sobota, 28 lipca 2012

 

Jakiś czas temu przyuważyłam ten łańcuszek na jednym z moich ulubionych blogów. Po krótkim czasie znalazł się on już na co najmniej kilkunastu, które regularnie odwiedzam. Pomysł mi się spodobał do tego stopnia, że postanowiłam stworzyć również swoją dziesiątkę na maksa, czyli spis ulubionych, letnich czytadeł :) Choć szczerze mówiąc, wszystkie te książki równie dobrze będzie się czytać zimą, wiosną, czy choćby jesienią :)

 

#1 Niekwestionowanym numerem jeden są książki podróżnicze i przewodniki różnego typu. Co lato sięgam właśnie w ich stronę :) Nie wszystkie jednak mogą zaliczyć się do czytadeł, więc polecę te, które nimi na pewno są, czyli serię "Kobieta na krańcu Świata" Martyny Wojciechowskiej. Dobry tekst, piękne zdjęcia, zakątki, o których się czasem nawet nie wiedziało, a do tego ciekawe historie kobiet, czego więcej chcieć?

#2 Drugie miejsce należy do serii "Harry Potter" J. K. Rowling. Nie jest to może typowo letnie czytadło, ale ja w świat młodego czarodzieja, który cudem przeżył zagłębiałam się właśnie latem, a dokładnie w czerwcu 2010 roku, więc mi ta seria kojarzyć będzie się już zawsze z letnią porą. Po każdej przeczytanej części biegłam do wypożyczalni po film, żeby zobaczyć to, co przed chwilą przeczytałam, lata mijają, a ja nadal uważam, że to fantastyczna seria, nie tylko dla młodszych czytelników.

#3 Na trzecim miejscu umieszczę Emily Giffin i jej dwie najlepsze książki "Coś pożyczonego" i "Coś niebieskiego", którymi mnie zwabiła i zachęciła do poznania jej twórczości. Nie są to typowe romansidła od których łzawią oczy i puchną palce, ale naprawdę dobry obyczaj z ciekawą i skomplikowaną historią miłości, przyjaźni i trudu zmiany własnego ja. Bardzo dobrze mi się je czytało i z czystym sercem mogę polecić te pozycje wszystkim. 

#4 Czwarte miejsce zajmuje David Nicholls z "Jeden dzień". Takie przyjemne letnie czytadło, co ciekawe akcja rozgrywa się właśnie 15 lipca przez kolejnych 40 lat, czyli latem właśnie. Troszkę się tu pośmiejemy, troszkę popłaczemy, ale na pewno nie będziemy się nudzić, czego latem absolutnie nie można robić :)

#5 Piąte miejsce postanowiłam przypisać do kilku najlepszych moim zdaniem powieści Nicholasa Sparksa - "Pamiętnik", "Ostatnia piosenka", "Jesienna miłość" oraz "I wciąż ją kocham" . Przewspaniałe powieści, w których główną rolę gra miłość i pora letnia. Niektórzy pewnie powiedzą, że Sparks jest banalny i nie warto po jego książki sięgać, ja jednak uwielbiam jego twórczość i z chęcią sięgnę po kolejne powieści, które wyszły spod jego pióra. 

#6 W moim top 10 nie mogłoby zabraknąć Katarzyny Grocholi, którą uwielbiam. Chyba najbardziej znanym dziełem autorki jest seria o Judycie, która doczekała się nawet ekranizacji i oczywiście na lato jest jak najbardziej OK, bo zarówno "Nigdy w życiu", "Serce na temblaku" "Ja wam pokażę" jak i "A nie mówiłam" będzie się latem świetnie czytać. Podobnie jak u Nichollsa będzie tu duuuużo śmiechu, ale i troszkę płaczu, jednak ja moją przygodę z Grocholą rozpoczęłam dość nietypowo, bo od "Zielone drzwi" i tę autobiografię polecam w sposób szczególny. Dlaczego? A no dlatego, że po przeczytaniu "Zielonych..." okazuje się, że postaci we wcześniejszych powieściach nabierają trzeciego wymiaru, bo jak się okazuje, nie są do końca takie wymyślone :)

#7 Na siódmym miejscu trochę akcji i znaczny wzrost dynamiki, niż w wyżej wymienionych pozycjach. "Księżycowa klatka" Lindy Holeman, to jedna z najlepszych książek jakie w ogóle przeczytałam. Wszystko osadzone w realiach bliskiego wschodu, gdzie jak wiadomo kobietom nie żyje się łatwo. Tym razem mądrze, realnie i naprawdę fantastycznie opisana przygoda Daryi, która uciekając z ojczyzny, musi się zmierzyć z czymś więcej, niż tylko z dyskryminacją. Ta lektura ukradnie nam na pewno kilka letnich dni i wieczorów, bo wciąga bez reszty, już od pierwszej strony.

#8 Myślę, że ósme miejsce będzie odpowiednie dla serii Babylon Imogen Edwards - Jones. Takie lekkie i łatwe czytadła, które umilą nam letnie dni. W sposób szczególny mogłabym polecić "Air Babylon", który podobał mi się najbardziej, ale to najnowszy "Plaża Babylon" pozwoli przenieść się nam do luksusowego kurortu w samym centrum prywatnej wyspy. Na lato w sam raz, a przy okazji może dowiemy się, jak uniknąć błędów podczas letnich wojaży. 

#9 Lato, to pora w której chętniej sięgam po lżejsze książki, nad którymi mówiąc pokrótce nie muszę główkować pół nocy :) Do takiej lekkiej lektury, na pewno mogę zaliczyć zbiory felietonów Jeremiego Clarksona. Lekko i z uśmiechem o rzeczach nie koniecznie ważnych :) Wyszło tych zbiorów kilka, jednak dwa pierwsze są zdecydowanie najlepsze. 

#10 Lato, to również dobra pora, by bliżej przyjrzeć się życiu znanych ludzi. Biografie, to jeden z moich ulubionych gatunków, więc mogłabym wymieniać i wymieniać, jednak ograniczę się do kilku, które w sposób szczególny zapadły mi w pamięci, a są to: "Elżbieta II. Ostatnia królowa" Marca Rocha, "Leonardo da Vinci - Lot wyobraźni" Charlesa Nicholla, "Coco Chanel życie intymne" Lisy Chaney,  "Ta Kobieta Wallis Simpson" Anne Sebba " i"Marylin Monroe" Donalda Spoto. Bardzo dobrze opracowane i wiernie przedstawione życie, ciekawostki, których zabrakło w innych wersjach biografii, tych znanych osobistości i ładny styl w jakim są napisane, na pewno wyróżnia je na tle innych. 

No i to by było na tyle. Lekkie, łatwe i przyjemne czytadła na lato, nie tylko dla kobiet wbrew pozorom. Zachęcam do sięgnięcia po te pozycje. Ja tym czasem wyczekuje kolejnych blogów, które zaangażują się w tę zabawę, bo jest to ogromna skarbnica wiedzy i inspiracji na letnie dni :) 

Oczywiście do zabawy zapraszam wszystkich, którym pomysł się podoba :)


czwartek, 26 lipca 2012

 

Joanna Opiat - Bojarska jest absolwentką Akademi Ekonomicznej w Poznaniu. Typowy umysł ścisły, a do tego prowadzi firmę działającą na rynku nieruchomości. Jak widzicie nie powinna mieć nic wspólnego z książkami,  a już na pewno z ich pisaniem, a jednak zadebiutowała mądrą powieścią "Kto wyłączy mój mózg?". Co ciekawe swoją przygodę z pisarstwem zapoczątkowała na blogu. "Blogostan" jest jej najnowszą powieścią.

Blogostan, to opowieść o Sylwii, młodej dziewczynie, która po studiach w końcu znalazła pracę marzeń, ma wspaniałego chłopaka i kochającą matkę. Jednak jak to w życiu bywa, nie zawsze wszystko jest tak, jak to widzimy. Otóż szef Sylwii notorycznie spóźnia się z pensją, chłopak wykorzystuje ją do granic możliwości, źle przy tym traktując, a dodatkowo na dziewczynę, jak grom z jasnego nieba spada informacja, którą zataił przed nią, nigdy nie poznany ojciec. Wszystko się sypie, a Sylwia ledwo łapie oddech spod gruzów swojego własnego życia. I wtedy pojawia się blog. Blog, którego postanawia założyć, by wyrzucić z siebie najskrytsze myśli i oczyścić organizm... Niestety to, co miało być lekarstwem, staje się przekleństwem.

Kiedy wybrałam się do księgarni kupić oczywiście zupełnie inną książkę, ta przykuła  moją uwagę tytułem. Od razu skojarzyłam, że chodzi o bloga więc postanowiłam przeczytać opis. I po chwili stałam oczarowana, bo w książce intrygowało mnie wszystko, tytuł, nota o autorce i ciekawy opis z tyłu... Po prostu nie mogłam jej nie wziąć. Powstrzymywałam się, by nie usiąść na pierwszej napotkanej ławce i nie zacząć czytać. W domu jednak zasiadłam do lektury bez żadnych oporów. Przeczytałam ją w jeden dzień i choć absolutnie nie mogę powiedzieć, że się rozczarowałam, to muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś innego.

Książka jest bardzo dobra, ciekawa i wciągająca. Podoba mi się również styl, w jakim pisze autorka, jednak fabuła, odbiega troszkę od tego, co obiecywał tytuł i opis. Co prawda bohaterka namiętnie prowadzi bloga, któremu coraz niebezpieczniej zaczyna poświęcać coraz więcej swojego czasu, jednak nie to stanowi w książce meritum. Głównie mowa jest o nieszczęśliwym i autodestrukcyjnym związku, w jakim znalazła się Sylwia i tu narzuca się moje pierwsze ale, bo autorka wykreowała główną postać na osobę delikatną i wrażliwą, ale również bardzo naiwną. Naiwną, niestety do granic możliwości. Wiem, że są różne osoby i charaktery, ale jednak trudno jest mi sobie wyobrazić, by ktoś mógł być tak naiwnie głupi. Mimo jasnych i czytelnych sytuacji, bohaterka nie dostrzega tego, że jest okrutnie wykorzystywana przez swojego chłopaka, wypiera również fakt, że ten ją notorycznie zdradza, choć niemalże robi to na jej oczach. Oczywiście dziewczyna jest w stanie sobie wszystko wytłumaczyć tak, żeby wyszło na jej. Dochodzi do tego jeszcze praca, o której również jest dość sporo, i tu nasuwa się moje drugie ale, a mianowicie chodzi o to, że Sylwia pracuje w agencji nieruchomości, więc autorka zna ten temat od podszewki, co na każdym kroku nam przekazuje. Miło czytało się o różnorodnych klientach, którzy nie zawsze są bezproblemowi i ugodowi, ale szczegółowy opis o tym, jak powinno zawrzeć się umowę z takową agencją, czytało się już trochę jak poradnik dla chcących sprzedać mieszkanie. No ale zważając na fakt, że było to umiejętnie wkomponowane w tekst, nie raziło aż tak bardzo. Jako że o nieszczęśliwej miłości bohaterki, jak i jej matki jest sporo, o nie udanej dość ścieżce kariery równie dużo, tak o samym uzależnieniu już sporo mniej. Faktycznie rzucają się w oczy rażące sytuacje, gdy dziewczyna zabiera laptopa nawet na rodzinny obiad, jednak ewidentnie nie na tym skupia się akcja. 

Podsumowując, mamy tu do czynienia z ambitną i bardzo dobrze napisaną książką. Powieść, pomimo tego, że jest dość przewidywalna, wciąga, interesuje i nie nudzi. Naprawdę dobrze się ją czyta i z narastającymi emocjami czeka na zakończenie, którym autorka raczy nas na ostatniej stronie. Nie jest to kolejna książka o niczym, z zakończeniem spadającym prosto z sufitu, oczywiście opiewającym w happy end. Jest natomiast mądra powieścią o tym, że zacierające się granice pomiędzy miłością, a jawą i rzeczywistością, a blogiem mogą doprowadzić do granic wytrzymałości, a ucieczka do wirtualnego świata, często nie jest lekarstwem, a już na pewno dobrym wyjściem z sytuacji. 

Książka jest bardzo ładnie wydana, ma jedną z ładniejszych okładek, jakie widziałam, choć oczywiście ...

Powieść została wydana przez wydawnictwo Replika i jest dostępna w cenie 29,90, co również bardzo mnie ucieszyło, bo ceny książek zdecydowanie potrafią popsuć człowiekowi humor :) 

Samą lekturę szczerze polecam i już nie mogę się doczekać waszych opinii. Dodam jeszcze na koniec od siebie, że z pewnością sięgnę również po pierwszą powieść autorki "Kto wyłączy mój mózg".  

 

sobota, 21 lipca 2012

Kocham Nowy Jork - Kelk Lindsey

Lindley Kelk jest młodą autorką książek, zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych, co nie przeszkadza jej być również aktywną blogerką. Obecnie mieszka w dzielnicy Brooklyn w Nowym Jorku. 

Książka pełna sprzeczności, podobnie jak miasto, w którym toczy się akcja. Siadając do tej lektury musimy przygotować się na fakt, że z prawdziwym życiem spotkamy się tu w niewielkiej ilości, a całości bliżej będzie raczej do American Dream, niż do szarości dnia codziennego.

Biorąc pod uwagę fakt, że na pierwszych stronach powieści główna bohaterka, będąc druhną na ślubie swojej przyjaciółki odkrywa zdradę narzeczonego i to w jej najgorszym wydaniu, nie trudno się dziwić, że traci panowanie nad sobą i swoim życiem, choć i tak dalsze sceny są według mnie dość mocno przesadzone. Bo przecież nie ukrywajmy, kto bez wizy, pieniędzy i pracy zdecydowałby się uciec na inny kontynent, do jednego z największych i najdroższych miast świata, nie znając tam choćby jednej osoby…. Nie będę wspominać już nawet o tym, że bez wizy nikt by nas tam nie wpuścił. Jak się okazuje właśnie na taki krok decyduje się Angela, czyli nasza bohaterka ze złamanym sercem. I uwierzcie mi, że później jest jeszcze bardziej baśniowo. Nagle bez pieniędzy trafia do jednego z droższych hoteli, poznaje tam recepcjonistkę, z która się zaprzyjaźnia i wszyscy dookoła zarzucają ja numerami telefonów z ofertą randek. Do połowy ksiązki nie schodzimy choćby na kilometr w kierunku ziemi. Jednak na szczęście, autorka postanowiła zrównoważyć tę historię i w dalszej części wszystko to , co do tej pory miało rażąco różowy kolor, zaczyna nabierać życiowej szarości. Przed bohaterką pojawią się ciężkie wybory i niezdecydowanie. Napotkają ją też pierwsze zawody miłosne i problemy życiowe, w tym cudownym, amerykańskim świecie. To na co zdecyduje się Angela, pozostaje najbardziej nurtującym pytaniem, odkąd miniemy połowę książki. Czy zdecyduje się zaufać sercu i pozostać w niepewnej Ameryce, czy też wybierze pewną Anglię z domem, przyjaciółmi i pewną ciekawą ofertą…

Niestety ze względu na to, że akcja powieści ma mało wspólnego z rzeczywistością, raczej nie można potraktować jej, jako lek na depresję, bądź chociaż sposób na poprawę humoru, kiedy na przykład mamy całkiem przypadkiem złamane serce. Za to dzięki niewątpliwej znajomości miasta przez autorkę, dowiemy się gdzie, co kupić i za ile, co w pewnym sensie humor może poprawić.

Osoby kochające piękny, zawiły styl i język w literaturze, mogą poczuć się zgorszone, gdyż ksiązka napisana jest w bardzo prostu sposób, bez żadnych upiększeń. Narratorem jest główna bohaterka, która opowiada nam co ją spotyka, zdradzając przy tym swoje myśli, pragnienia, czy obawy.

Cała powieść podzielona jest na dwadzieścia trzy rozdziały, epilog i (tu moje miłe zaskoczenie), króciutki przewodnik po Nowym Jorku dla osób zagubionych, które nie miały czasu, by wcześniej przestudiować jakiekolwiek wiadomości o tej miejskiej dżungli.


(Na zdjęciu widać również bardzo słabej jakości papier i prześwitujący z poprzednich stron druk...)


Porównując „Kocham Nowy Jork” do innych powieści tego typu, na pewno pierwsze co rzuci się w oczy, to troszkę zbyt baśniowe i nierealne podejście autorki. Coś w stylu typowo amerykańskich filmów, gdzie bez niczego zdobywamy wszystko, świetnie się przy tym bawiąc. Ale chyba piorun z jasnego nieba by mnie trzasnął, gdybym powiedziała, że po książkę nie warto sięgnąć, bo oczywiście warto. Nie jest to może ksiązka skłaniająca do przemyśleń nad sensem życia, ale na pewno miło spędzimy przy niej czas, relaksując się i momentami śmiejąc do łez.

Książka została wydana przez wydawnictwo AMBER. Jakość nie powala, no ale cena nie jest też bardzo wysoka. Szary, bardzo cienki papier, który dość mocno prześwituje, może momentami utrudnić nam czytanie, ale nie jest to nie do przeskoczenia. Dostępna jest chyba tylko wersja z miękką okładką, ale zważając na fakt, że ma tylko 238 stron, nie musimy się martwić, że nam się w rekach rozleci w trakcie czytania.  

Polecam na ciepłe letnie wieczory, kiedy bez możliwości podróżowania w danej chwili po świecie, chcielibyście na przykład w miłym towarzystwie zwiedzić Nowy Jork i dowiedzieć się gdzie można kupić najnowszą kolekcję torebek od Marca Jacobsa, śmiejąc się przy tym do rozpuku. 

 

czwartek, 19 lipca 2012

 

Zuzanna Głogowska urodziła się w 1979 roku, a obecnie mieszka w Nowym Jorku, w którym to ukończyła Brand College. Współpracowała z "New York Times", a od 2008 roku pisała felietony do "Bluszcza". Na rynku wydawniczym zadebiutowała zbiorem felietonów "Manhattan pod wodą", jednak zapowiada się na to, że nie jest to jej ostatnie słowo, gdyż właśnie pracuje nad swoją pierwszą powieścią. 

"Manhattan pod wodą", to zbiór czterdziestu trzech felietonów, które opublikowane zostały na łamach nieistniejącego już niestety "Bluszcza". We wstępie autorka pisze o tym, że ostatnio zadzwoniła do niej znajoma z pytaniem, czy wyskoczy w tym tygodniu z nią ze spadochronem, na co Głogowska odpowiada "Albo wyskoczę, albo nie. O tym jest ta książka" i faktycznie tak się właśnie dzieje.

Tematyka felietonów jest tak różna, jak różne są sytuacje, które napotyka w życiu autorka. Opowiada ona między innymi o tym, jak prowadziła służbę w formie wolontariatu w więzieniu Sing Sing, w jaki sposób poznała swojego kota Kapcia, który jest cukrzykiem oraz dlaczego nie zgodziła się handlować narkotykami na zatłoczonych ulicach Brooklynu. 

Czytając tę książkę możemy poczuć się jak dobrzy znajomi autorki, z którą to wspominamy wspólnie spędzony czas. Wpływa na to styl w jakim pisze Głogowska. Jest on bardzo rzeczywisty, a wszelkie komentarze i przemyślenia szczere, przez co wczytując się w tekst na kolejnych stronach, czujemy się tak, jakbyśmy autorkę znali od lat. W ciekawy sposób opisany został tu również Nowy Jork i jego mieszkańcy. Możemy poznać ich naturę, przyzwyczajenia oraz znaki szczególne, które pozwolą nam odróżnić bez zadawania pytań, kto jest rdzennym mieszkańcem tego wielkiego miasta, kto mieszka tu od niedawna, a kto przyjechał je tylko odwiedzić. Autorka ciekawie również pisze o ludziach spotkanych na ulicach Warszawy oraz o różnicach, które dzielą te dwie społeczności wielkich miast oddzielonych od siebie przez ocean. 

Przyznam się szczerze, że brakuje mi zbiorów felietonów na polskim rynku wydawniczym Mam wrażenie, że oprócz Manueli Gretkowskiej i właśnie Zuzanny Głogowskiej reszta opiera się o felietony (na niestety żenująco niskim poziomie) w pełni poświęcone Show Biznesowi i światku politycznemu, które pisane są przez Wojewódzkiego, czy Hołdysa. Gdzieś tam próbuje przekrzyczeć ich Magda Gessler porównując seler do włoskiego kochanka, jednak czy jej to wychodzi, czy nie pozostawię bez komentarza. No dobra, muszę wspomnieć jeszcze o "Makatce" napisanej wspólnie przez Katarzynę Grocholę i jej córkę Dorotę Szelągowską. Faktycznie spojrzenie na jedną rzecz z perspektywy dwóch pokoleń bardzo mi się podobało, jak z resztą styl, w jakim Panie piszą. No ale to dalej mało. Brakuje mi Jeremiego Clarksona w polskim wydaniu, kogoś kto byłby w stanie pisać dobrze i z klasą, nie tylko o blasku Show Biznesu, a raczej faktu, że mu go brakuje, czy kolejnych kłótniach w sejmie. Dlaczego Gretkowska i Głogowska, to jedyne osoby, które potrafią zaciekawić czytelnika zwykłymi, codziennymi sytuacjami. Być może w przyszłości się to zmieni, tymczasem  nie pozostaje nam nic innego jak docenić to, co mamy i czekać na kolejne zbiory ciekawych i wciągających tekstów, o codziennym życiu przepełnionym różnego rodzaju perypetiami, z kompilacją wzlotów i upadków. Liczę, że z czasem będzie takich więcej. 

Książka wydana została za pośrednictwem wydawnictwa Elipsa. Wspomnę również o ciekawym pomyśle na okładkę. Z jednej strony autorka schodzi do podziemi nowojorskiego metra, z tyłu jednak wychodzi z podziemi metra warszawskiego, co świetnie oddaje charakter książki. Swój egzemplarz kupiłam w księgarni Matras za 34,99 i muszę przyznać, że są to dobrze wydane pieniądze, a do książki pewnie jeszcze nie raz wrócę. 

wtorek, 17 lipca 2012

 

O Emily Giffin pisałam już nie raz i wielokrotnie wspomianałam o tym, że jest jedną z tych autorek, po której książki sięgam bez zastanowienia. Moją ostatnią przygodą z tą autorką było "Sto dni po ślubie"

Tym razem poznajemy Ellen, fotografkę i świeżo poślubioną żonę wziętego prawnika. Dzięki dostatkowi jaki zapewnia jej praca ukochanego, Ellen może realizować swoje marzenia nie martwiąc się o jutro. Zakochana, szczęśliwa, czego chcieć więcej? Jednak wszystko staje pod znakiem zapytania, kiedy dokładnie sto dni po ślubie Ellen przypadkiem spotyka Leo, swoją pierwszą prawdziwą miłość. Początkowo niewinna rozmowa odnawia znajomość, przywracając wspomnienia i dawne uczucie. Na domiar wszystkiego, w życiu Ellen właśnie mają miejsce dwa wielkie wydarzenia. Pierwszym z nich jest przeprowadzka z Nowego Jorku do mniejszej, rodzinnej miejscowości męża, gdzie ten planuje kupić piękny duży dom. Drugim wydarzeniem jest propozycja Leo, wspólna praca nad dużym projektem do poczytnego magazynu, czyli coś o czym Ellen nieustannie marzy. Ciągle zapracowany mąż i coraz więcej czasu spędzonego z byłą miłością, która jak się okazuje nie jest zamkniętym rozdziałem w życiu młodej kobiety, przyprawia ją o wątpliwości,  czy odejście od Leo i małżeństwo z Andym było najlepszym, co mogła zrobić? A jeżeli kocha się więcej niż raz?

Kolejna książka Giffin na którą się skusiłam,i kolejna, która wciągnęła mnie od pierwszej do ostatniej strony, trzymając w napięciu i niepewności. Jak się okazuje, takie wrażenia są możliwe również podczas czytania książki obyczajowej, z lekką nutą skomplikowanej miłości. Warunek musi być jeden, autorką musi być Emily Giffin. Autorka świetnie łączy ze sobą wątki i przeplata szarość dnia codziennego, obowiązki zawodowe z rozbudowanym wątkiem miłosnym. Przechodząc przez karty powieści razem z głównymi bohaterami, poznajemy ich i zżywamy, jak z najlepszymi przyjaciółmi. Razem z nimi podejmujemy ciężkie decyzje i godzimy się z konsekwencjami. 

Jak zwykle ładny język i styl autorki umila czytanie, podział na rozdziały dodaje dynamiki.

Warto wspomnieć również o ładnym wydaniu książki, jakie zawdzięczamy wydawnictwu Otwarte. Wszystkie powieści autorki mają podobną szatę graficzną, a na półce tworzą piękną serię, ciesząc przy tym oko.

(Na zdjęciach brakuje "Coś pożyczonego", które akurat czyta sąsiadka :)  )

Oczywiście możemy również zdecydować się na wersje kieszonkowe, które są zdecydowanie tańsze i łatwo je zmieścić na przykład w torebki, co jest dość ważnym szczegółem, bo ciężko będzie nam się rozstać z fabułą, aż do jej zakończenia, które autorka jak zwykle ukryła na samym koniuszku powieści. 

Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę, jak z resztą wszystkie tej autorki. Mi pozostała jeszcze tylko jedna - "Siedem lat później", za którą planuję wziąć się w najbliższych tygodniach. Nie będę jednak musiała długo czekać na kolejną powieść, bo premierę właśnie ma najnowsza, już szósta książka Giffin "Where We Belong" (Nie mam pojęcia, jaki tym razem zwariowany tytuł wymyślą w Polsce). Na razie co prawda, ukaże się jedynie za granicą, ale pewnie już niebawem pojawi się na polskich, sklepowych półkach, czego szczerze nie mogę się doczekać :)

niedziela, 15 lipca 2012

Jeden dzień - Nicholls David

David Nicholls wydał jak na razie tylko trzy powieści, z czego dwie ukazały się na polskim rynku wydawniczym i był to "Jeden dzień" i "Dubler". Jednak nie można powiedzieć, że są to jego początki w pisaniu, gdyż od wielu lat zajmuje się on tworzeniem scenariuszy do wielu popularnych, amerykańskich sitcomów i hollywoodzkich produkcji.

Książka opowiada o wielkiej przyjaźni, wielu życiowych zawodach i sukcesach, o tym, że prawdziwa miłość nawet zaniedbana, prędzej czy później sama dopcha się do głosu. Nie jest to absolutnie tandetne romansidło, lecz coś zupełnie innego...

Tematyka powieści opiera się o historię dwóch młodych ludzi Emmy i Dex'a, którzy w wieczór po otrzymaniu dyplomów ukończenia studiów postanowili spędzić wspólnie noc. Choć jak się okaże następnego dnia każde z nich pójdzie w swoją stronę, to ta noc połączy ich na zawsze, a życie napisze scenariusz pełen wspólnych przygód, wzlotów i upadków. Historia Emmy i Dexa obejmuje 40 lat, ale dzięki niesamowitemu kunsztowi Nichollsa, nie ma mowy o nudzie, czy zmęczeniu podczas czytania. 

Bardzo zaskoczyła mnie kompozycja książki, która składa się z rozdziałów, w którym każdy z nich, to jeden w roku, wspólnie spędzony dzień Emmy i Dex'a. Historię poznajemy na przemian z perspektywy zarówno Emmy, jak i drugiego głównego bohatera, dzięki czemu powieść zyskuje inny wymiar treści. 

Styl i język, to na pewno wielki atut autora. W sposób szczególny przedstawia on historię ubraną w błyskotliwe dialogi. Zaskakująco realistyczny opis miejsc zabiera nas w podróż po Europie, pokazując tajemniczą Wielką Brytanię, czy zakochany Paryż. Nie zabraknie również momentów, w których roześmiejemy się do łez, czy tez do łez wzruszymy.

Po przeczytaniu książki i jej zaskakującego zakończenia (z którym nie mogę się pogodzić do tej pory) do głowy przychodzą nie tylko przemyślenia a'propo głównych bohaterów, lecz również nas samych. Zastanawiamy się, czy faktycznie skupiamy się na rzeczach ważnych i odpowiednich? Czy jednak czas pokaże nam, że bardzo się w tej hierarchii mylimy?

Wśród powieści obyczajowych, twórczość Nichollsa odznacza się wielkim zrozumieniem tematu, i podejściem do niego z zupełnie innej strony. Niby ta sama historia co zawsze, a jednak inna. Zupełnie inaczej opisana i pokazana od drugiej strony.

Książkę wydało wydawnictwo Świat książki i jest ona dostępna w dwóch wersjach okładkowych. W nowszym wydaniu (zdjęcie przed tekstem) na okładce znajduje się kadr z filmu na podstawie powieści, z Anne Hathaway w roli głównej. Drugą wersję zdobi emblemat starej, angielskiej koperty. 

Jeden dzień (audiobook CD) - Nicholls David

Po przeczytaniu "Jednego dnia" chętnie sięgnę po inne powieści autorstwa Nichollsa, gdyż ten urzekł mnie stylem, językiem i wyjątkowym kunsztem literackim. Nigdy nie powiedziałabym, że 40 lat można opisać w taki sposób, by każda kolejna strona jeszcze bardziej nas ciekawiła i zachęcała do dalszego czytania. David Nicholls na stałe został wpisany do listy moich ulubionych autorów :) 

W 2011 roku powieść doczekała się ekranizacji z Anne Hathaway i Jimem Sturgessem w roli głównej, co spowodowało również wznowienie nakładu z nową okładką.

Film obejrzałam zaraz po przeczytaniu książki i bardzo mi się podobał. Fantastyczna gra aktorów, piękna scenografia i wiernie oddana historia. Polecam! 

 

piątek, 13 lipca 2012



Lato, to czas wakacji, a jak wiadomo, wakacje to częste wyjazdy, podróże i błogi relaks. Niestety ze względu na charakter pracy mojego chłopaka, rzadko udaje nam się latem wyjechać gdzieś na dłużej, nad czym bardzo ubolewam. Jednak nie należę do ludzi, którzy tracą zbyt wiele energii na zmartwienia, toteż około dwóch lat temu postanowiłam zakochać się w książkowo - przewodnikowych podróżach bez konieczności ruszania się z domu. Jak się jednak szybko okazało nie jest łatwo znaleźć dobry przewodnik, który rzetelnie i z pasją opisze dane miejsce, do tego pokazując nam je na pięknych zdjęciach. Szybko przekonałam się o tym, że polski rynek wydawniczy ubogi jest właśnie w takie publikacje.

Poszukiwania rozpoczęłam od książek poświęconych Polsce, bo na początku, to właśnie ojczyznę chciałabym zwiedzić od deski do deski. Od przewodników poświęconych naszemu państwu, aż uginały się półki w księgarniach, jednak po przejrzeniu kilkudziestu, nie zdecydowałam się na żaden z nich. Kilka dni później wybrałam się na zakupy do Biedronki i to właśnie tam znalazłam przewodniki, jakich szukałam. Do wyboru było pięć rodzajów, od ogólnego nawigatora, przez wycieczki z dziećmi, poprzez podróże śladem historii, czy parków narodowych, kończąc na zbiorze 101 gotowych wycieczek. Zdecydowałam się na trzy ostatnie i jestem bardzo zadowolona.

Nawigatory bardzo rzetelnie opisują wszystkie miejsca, które warto byłoby zobaczyć, zawierają przejrzyste mapy i plany, a do tego znajduje się w nich mnóstwo pięknych zdjęć, które jeszcze bardziej zachęcają do podróżowania.

Jedyne zastrzeżenie mam do jakości papieru, bo ten przypomina mi trochę gazetowy. Nie ujmuje to jakości zdjęć i o ile będziemy pilnować by nie startować do niego z mokrymi, bądź tłustymi palcami, to powinien służyć nam przez długie lata. Warto wspomnieć też o tym, że na stronie wydawnictwa Carta Blanca znajdziemy wiele innych przewodników, w bardzo atrakcyjnych cenach. Za moje zapłaciłam jedynie 19,90 (no ale wiadomo, "W Biedronce codziennie niskie ceny").

Kolejna seria przewodników zabierze nas już troszkę dalej, bo do największych i najpiękniejszych miast różnych krajów. Bez zastanowienia mogę przyznać, że jest to moja ulubiona seria, i bardzo żałuję, że zamyka ona w sobie tylko osiem miast i nie rozwija się dalej.



Mówię tu oczywiście o serii "Miejskie opowieści" wydawnictwa National Geographic.


Przygoda z tymi książkami to przyjemność sama w sobie. Każdy z przewodników oferuje nam 24 trasy wycieczek, dzięki którym poznamy najciekawsze i najbardziej warte odwiedzenia miejsca. Od razu zwróciłam uwagę na piękny styl i język jakim są napisane. Pomimo tego, że zawierają bardzo rzetelne i konkretne informacje, to nie czyta się ich jak encyklopedii.

Czytając mamy wrażenie jakbyśmy podążali ulicami wielkich miast z przewodnikiem, który w piękny sposób opisuje miejsca, wplatając w tekst ciekawostki, miejskie legendy, czy tajemnice. Podróż tę umilają nam liczne, przepiękne zdjęcia, które są niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Zdjęcia robione z ciekawej perspektywy i pod zupełnie innym kontem. Zdjęcia których nie znajdziemy nigdzie indziej.

Wszystko wydane jest na bardzo porządnym papierze, co dodatkowo zachęca do kupna. Obecnie dostać je możemy na Allegro, w niektórych księgarniach internetowych, bądź szperając w Składach Taniej Książki. 

Swoją podróż zakończyć możemy na krańcu świata, na który zabierze nas Martyna Wojciechowska w serii "Kobieta na krańcu Świata". 

Nie dość, że poznamy tajemnicze, ciekawe i wcześniej nieznane miejsca, to również zagłębimy się w historie wyjątkowych kobiet, z którymi Martyna spotyka się osobiście.

Uwielbiam książki Martyny Wojciechowskiej, bo pisze ona w taki sposób, w jaki ja chciałabym poznać te wszystkie miejsca. Bardzo ciekawie opowiada, nie ubarwiając zbytnio, za co bardzo ją cenię. Można wyczuć, że dla autorki, to nie tylko praca, ale również pasja i miłość do podróży. Ze względu na to, że wydawcą jest National Geographic, nie muszę już chyba wspominać o tym, że zdjęcia zawarte w książkach zapierają dech w piersi, a jest ich całe mnóstwo. 

Oczywiście na da się w ten sposób zastąpić prawdziwej podróży i możliwości zobaczenia wszystkiego na własne oczy, również własne zdjęcia zawsze są piękniejsze od tych książkowych, lecz na pewno jest to dobry sposób, by bez możliwości wyjazdu, odwiedzić ciekawe zakątki. Osobom wracającym właśnie z wakacji, pomogą również zachować wspomnienia na dłużej. Więc nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam spacer do okolicznej księgarni i odnalezienie swojej, niepowtarzalnej serii podróżniczej. 

wtorek, 10 lipca 2012

Blogerki lubujące się w kosmetykach mają swoich kosmetycznych ulubieńców miesiąca...

Szafiarki mają swoje modowe inspiracje miesiąca...

A ja mam swój czerwcowy stosik, czyli to, czym raczyłam się przez cały czerwiec :)

Czerwiec był dla mnie bardzo aktywnym miesiącem i miałam niewiele czasu. Nie przeszkodziło mi to jednak coś tam poczytać. Wśród książek, z którymi spędzałam wolniejsze, czerwcowe chwile znalazły się:

"Jeden dzień" Davida Nichols'a,  znalazł się wśród moich ulubieńców, a po książki samego autora będę sięgać za każdym razem, gdy na jakąś trafię. Bardzo dobrze napisana, fantastycznie ujęta historia, która obejmuje 40 (!) lat... wszystko opisane jest w sposób interesujący i wciągający. 



O Emily Giffin wspominałam już nie raz i po raz kolejny wspomnę o tym, ze zdecydowanie jest jedną z tych pisarek, po których książki sięgam, bez wcześniejszego czytania opisu... Recenzje "Coś pożyczonego" i "Coś niebieskiego" znajdują się już na moim blogu, a już zapewne wkrótce dołączy do nich recenzja "Sto dni po ślubie". Jak zwykle autorka nie zawiodła i tylko ona jedna potrafi połączyć szarość dnia codziennego, pracę i lekką historię skomplikowanej miłości tak, by wszystko ze sobą współgrało i nie pozwalało odejść od książki. 

Stephena Kinga chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Niekwestionowany król horroru, twórca niespełna sześćdziesięciu powieści, z których większość została zekranizowana. I tu wielkie moje zaskoczenie, gdy po kolejnej przygodzie z twórczością tego autora, coraz niebezpieczniej zbliżam się do stwierdzenia, że to nie jest autor dla mnie. Przygodę rozpoczęłam z "Mroczną wieżą", która delikatnie mówiąc nie złapała mnie za serce, muszę stwierdzić, że po "Wielkim marszu" chyba na jakiś czas dam sobie spokój z tym pisarzem...



Na "Imperium Google" Larsa Reppersgaarda trafiłam podczas jednego z częstych buszowań po składzie taniej książki. Od momentu, gdy na pierwszym roku studiów obejrzałam film przedstawiający pracę w tej wielkiej korporacji, postanowiłam poszukać czegoś na własną rękę i przyznam się szczerze, że myślałam, że ta książka będzie właśnie tym, czego szukam. Opis z tyłu książki okazał się jednak mylący, bo z tej pozycji nie dowiemy się zbyt wiele o samej firmie Google, ani o ludziach, którzy w niej pracują, nie mówiąc już o opisie samej pracy, a jedynie o metodach jakimi pracują, sposobie segregowania i pozycjonowania danych i innych ciekawostkach technicznych.



Odkąd pierwszy raz trafiłam na "Kobietę na krańcu świata" Martyny Wojciechowskiej, stała się ona dla mnie lektura numerem jeden wśród książek podróżniczych. Każda kolejna część podobała mi się równie mocno. Sam styl pisania Martyny Wojciechowskiej jest bardzo ładny, ale prosty, a liczne, przepiękne zdjęcia zabierają nas w zakątki świata, o których nawet nie zdawałam sobie sprawy, że takie istnieją. 



Z "Księgą wszelkich dokonań Sherlocka Holmesa" postanowiłam zmierzyć się już w styczniu, zaraz po tym jak ją kupiłam, jednak ze względu na jej objętość i gabaryty, co jakiś czas odkładałam ją, by nie znudzić się przygodami tego barwnego bohatera. W czerwcu moja przygoda ze sławnym detektywem dobiegła końca, gdyż przeczytałam ostatnią już stronę tej opasłej księgi. Teraz już wiem dlaczego fikcyjna postać Sherlocka Holmesa doczekała się większej ilości biografii od samej Marilyn Monroe. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić wszystkich już wkrótce na szczegółowe recenzje czerwcowych ulubieńców. Tymczasem biorę się za kompletowanie stosika lipcowego :)

No i twardo idę w zaparte podejmując wyzwanie, ponieważ wszystkie książki z tego miesiąca pochodzą z mojej półki :)

poniedziałek, 09 lipca 2012

       

 



      Suzanne Collins urodzona  w 1963 roku jest amerykańską pisarką i scenarzystką telewizyjną.

Swoją pisarską karierę rozpoczęła w 1991 roku jako twórczyni telewizyjnych programów dla dzieci. Zanim stworzyła bestsellerową powieść"Igrzyska Śmierci", będącą pierwszą częścią trylogii o mieszkańcach futurystycznego państwa Panem, napisała kilka bajek i opowiadań, a w końcu zasłynęła pięcioczęściowym cyklem kronik o podziemnym świecie i Gregorze - chłopcu, który odkrywa nieznane nikomu obszary. Obie serie przez wiele tygodni utrzymywały się na liście bestsellerów The New York Times, zyskując pozytywne recenzje zarówno krytyków, jak i czytelników.

      W maju 2010 roku magazyn "TIME" zaliczył Collins do setki najbardziej wpływowych ludzi świata.

      Fabuła opisuje losy mieszkańców Panem, futurystycznego państwa składającego się z Kapitolu (stolicy) i dwunastu dystryktów, stworzonego na ruinach Stanów Zjednoczonych Ameryki. Co roku władze państwa organizują Show, do którego każdy z dwunastu dystryktów musi w drodze losowania wyznaczyć chłopca i dziewczynę w wieku od 14 do 18 roku życia, którzy zostaną odesłani na szkolenie, po którym trafią na sztucznie stworzoną arenę, na której zawalczą o główną nagrodę, czyli własne życie.

      Jedną z głównych bohaterek jest Katniss Everdeen, która stanie przed jednym z najtrudniejszych wyborów: miłość, przyjaźń, czy życie... 

Wszystkie trzy tomy czyta się jednym tchem, bez czasu na oddech. Akcja zapiera bowiem dech w piersiach, a zdarzenia, które mają miejsce nie mieszczą się w głowie. Niestety mimo iż książka opowiada o wizji futurystycznego państwa, nie trudno byłoby wyobrazić sobie takiej rzeczywistości. Autorka bardzo sprytnie przeplata tu fikcję z rzeczywistością, a wartości moralne z głupotą i ludzkim wypatrzeniem. Warto wspomnieć, że w każdym kolejnym tomie historia się rozwija, a akcja zagęszcza i staje się jeszcze bardziej ciekawa. 

      Na wielką pochwałę zasługują styl i język, jakim posługuje się autorka. Język ładny, ale prosty, trafiający bez problemu do wszystkich, bez względu na płeć, czy wiek. Narratorką książki jest główna bohaterka Katniss, która opowiada nam całą historię. Czytając książkę mamy wrażenie, że faktycznie jest nam ona opowiadana.

      Każda z trzech części podzielona jest na rozdziały, które sprawnie przechodzą jeden w drugi, dzięki czemu odejście od lektury nie zaowocuje zgubieniem wątku. 

      Osobiście nie rozumiem dlaczego książka promowana była, jako powieść dla młodszych czytelników, co początkowo mnie zmyliło i zniechęciło po sięgnięcie po nią. Moim zdaniem jak najbardziej powinna trafić w ręce osób starszych, gdyż skłania do myślenia i zastanowienia się nad faktycznymi wartościami moralnymi. Po przeczytaniu tej książki, już chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości, co do hierarchii życiowych spraw. 

      Po przeczytaniu Igrzysk Śmierci, bez zastanowienia mogę stwierdzić, że jest to jedna z najlepszych powieści, jakie w ogóle wpadły mi w ręce. Książka na rynku dostępna jest od 2009 roku, jednak dopiero wieść o tym, że w 2012 roku powstanie jej ekranizacja, zaowocowała wielkim szałem, co znów poskutkowało wykupieniem niemal wszystkich egzemplarzy książek z Wrocławskich księgarni. Czegoś takie jeszcze nie widziałam. Chyba nawet ostatnia część Harrego Pottera nie zrobiła takiej furory. Samą ekranizację obejrzałam w dniu premiery (oczywiście uprzednio czytając książkę) i zaliczam ją do udanych. Fenomenalna gra Jennifer Lawrence, odtwórczyni głównej roli, czyli Katniss potęguje efekt. Książka w ekranizacji jest wiernie oddana, choć bez czytania powieści, niektóre elementy mogą nie być zrozumiałe, bądź zrozumiane źle. Z wielką ciekawością czekam na ekranizację drugiej części. A sfilmowania trzeciej części, to już właściwie sobie nie wyobrażam. 

      Polecam wszystkim i ostrzegam, gdy raz sięgniecie po tę książkę, nie odejdziecie od niej aż do ostatniej strony. 


KONTAKT:

dominika.chachulska@interia.pl