piątek, 26 czerwca 2015

 

James Frey, to amerykański pisarz i twórca mediów. Jego ciężka przeszłość, pełna narkotyków i alkoholu przysporzyła mu tylu doświadczeń, że postanowił je spisać i wydać. Tak powstało „Milion małych kawałków”, o których dziś opowiem.

 

Na zdjęciu James Frey

 

Zaczął pić jako dziesięciolatek, ćpać niewiele później. W wieku 23 lat w skrajnym wyczerpaniu i w zasadzie będąc jedną nogą na tamtym świecie trafił do ośrodka leczenia uzależnień. Przy pomocy dwunastu kroków starał się wyjść z uzależnienia i odzyskać życie. Poznał tam zarówno przyjaciół, jak i wrogów. Przeżył niejedno. Czy jesteście w stanie wyobrazić sobie leczenie kanałowe bez znieczulenia? Nie? Ja też, ale o tym jak to jest Frey może już opowiadać z własnego doświadczenia. Starając się nie poddać uciekał się do najróżniejszych sposobów, takich jak na przykład wyrywanie paznokci żywcem, czy demolowanie wszystkiego dookoła.  

Poznajemy zarówno życie Jamesa na odwyku, jak i jego przeszłość opowiedzianą w formie wspomnień. Poznajemy jego znajomych z odwyku, jak i ich historie. Wszystko opisane bardzo charakterystycznym językiem, nadającym książce charakteru i autentyczności. Za sprawą Oprah Winfrey, która książką była zachwycona i zaczęła o niej mówić, ta stała się w bardzo krótkim czasie światowym bestsellerem. 

No i gdyby na tym zakończyć, to mielibyśmy do czynienia z naprawdę fenomenalną autobiografią, napisaną oryginalnym stylem i z ogromną szczerością. No, ale niestety. Zaintrygowana postacią Jamesa Freya zaczęłam szukać większej ilości informacji na jego temat i pierwsze co znalazłam, to publikacje dziennikarzy, znajomych autora, czy nawet osób z jego bardzo bliskiego otoczenia, którzy wprost zarzucają mu fabrykowanie faktów. Bo jak się okazuje, wiele sytuacji z książki nigdy nie miało miejsca, część jest mocno podkolorowana, a sam autor nie jawi się tak, jak sam siebie opisał. Początkowo Frey z zarzutami walczył twierdząc, że był wtedy w takim stanie, że mogła zawieść go pamięć i mógł coś przeinaczyć. Dowody jednak zaczęły się piętrzyć, coraz więcej osób potwierdzało wersje poprzednich oskarżycieli i w końcu autor przyznał, że tak jest to fikcja literacka. Przyznał, że tworząc tę książkę zakładał, że będzie to powieść i tylko niektóre elementy miałyby pokrywać się z faktami z jego przeszłości. Dlaczego więc nazwał to swoją autobiografią? Dlaczego wprost nie powiedział, że na podstawie swoich przeżyć stworzył powieść?  Źli doradcy? Myśl, że może się uda? Nie wiem, ale wiem, że książka straciła w moich oczach i teraz wiem, że czasem nie należy zbyt drążyć. Mimo to, książkę polecam. Tylko uważajcie, bo jest ostra, jak nóż.

 

Tagi: James Frey
20:08, dom.cha
Link Dodaj komentarz »


KONTAKT:

dominika.chachulska@interia.pl