wtorek, 28 lutego 2012



 

Kolejna fenomenalna książka Emily Giffin, czyli jednej z moich ukochanych autorek. 

"Coś niebieskiego" to dalsze losy Rachel i Darcy, choć tutaj inicjatywę przejmuje Darcy i to właśnie z jej perspektywy poznajemy wydarzenia ostatnich tygodni z jej przygotowań do ślubu oraz to co wydarzy się potem. 

Żadna z nas nie chciałaby zostać postawiona przed ciężkim wyborem miłość czy przyjaźń, bo tu nie ma dobrych wyborów, a jedynie te złe i gorsze. Darcy zdecydowała, nie wiedząc, że jej najlepsza przyjaciółka również dokonała wyboru. Splot niespodziewanych zdarzeń, które są ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich, decyduje o tym, że Darcy postanawia coś w swoim życiu zmienić. Choć jej natura jest dość bezkrytyczna wobec samej siebie, to wkrótce przekona się, że nawet z niebanalną urodą mało istotnych w życiu rzeczy zależy od nas. Uciekając się do mniejszych, czy większych podstępków, postanawia porzucić dotychczasowe życie i wyjechać. Podczas tego wyjazdu dowie się bardzo wiele o sobie i o tym, jak łatwo można zatracić sens i wpaść w błędne koło życia. Zatrzymując się u przyjaciela, postanawia zmienić wszystko. Szuka pracy i nowych przyjaciół, choć początkowo nie przychodzi jej to łatwo. Wierząc w swoje wielkie szczęście wymyśla sobie swojego idealnego, bogatego, oczywiście, mężczyznę i co mnie nie zdziwiło w ogóle, spotyka go naprawdę. Wtedy jednak, Darcy przekonuje się, że to nie o to chodziło, a ona sama odkrywa prawdę, która zaskoczy wszystkich, a już na pewno ją samą.

Przyznam się szczerze, że "Coś pożyczonego" bardzo mi się podobała i nie wiedziałam do końca, czy chcę poznać historię z perspektywy Darcy. Nie da się ukryć, że w tej powieści jest ona raczej negatywną postacią, budzącą niemiłe uczucia. I nawet nie wiem jak bardzo dziękować swojej intuicji, że jednak skłoniła mnie do sięgnięcia po tę książkę, ponieważ okazała się fenomenalna i jeszcze cudowniejsza, od pierwszej części przygód dwóch przyjaciółek. Poza obserwowaniem wielkiej przemiany, jaka dokonuje się w Darcy, poznajemy także trochę samych siebie, gdyż każda z nas odnajdzie w sobie troszkę z niej samej. "Coś niebieskiego" to powieść przepełniona wielkimi uczuciami, których nie da się przekazać w recenzji,choćby nie wiem  jak dobra ona była, to po prostu trzeba poczuć czytając tę książkę. 

Specyficzny styl i język jaki z pewnością posiada autorka, sprawia, że z wielką łatwością i nie małą przyjemnością czytamy tę powieść na jednym wdechu. Nie jest ona męcząca, czy też nudnawa, jak to często bywa w tego rodzaju powieściach i dlatego kończąc czytać mamy ochotę na więcej takich własnie książek. 

Bardzo chciałabym zachęcić was do sięgnięcia po te dwie pozycje, bo jestem pewna, że oprócz wspaniałego relaksu z fantastyczną lekturą, odnajdziemy w niej troszkę samych siebie i docenimy też to, co do tej pory bywało pewnie powodem do narzekań niejednej z nas. Nie jest to oczywiście nic w stylu "Sekretu", czy innych tego typu książek pozwalających odnaleźć szczęście w sobie, także nie musicie się obawiać.

Zachęcam i gorąco polecam. Ja się skusiłam i zdecydowanie są to teraz dwa numery jeden w mojej biblioteczce, choć oceniając bardzo szczerze, "Coś niebieskiego" podobało mi się nawet bardziej. Polecam!

Ps. Przepraszam za tak ogólną recenzję, ale bardzo mi zależało, żeby nie zdradzić zbyt wiele, by nie zepsuć wam przygody ani z "Coś pożyczonego", ani "Coś niebieskiego". Myślę, ze te osoby, które się skuszą i sięgną po książkę, zrozumieją, dlaczego tak bardzo mi na tym zależało. Mam nadzieję, że pomimo tego, że pominęłam wiele szczegółów, to recenzja stanie się dla was przydatna i treściwa. Pozdrawiam!

środa, 15 lutego 2012



Emily Giffin po ukończeniu studiów na wydziale prawa zamieszkała w Nowym Jorku, w którym to podjęła pracę w dużej firmie prawniczej. Praca ta była pełna sukcesów, jednak dla Giffin życie w wielkim mieście, pod presją było wręcz niemożliwe. Zdecydowała się na odważny krok i diametralnie zmieniła swoje życie. Z centrum "Wielkiego Jabłka" przeniosła się do spokojnej Anglii, by swą dotychczasową prawniczą karierę zamienić na realizacje swojej największej pasji - pisania. W taki oto sposób spod jej pióra wypłynęły same bestsellery, w których zakochałam się bez pamięci. A wśród nich mamy takie pozycje jak: "Dziecioodporna" , "Coś pożyczonego" , "Coś niebieskiego" , "Sto dni po ślubie" i najnowsze dzieło tej wspaniałej autorki "Siedem lat później"

Tematyka opiera się o bardzo trudny temat, jakim bez wątpienia jest konflikt interesów między przyjaźnią, a miłością. Autorka szczerze i z pełnią uczuć opisuje nam studium zachowania ludzkiego w momencie, kiedy życie stawia nas przed jednym z największych wyborów. Kiedy wybrać możemy tylko jedno, wiedząc że drugie przepadnie bezpowrotnie, przenosimy się w głąb własnego ja i nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę tam znajdziemy.

"Coś pożyczonego", to historia dwóch przyjaciółek Rachel i Darcy.  Znają się od dziecka i przyjaźnią od zawsze, choć są zupełnie inne. Rachel odpowiedzialna dziewczyna, która stawia naukę i rozwagę ponad wszystko i Darcy dla której priorytetem jest dobry wygląd, szczupła talia, oryginalne ubrania no i oczywiście bogaty facet.  Dex odpowiada temu wzorowi bez wątpienia. Bogaty, wykształcony ze świetną karierą. Rachel zakochuje się w nim, choć nie dopuszcza do siebie tej myśli, kiedy jednak to z Darcy Dex postanawia się umówić, Rachel postanawia nie ingerować. Jednak los płata tej trójce figla i tuż po zaręczynach Dexa i Darcy, Rachel wdaje się w płomienny romans z Dexem, dla którego nie jest to przelotny numerek. Jak potoczą się losy bohaterów? Czy zwycięży serce, czy rozsądek? O tym dowiecie się, czytając tę wspaniałą historię.

Książka jest napisana bardzo prostym i przyjaznym językiem. Uczucia, którymi emanuje od pierwszych stron sprawiają, że czujemy się tak, jakby ktoś nam opowiadał tą historię, a my bylibyśmy tylko biernymi słuchaczami. Na początku może wam się wydawać, że język jest tak prosty, że aż banalny (za tą sugestię dziękuję Patrycji :) ), ale treść sprawi, że wczujecie się i pokochacie każde zdanie. 

Pozycja ta podzielona jest na rozdziały, przez co łatwo przechodzi się między wątkami. Lepszych wrażeń dostarcza nam również pierwszoosobowa narracja, (historię opowiada Rachel). Definitywnie pod koniec książki akcja znacznie sie zagęszcza, rozdziały stają się krótsze, a emocje sięgają zenitu (z trudem powstrzymywałam się od zajrzenia na ostatnią stronę).

Z początku odnosimy wrażenie, że jest to typowe romansidło, którego nie można zaliczyć do ambitnej literatury, jednak jest to odczucie jak najbardziej błędne. Czy jest to literatura mniej, czy bardziej ambitna pozostawiam do decyzji  wam, bo zależy  również co w literaturze jest dla nas ważne, a co według naszej opinii  zaniża jej poziom. Jednak na pewno nie możemy nazwać tego tanim, banalnym romansidłem. 

Ciężko jest mi powiedzieć ile razy będąc w księgarni brałam tę książkę do rąk i odkładałam. Nic mnie w niej nie pociągało, myślałam że to kolejna nic nie warta amerykańska love story, w niczym nie przypominająca rzeczywistości. Któregoś dnia zobaczyłam ją jednak w składzie tanich książek, za oszałamiające 10 zł, więc pomyślałam "czemu nie?"  Teraz jednak wiem, że dałabym za nią każdą cenę, bo książka okazała się jedną z lepszych jakie czytałam. Bardzo życiowy, realny obyczaj z nutą zagmatwanej dość sytuacji miłosnej. W tej kategorii, jest to dla mnie książka marzenie. 

Na pewno dużym plusem jest cena książki. Wydawnictwo Otwarte serwuje nam ją w   wielu wariantach. Do wyboru mamy co najmniej dwa rodzaje graficzne okładki (tylko miękkiej) oraz wersję pocket. W normalnym rozmiarze jej cena waha sie między 22, a 32 zł w zależności gdzie kupimy, wersja kieszonkowa kosztuje jednak zaledwie 9,90. Można poszukać również w tańszych księgarniach, takich jak między innymi "Dedalus", gdzie normalna wersja kosztuje tyle co pocket. 

Jedyne, co w książce mi się nie podobało, to jakość papieru oraz klejenia. Nie wiem, czy tylko mój egzemplarz jest taki, czy cała seria, ale jakość papieru była bardzo słaba, a po jednym przeczytaniu okładka nosiła już znamiona, pomimo że zawsze staram się dbać możliwie o książki. 

Nie mam nic do zarzucenia jeżeli chodzi o treść i przekład. Wszystko ze sobą wspaniale współpracuje, a książka jest naprawdę godna polecenia. Naprawdę warto sięgnąć i zagłębić się w jej historię. A gdy już przeczytamy, możemy obejrzeć również film z Kate Hudson w roli Darcy. Bardzo przyjemny i nawet w dużej mierze zgodny z treścią książki, choć na pewno nie oddający takich emocji. 

Zachęcam do lektury.


środa, 01 lutego 2012



Ben Mezrich jest absolwentem Harvardu. Jako amerykański autor odnosi dość spore sukcesy na tym polu. Wiele książek stworzył pod pseudonimem Holden Scott. Znamy go raczej z pozycji z szeregu non - fiction. "Miliarderzy z przypadku", to jego najgłośniejsza książka.

Tematyka książki opiera się o początki sławnego na cały świat portalu społecznościowego, jakim bez wątpienia jest Facebook. Poznajemy jego twórców z tej bardziej prywatnej strony oraz okoliczności, w jakich zrodziła się idea, tego największego internetowego przedsięwzięcia.

"Miliarderzy z przypadku", to sfabularyzowany dokument, poprzedzony bardzo długim i wnikliwy research'em, jaki przeprowadził sam autor. Zagłębiając się w licznych dokumentach oraz aktach spraw sądowych, kropka po kropce starał się ułożyć przebieg wydarzeń tak, by ten jak najbardziej odpowiadał rzeczywistości. W trakcie swojej pracy przeprowadził całe mnóstwo rozmów z osobami, które w większym, bądź mniejszym stopniu miały związek z zaistniałymi wydarzeniami. Główne wątki mają miejsce w murach prestiżowej uczelni, jaką jest Harvard, w klubach Nowego Yorku oraz na przedmieściach Palo Alto, czyli samego serca Doliny Krzemowej, słynącej z największego skupienia geniuszy komputerowych oraz firm tego typu. 

Książka napisana jest w formie rozdziałów o chronologicznej kolejności wydarzeń, zgodnej z rzeczywistością. Język natomiast, jest pierwszą rażącą rzeczą, jaka zniechęca do dalszego czytania. Ben Mezrich pomieszał dwa, bardzo kontrastujące ze sobą style, które w bardzo kłótliwy sposób odciągają naszą uwagę od meritum sprawy. Większość rozdziałów rozpoczyna się bardzo wyniosłym językiem i tu przykład:

"Opustoszały odcinek rzeki Charles, czterysta metrów przejrzystego zielonkawego błękitu, między łukowatą kamienną kładką Weeks Footbridge, a betonowym, wielopasmowym mostem Massachusetts Avenue. Lodowaty akwen wijący się pod szarą czaszą unoszącej się nisko nad wodą mgły. Powietrze do tego stopnia nasycone wilgocią, że trudno stwierdzić, gdzie kończy się rzeka, a zaczyna niebo."

By zaraz potem przejść w bardzo luźny, podwórkowy wręcz język, z wulgaryzmami na czele. Mi osobiście to połączenie w zupełności nie odpowiadało. Długie, nudzące i zbyt przerysowane opisy (w większości przypadków, w ogóle z resztą nieprzydatne) i nazbyt młodzieżowy slang nie, mogą razem dobrze wyglądać nigdzie. Od siebie jeszcze dodam, że niestety nie są to jedyne uchybienia językowe stosowane przez autora. Liczne, bezsensowne czasem powtórzenia jednego słowa w jednym zdaniu równie niekorzystnie wpływają na jakość czytania.

Jak już wcześniej wspominałam, Mezrich bardzo sensownie poradził sobie z podziałem na rozdziały. Mają one układ chronologiczny. Nie są zbyt długie, co jest zaletą, lecz jest jedna wada, która mi przeszkadzała, to fakt, że często rozdział kończył się w trakcie jakiegoś zdarzenia. Nie widziałam w tym żadnego sensu.

Pozycja ta nie wnosi wiele w nasz zasób wiedzy z tego tematu, jest raczej miłą odskocznią od dnia codziennego. W bardzo przystępny sposób przedstawia nam arkana powstawania największego, pokochanego przez miliony serwisu internetowego oraz przybliża postać samego twórcy i jego pomocników. Czytając, możemy również dowiedzieć się o wielu ciekawych zwyczajach panujących w Harvardzie oraz zgłębić wiedzę na temat bractw studenckich, jakie tam królują. Jest to ciekawy efekt uboczny opowieści o Zuckerbergu.

Uważam, że w porównaniu z innym sfabularyzowanymi dokumentami odnoszącymi się do spraw bardzo teraźniejszych, pozycja Mezricha wypada dość blado. Słaby język oraz niezdecydowanie autora, działają na niekorzyść książki. Autor czasem sprawia wrażenie, ze sam nie wie co chce nam przekazać, podkreślając to przypuszczeniami, np:

"Być może wpatrywał się w te słowa przez kilka minut, rozmyślając, czy rzeczywiście jest sens się za to zabierać. Mógł wypić kolejny łyk piwa, mógł też tego nie zrobić (...)"

lub

"Jechał taksówką, lub może autobusem (...)"

Nie widzę zbytniego sensu, dlaczego autor podkreślał tak rażąco coś, czego nie był pewien. To zachowanie sprawia, że właściwie nie wiemy co jest prawdą, a co tylko domysłami autora, wykreowanymi na potrzeby książki. Dało by się to pominąć, gdyby to była powieść, ale mając do czynienia z dokumentem, jest to raczej nie komfortowe dla czytelnika.

Książka jest ogólnodostępna w większości księgarń stacjonarnych, jak i internetowych. Jej cena, to niespełna 40zł. Niestety kolejną wadą (przynajmniej dla mnie), jest oprawa. Twarda okładka z obwolutą. Nie lubię tego typu zabiegów, ponieważ książkę się najzwyczajniej niewygodnie trzyma. Minusem jest również to, że okładka różni się graficznie od obwoluty i wypada przy niej bardzo niekorzystnie. Ciemnogranatowa okładka, z rozrzuconym czerwonych stanikiem.... no troszkę cienko.

Muszę przyznać, że książka mnie bardzo zawiodła. Czekałam na nią z zapartym tchem, by zobaczyć, jak to faktycznie z tym Facebookiem było i jak tak młoda osoba, jak Mark Zuckerberg radziła sobie z takim obrotem spraw. Niestety niczego podobnego się nie dowiedziałam. Książka raczej skupia się na osobie Eduarda Saverina i Seana Parkera, czyli na pomocnikach Zuckerberga, przybliżając nam ich pogląd na sprawy. O samym Zuckerbergu jest bardzo mało, być może dlatego, że pozycja ta nigdy przez niego nie była autoryzowana, mało tego, on sam nigdy z autorem się nie spotkał. Nie podobało mi się również to, że autor skupiał się na jakimś zdarzeniu, budował atmosferę, po czym przechodził do czegoś zupełnie innego, nie wyjaśniając poprzedniego i nie doprowadzając go do końca. Szczególnie rażące to jest podczas aresztowania Seana Parkera i wyprowadzenia go przez policję ze studenckiej imprezy. Nie wiadomo dlaczego i przez kogo tak się stało.

Gdyby ktoś się mnie zapytał, czy warto przeczytać tą książke, odpowiedziałabym, że warto ze względu na ciekawe fakty jakich się z niej dowiadujemy, nie jednak ze względu na kunszt, z jakim jest napisana, a raczej jakiego w niej zabrakło. Na podstawie książki powstał również film Davida Finchera pod tytułem "The Social Network", który jest ciekawą alternatywą na poznanie tych faktów, bez konieczności czytania średniej jakości książki. Więc decyzję pozostawiam każdemu z osobna.

 


KONTAKT:

dominika.chachulska@interia.pl