czwartek, 13 marca 2014

Okładka książki Tajemnica Brokeback Mountain

Annie Proulx jest jedną z najbardziej docenianych amerykańskich pisarek i dziennikarek. Naprawdę nazywa się Edna Annie Proulx. Zdobyła nagrodę Pulitzera i National Book Award. Jest autorką takich książek jak: "Kroniki Portowe", "As w rękawie", "Pocztówki", "Akordeonowe zbrodnie" oraz "Pieśń serca". Nagrodzone przez National Magazine opowiadanie "Tajemnica Brokeback Mountain" to moja pierwsza styczność z tą autorką. 

Sięgając po opowiadanie "Tajemnica Brokeback Mountain" wiedziałam, że będzie dość trudne i na pewno ciężkie w odbiorze. Już sam fakt, że dotyka tematu homoseksualizmu w najbardziej niesprzyjającym otoczeniu, jakim bez wątpienia jest naznaczone homofobią wiejskie środowisko Wyomingu dało mi pewność, że nie może być tu mowy o czymś lekkim i przyjemnym. Mimo wszystko Proulx i tak udało się mnie zaskoczyć.

Ennis del Mar po stracie rodziców został wychowany przez starsze rodzeństwo. Bez wykształcenia, pieniędzy oraz perspektyw na przyszłość, za to z zadłużonym gospodarstwem postanowił poszukać pomocy  w Biurze Zatrudnienia Pracowników Farm i Rancz. Tam poznał Jacka Twista równie biednego i mającego nadzieję na lepszą przyszłość wiejskiego, młodego mężczyznę. Zostali obaj oddelegowani do pilnowania owiec u szczytu gór. Nie była to praca trudna, lecz na pewno pełna wyrzeczeń. Uziemieni na górskich szczytach, mając namiot za dom szukali rozrywki w alkoholu i rozmowie. Kiedy w najmniej oczekiwanym momencie zapłonęli do siebie ognistą namiętnością byli tym tak samo zszokowani, co rozeźleni. Nie mogąc sobie tego w żaden sposób wytłumaczyć, ani poradzić sobie z zaistniałą sytuacją, postanowili uciec od problemu i rozejść każdy w swoją drogę. Los jednak miał co do nich zupełnie inne plany. Nie mogli wiedzieć o tym, jak tragiczne będą tego konsekwencje. 

Najcięższe w całym opowiadaniu były opisy brutalnego momentami seksu. Bardzo dosadne i surowe, które budziły we mnie ogromne obrzydzenie. Nie chodzi tu o homoseksualizm w tle, a o użycie bardzo ostrych słów i okropne okoliczności w jakich autorka te sceny obsadziła. Momentami myślałam, że nie podołam przeczytać ani jednego zdania więcej. Klimatu surowości i autentyczności dodawały też proste dialogi, zupełnie odpowiednie dla otoczenia. Bardzo łatwo można było się dzięki nim wczuć w panujący klimat. Zabrakło mi trochę opisów okoliczności przyrody, ale pewnie nie na tym chciała się skupić Proulx. 

Po przeczytaniu tych niespełna sześćdziesięciu stron czułam ulgę, ale również niedosyt. Zabrakło mi rozwinięcia niektórych wątków, które moim zdaniem zasługiwały na większą uwagę. Nie byłam również usatysfakcjonowana zakończeniem. Wydaje mi się, że mogło być ono bogatsze. Niestety są to główne powody dla których nie często sięgam po opowiadania. Rzadko trafia się na takie, które nie pozostawiają niedosytu. 

Czy jednak mimo wszystko poleciłabym to opowiadanie? Myślę, że z całą pewnością tak. Po pierwsze dlatego, że jest to dobre studium osoby nie potrafiącej poradzić sobie z własnymi uczuciami, a po drugie dotyka ono bardzo trudnego tematu braku tolerancji. Może ciężko jest nam w to uwierzyć, ale są jeszcze miejsca na ziemi, gdzie homoseksualizm traktowany jest jak choroba i zwalczany, jak najgorsza zaraza. To opowiadanie, to trudna, ale zdecydowanie potrzebna lekcja. 




Ciekawa jestem ekranizacji, która została nazwana wybitną i przełomową w dziejach kinematografii. Obsypana wieloma nagrodami oraz nominowana do Oscara w aż siedmiu kategoriach. Nie jestem jednak pewna, czy po tak ciężkiej lekturze, chciałabym już teraz zmierzyć się z jej obrazem. 

poniedziałek, 03 marca 2014

Najkrótszy miesiąc w roku okazał się dla mnie bardzo obfity w dobre i bardzo dobre książki. Co prawda trafiło się kilka słabszych pozycji, no ale nie narzekajmy. Zawsze pod koniec miesiąca, kiedy patrzę na przeczytane książki mniej więcej wiem, jakie były moje preferencje i co najbardziej chodziło mi po głowie. Patrząc na stosik lutowy jedyne co przychodzi mi do głowy to albo to, że zwariowałam albo co najmniej mam wahania nastrojów. No cóż, przejdźmy zatem do rzeczy.

Okładka książki Wybór

Sama nie wiem co takiego jest w książkach Sparksa, ale to "coś" bardzo mi się podoba. To nazwisko jest dla mnie zawsze zapowiedzią dobrej, choć lekkiej i niewymagającej lektury. Tym razem jednak troszkę się zawiodłam. "Wybór" okazał się przewidywalny i momentami nużący. Ze wszystkich książek Sparksa, które do tej pory przeczytałam ta jest najsłabszą.  

Okładka książki Houston, mamy problem

Humor za to zdecydowanie poprawiłam sobie "Houston, mamy problem" Katarzyny Grocholi. Tym razem autorka zafundowała nam coś zupełnie innego, jak do tej pory. Głównym bohaterem książki jest mężczyzna i to właśnie z jego perspektywy poznajemy całą historię. Książkę tę na wpół czytałam, na wpół słuchałam. Był to pierwszy mój audiobook i za sprawą genialnego Wojciecha Mecwaldowskiego zachęcił mnie do dalszego czytania uszami :) Książka jest świetna i godna polecenia. 

Okładka książki Przeminęło z wiatrem

Film kupiłam coś około roku temu i cały czas czekałam z jego obejrzeniem, aż przeczytam książkę. Jednak jakoś ciężko było mi się za nią zabrać i w końcu w towarzystwie przyjaciółki i ekhm... dwóch butelek wina obejrzałyśmy nagrodzony licznymi Oscarami obraz z Vivien Leigh i Clarkiem Gable'm w rolach głównych. Film bardzo mi się podobał, ale miałam nieodparte (jak się potem okazało słusznie) wrażenie, że ekranizacja nie była pełna, że pewne tematy były tylko tknięte i czułam pewien niedosyt. Postanowiłam więc przeczytać jednak dzieło Margaret Mitchell. Książka mnie wciągnęła bez reszty i choć trudno mi samej w to uwierzyć przeczytałam ją w zaledwie dwa popołudnia. Oczywiście okazała się milion razy lepsza od filmu. Piękna historia!

Okładka książki Niezbędnik obserwatorów gwiazd

Dzięki kuponowi (który znalazłam w czeluściach mojej skrzynki mailowej) na dwa darmowe e-booki  zdobyłam wydaną niedawno w Polsce książkę Matthew Quick'a "Niezbędnik obserwatorów gwiazd". Nie wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać, więc podeszłam bez żadnych absolutnie oczekiwań. Książka okazała się genialna i kompletnie mnie oczarowała. Bez wahania oceniłam ją na 10/10 co u mnie nie zdarza się często. Wspaniała, choć trudna historia. 

Okładka książki Poradnik pozytywnego myślenia

Oczarowana "Niezbędnikiem obserwatorów gwiazd" tego samego autora od razu postanowiłam sięgnąć po "głośniejszą" i bardziej docenioną pozycję, jaką bez wątpienia był "Poradnik pozytywnego myślenia". Niestety zawiodłam się. Książka okazała się co najwyżej średnia. Teraz wiem, że jej sukces polegał głównie na ogromnym szumie wokół ekranizacji.... choć co do tej, to nie wiem na ile elastycznym słowem jest ekranizacja, ale tutaj naciągnęli ją do granic możliwości, gdyż film nie ma zbyt wiele wspólnego z samą książką. 

Okładka książki Gwiazd naszych wina

Sięgając po "Gwiazd naszych wina" wydawało mi się, że wiem o czym będzie, jak się rozwinie i czym się skończy. Całkowicie się pomyliłam, a sama książka zaskoczyła mnie jak chyba żadna do tej pory. Wspaniała, cudowna i piękna! Z niecierpliwością czekam na ekranizację!

Okładka książki Drugi oddech

No i tutaj znów ta sama historia co w przypadku "Przeminęło z wiatrem". Książka leżała i leżała, aż w końcu postanowiłam po nią sięgnąć. Czytało mi się ją dość trudno, choć była wciągająca. Ze zgrozą muszę stwierdzić, że film podobał mi się chyba jednak troszkę bardziej, choć książka była oczywiście dokładniejsza.

Okładka książki Porwana i sprzedana

Bardzo ciężka książka opowiadającą historię dziewczyny, która po bardzo trudnym dzieciństwie próbuje odnaleźć szczęście w wymarzonej pracy opiekunki małych dzieci. Niestety jej marzenia nie zostaną spełnione, gdyż porwana z lotniska stanie się jedną z wielu dziewczyn zmuszanych do okrutnej pornografii. I choć wiem, że zabrzmi to strasznie, to jednak nie prostytucja okaże się największym złem dla Sary. 

Okładka książki Tajemnica Brokeback Mountain

Jedno z cięższych opowiadań jakie czytałam. Bardzo trudny temat homoseksualizmu w skażonym homofobią wiejskim środowisku Wyomingu. 

Okładka książki Drogie życie

Nie często sięgam po opowiadania, bo rzadko zdarza się takie, które nie pozostawia uczucia niedosytu. Po tym jak przyznanie Nagrody Nobla z dziedziny literatury Alice Munro podzieliło opinię na tych, którzy uważają tę decyzję za słuszną i tych, którzy twierdzą zupełnie odwrotnie postanowiłam sięgnąć z ciekawości, po której stronie ja się opowiem. Dziś już wiem, że jak opowiadania, to tylko Alice Munro. Kompletne i pełne, tak je mogę opisać. A sama autorka jest według mnie mistrzynią krótkiej formy.

Okładka książki Hobbit, czyli tam i z powrotem

Nie potrafię znaleźć słów, jak bardzo byłam głupia, że nie przeczytałam akurat tej lektury w liceum. Pamiętam, że zaczytywałam się wtedy w książki o wojnie i holocauście i dzieło Tolkiena nijak mi się w ten deseń wpisywało. Na szczęście poszłam po rozum do głowy i zaległość nadrobiłam.

Recenzje wszystkich książek postaram się sukcesywnie i regularnie dodawać w kolejnych postach. A jak wyglądał wasz luty pod względem lektury?


KONTAKT:

dominika.chachulska@interia.pl