie. Kobieta postanawia uciec, ale czy mając do czynienia z ogromną fortuną męża, ucieczka w ogóle jest możliwa?

Przyznam szczerze, że dziwnie mi się tę książkę czytało. Raz narracja była pierwszoosobowa, to znowu narratorem była osoba trzecia. Nie lubię takiego "bałaganu" w książkach. Dziwny nastrój wprowadzały również wplecione w tekst stare, indiańskie legendy, które nijak się miały do treści. 

Długo zastanawiałam się nad tym, czy zamieszczać recenzję tej książki, bo mówiąc krótko, ledwo dobrnęłam do końca... Historia sama w sobie jest bardzo banalna i przewidywalna. Wszystko to już gdzieś było... Jeżeli zdecydujecie się jednak sięgnąć po tę książkę, to wierzcie mi, że wnioski, które nasuną się wam po przeczytaniu 15 stron, okażą się zakończeniem. Tutaj raczej nic nas nie zaskoczy. 

Jedynce co muszę przyznać autorce, to podeszła do tematu przemocy nad kobietami w bardzo profesjonalny sposób. Pokazała nie tylko hollywoodzkie scenki, jak to kobieta ucieka z innym mężczyzną i nagle staje się najszczęśliwsza na świecie, lecz także to, jak wielką rolę odgrywa tu prawo i pieniądze. 

Podsumowując, książkę zmęczyłam, choć nie było to łatwe, ale zważając na fakt, że jest to jedna z pierwszych powieści Picoult, to można jej to wybaczyć, jednak na tle innych, nawet wcześniejszych jej powieści wypada blado. 

 

czwartek, 09 sierpnia 2012

 

Khaled Hosseini jest amerykańskim powieściopisarzem i psychologiem pochodzenia afgańskiego. "Chłopiec z latawcem", to powieść, którą w 2003 roku zadebiutował, zdobywając od razu pierwsze miejsca list bestsellerów. W 2007 roku wydał drugą powieść "Tysiąc wspaniałych słońc".

Rzecz dzieje się w Afganistanie lat siedemdziesiątych, a całą historię poznajemy z perspektywy Amira, dwunastoletniego syna bogatego pasztuna, który wychowywany w domu bez kobiet, nieustannie walczy o uwagę swojego ojca, któremu na każdym kroku chce się przypodobać. Kiedy zbliża się czas dorocznych zawodów latawcowych, chłopiec stwierdza, że to najlepszy czas, by zabłysnąć przed ojcem. Wraz z Hassefem, który jest jego sługą, a zarazem najlepszym przyjacielem postanawiają dołożyć wszelkich starań, by turniej wygrać. Niestety, jak się okaże później, wraz z zawodami, miejsce będą miały również tragiczne wydarzenia, które odmienią życie chłopców na zawsze. Gdy niedługo po tym wybucha wojna z Rosją, Amir wraz z ojcem uciekają do Ameryki. Tragiczna historia nie da jednak Amirowi o sobie zapomnieć. Już jako dorosły mężczyzna będzie musiał wrócić w samo centrum piekła, jakim stanie się Afganistan podczas rządów talibów, by stawić czoła duchom przeszłości, poznając przy tym tajemnicę, przez wiele lat skrywaną przez jego ojca. 

Książka pochłonęła mnie bez reszty. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio tak bardzo przeżywałam jakąś powieść. Nie jest to, lekka i przyjemna lektura, którą umilimy sobie letni wieczór, a poważna i wciągająca powieść, poruszająca niezwykle ciężkie tematy, poprzez które nas poruszy i skłoni do przemyśleń.

Bardzo urzekł mnie styl i język, w jakim powieść została napisana. Mimo wielu ciężkich rozważań nad tym, czym jest grzech i odkupienie, wartość ludzka, czy przywiązanie do kraju, bardzo dobrze się ją czyta. Wszystkie wartości, bardzo ważne dla Pasztunów, czy Hazarów, jak i dla samego autora przekazane są w bardzo umiejętny sposób. 

Tematyka Afganistanu, zazwyczaj pokazywana była nam poprzez ciężki los kobiet, jakim są one w tych rejonach obarczane. "Chłopiec z latawcem", to pierwsza książka, z którą się spotkałam, opowiedziana z perspektywy mężczyzny. Obraz przedstawiony w powieści jest bardzo realistyczny i łatwo poczuć skomplikowany charakter stosunków międzyludzkich, podejścia do religii, jak i samego życia afgańskiej ludności.

Zdecydowanie "Chłopiec z latawcem", to jedna z tych książek, których nie odłożymy aż do ostatniej strony. Napisana w taki sposób, by stopniowane napięcie nie pozwalało nam od niej odejść. Zdecydowanie wybitna powieść, która na bardzo długo zapadnie mi w pamięci i mimo, że mamy dopiero lipiec, to zdecydowanie jest to mój faworyt na książkę roku. Zastanawiam się tylko, jakim cudem wpadłam na nią tak późno... Szukając wiadomości w internecie, znalazłam wiele odnośnie tego, jak wielki szum książka wywołała za granicą. Od razu została okrzyknięta światowym bestsellerem numer jeden, a na liście Bestsellerów New York Times'a utrzymywała się aż 105 tygodni. Mimo to w Polsce przeszła bez wielkiego echa. Szybko zniknęła z półek sklepowych, na które nie przywrócił jej nawet fakt zekranizowania powieści. Bardzo mnie to zdziwiło, bo tak wspaniała i doceniona za granicą książka, w Polsce okazała się tylko chwilowym cieniem. Szkoda, bo przez to najprawdopodobniej wiele osób nawet o niej nie słyszało, tracąc okazję przeczytania tej wspaniałej powieści. W chwili obecnej kupić ją możemy jedynie na Allegro i Merlinie, bądź szukając w antykwariatach. 

W roku 2007 książka doczekała się ekranizacji w reżyserii Marca Forestera, ja jednak filmu jeszcze nie widziałam, więc nie mogę powiedzieć, czy historia została wiernie odtworzona. Na pewno kiedyś będę chciała go obejrzeć, teraz jednak wolę sięgnąć po kolejną książkę Hosseiniego "Tysiąc wspaniałych słońc", mam nadzieję, że choć w połowie tak dobrą, jak "Chłopiec z latawcem".

 

środa, 08 sierpnia 2012

 

Z twórczością Joanny Opiat - Bojarskiej spotkałam się po raz pierwszy w "Blogostan", którego recenzje zamieszczałam wcześniej. Kto wyłączy mój mózg", to pierwsza powieść autorki. 

Cała książka opiera się o historię choroby, która niespodziewanie dopada autorkę i przeobraża ją z aktywnej, zapracowanej i żyjącej na 110 % kobiety w kompletnie sparaliżowaną i niezdolną do samodzielnego życia pacjentkę szpitala. Wszystko da się przeżyć, jeżeli jesteśmy na to przygotowani, autorka, a zarazem główna bohaterka książki nie była, a jednak musiała sobie z tym poradzić. 

Czytając tę książkę wchodzimy do głowy bohaterki, która nam tę historię opowiada. Poznajemy jej myśli, nadzieje, lęki i obawy, ale również marzenia. Po kilkudziesięciu stronach jesteśmy już jej przyjaciółmi i każde kolejne zdarzenia okupujemy wielkimi emocjami.

Jest to autobiograficzna opowieść o niespodziewanej chorobie i tym, jak sobie z nią poradzić, jednak styl, w jakim opisała to autorka sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko, niemal na jednym wdechu i z zaciekawieniem chłonie kolejne strony. Bardzo podobało mi się to, że między "aktualne" opisy zmagań z chorobą, autorka umiejętnie wplotła krótkie opowiastki i wspomnienia ze swojego życia, więc bohaterkę poznajemy od momentu, kiedy była dzieckiem. Czytamy o traumatycznym przeżyciu, jakim była śmierć ojczyma, o pierwszych miłostkach,podróżach,  przyjaźni i jej rozpadzie oraz o początku wielkiej miłości. Wszystko to z strony na stronę nabiera niesamowitego blasku, bo nie da się nie zauważyć szczerości, z jaką Opiat - Bojarska opisuje swoje życie. Podziwiam autorkę za to, że postanowiła tym wszystkim podzielić się z innymi ludźmi i zrobiła to w taki właśnie szczery sposób, nic nie upiększając, czy kolorując. 

"Kto wyłączy mój mózg", to bardzo mądra i szczera powieść o tym, jak wiele rzeczy wokół siebie uważamy za oczywiste, nie doceniając ich. Zwraca naszą uwagę na to, że kiedy prosta czynność, jak chociażby, możliwość poruszania ręką staje się niemożliwa, wszystko nagle przewraca się do góry nogami, a my musimy uczyć się żyć od nowa. Jak sobie z tym poradzić? Bardzo się dziwię, że książka przeszła bez większego echa, bo zasługuje na uznanie i zdecydowanie należy do tych książek "wartych przeczytania". 

Zdecydowanie książkę uważam za wspaniałą, więc wszystkim ją polecam. Przygotujcie się na silne emocje i towarzyszące im wybuchy śmiechu, jak i płaczu oraz na to, że po skończeniu tej lektury spojrzycie na wiele spraw, z zupełnie innej strony. 

poniedziałek, 06 sierpnia 2012

 

Lipiec był dla mnie bardzo leniwym miesiącem, w którym miałam mnóstwo czasu na czytanie, włóczenie się po bibliotekach, czy księgarniach. Jednak mimo wielu wolnych chwil, doznałam szoku, że miesiąc ten skończył się tydzień temu . Zupełnie mi to umknęło, więc teraz nadrabiam zaległości :)

Jak już na pierwszy rzut oka można zobaczyć, przede wszystkim gustowałam w lekturach lekkich i kobiecych, choć znalazło się kilka pozycji, które na długo pozostaną w mojej pamięci i to chyba właśnie w tym miesiącu przeczytałam moją książkę roku, choć z werdyktem wstrzymam się jeszcze do grudnia :)

A sam stosik prezentuje się następująco:

Jedna z pierwszych powieści Jodi Picoult i niestety jak dla mnie, chyba też jedna z jej słabszych książek. 

Przepiękna opowieść o przyjaźni, walce z własnym sumieniem i o tym, że z losem się nie wygra. Jedna z cudowniejszych książek, jakie w ogóle przeczytałam. RECENZJA TU

Jedna z dwóch książek Joanny Opiat-Bojarskiej, po jaką sięgnęłam w tym miesiącu (Recenzje Blogostanu zamieściłam już wcześniej). Bardzo mądra opowieść o zaskoczeniu, jakim jest choroba i o chaosie, jaki może wprowadzić w życie oraz o sile jaką w sobie trzeba odnaleźć, by walczyć z samym sobą Naprawdę wspaniała książka. RECENZJA TU

Zabawne i lekkie czytadło, za którego recenzje się zabieram i zabieram..... choć książkę ogólnie polecam :)

Powieść w stylu American Dream. Zabawna, trochę próżna, bardzo kobieca :) RECENZJA TU

Debiut Zuzanny Głowackiej. Jeden z z niewielu, naprawdę dobrych, lekkich zbiorów felietonów. RECENZJA TU

Najnowsza powieść Joanny Opiat - Bojarskiej. Bardziej historia toksycznej miłości, niż samego uzależnienia od internetu, ale bardzo dobra i przyjemna w czytaniu :) RECENZJA TU

No i się rypło, kolokwialnie mówiąc :) Wszystkie tajemnice luksusowych kurortów ujrzały światło dzienne :) RECENZJA TU

 

Część z powyższych książek znajduje się już na moim blogu w postaci recenzji, recenzje kolejnych wkrótce się pojawią, więc z góry zapraszam :) Muszę również dodać, że jestem z siebie w pewnym sensie dumna, ponieważ coraz częściej zaglądam do biblioteki, z której wynoszę naprawdę ciekawe pozycje. To własnie z biblioteki pochodzą trzy książki z dołu stosiku, wszystkie inne są z półki, co również mnie cieszy :)

piątek, 03 sierpnia 2012

 

Imogen Edwards - Jones jest brytyjską dziennikarką, pisarką i scenarzystką. Pewnego dnia wpadła na genialny w swojej banalności pomysł, by stworzyć serię (bestsellerowych, jak sie teraz okazuje) książek ujawniających kulisy funkcjonowania luksusowych branż: mody, pięciogwiazdkowych hoteli, linii lotniczych, czy muzyki pop. Seria szybko wspięła się na pierwsze miejsca list bestsellerów i została przetłumaczona na ponad 17 języków.

Właściwie, to bardzo ciężko jest napisać recenzję książki, która nie posiada fabuły, a tak własnie jest w przypadku "Plaża Babylon". Poznajemy tu młodego menedżera, któremu przez tydzień będziemy towarzyszyć podczas jego pracy, w jednym z najekskluzywniejszych kurortów na ziemi, położonym na prywatnej wyspie. Myślę, że nikogo nie zaskoczę, gdy powiem, że przez siedem dni, będziemy słuchać jedynie o zachciankach zblazowanych miliarderów, o skandalicznych warunkach mieszkalnych pracowników i ciekawie dość, zorganizowanej pracy personelu. 

Tu liczą się tylko pieniądze, a wysokie stanowisko na liście stu najbogatszych ludzi świata, może Ci pomóc dokonać rzeczy niemożliwych, właściwie bez żadnego wysiłku, wszystko to za Ciebie zrobi personel, którego już nic nie jest w stanie zdziwić. Jak się okazuje możesz być bardzo bogaty, ale jeżeli Twoje nazwisko nic nie znaczy, to możesz stracić rezerwację dokonaną rok wcześniej, w przeddzień wyjazdu, właśnie na rzecz kogoś, kto znane nazwisko ma. 

Imogen Edwards - Jones, a raczej współpracujący z nią Autor Anonimowy, czyli osoba ściśle związana z branżą, nie mówi nam nic, czego nie bylibyśmy sobie w stanie wyobrazić, czy czegoś, czego byśmy już nie słyszeli, bo przecież nie od dziś wiadomo, że są równi i równiejsi, a decyduje o tym zasobność portfela. 

Seria Babylon cieszy się wielkim wzięciem, po części dlatego, że w każdym z nas jest cząstka podglądacza, którą cieszy każdy fakt z życia innych, tym bardziej bogatych i sławnych. Podniecają nas sytuacje, w których Ci "sławni i bogaci" przyłapywani są na karygodnych zachowaniach, czy wstydliwych wpadkach. Jones daje nam więcej tego, czego jest nam ciągle mało... Choć ja mam wrażenie, że po kolejnej dawce takich informacji, autorka zaczyna się powtarzać, a same sytuacje są do siebie bardzo podobne. Oceny nie podnosi również podwórkowy język pełen wulgaryzmów i dialogów na najsłabszym poziomie. W oczy razi również kolejna tandetna okładka.

Jest to lektura, która ma pomóc nam znaleźć sposób na nudę, ale na pewno nie wciągnie nas ciekawą fabułą, czy kunsztem literackim. Sięgnąć oczywiście można, żeby dowiedzieć się na przykład ile kosztuje taki nocleg, i jakimi gadżetami przekupowany jest personel. Znajdzie się również kilka momentów, w których parskniemy śmiechem. Jeżeli lubicie taki relaks, to jest to odpowiednia książka, jeżeli jednak czujecie potrzebę przeczytania czegoś naprawdę dobrego, co wciągnie was na długie godziny, to tę pozycje raczej sobie darujcie, tego samego dowiecie się z programów telewizyjnych na podobieństwo "Zawody24h".

A dla ciekawych, filmiki, które przybliżą wam, jak wyglądać może kurort z książki Jones:

 

 

 


KONTAKT:

dominika.chachulska@interia.pl