wtorek, 29 stycznia 2013

Prezent od Tiffany'ego

Melissa Hill jest autorką wielu bestsellerów docenianych szczególnie w Irlandii i Włoszech. Mieszka w hrabstwie Dublin wraz z mężem i ukochanym psem Homerem. Przyznam szczerze, że „Prezent od Tiffany’ego” to pierwsza jej książka, z jaką się spotkałam, a o samej autorce wcześniej nie słyszałam.

Pałętając się między regałami w mojej ukochanej księgarni, szukałam czegoś lekkiego i przyjemnego na długie, zimowe wieczory. „Prezent od Tiffany’ ego” skusił mnie okładką, opisem z tyłu i akcją osadzoną w świątecznym Nowym Jorku. Pomyślałam: czemu nie? Tak jak wspomniałam wcześniej, to lekkie i nie wymagające czytadło, ale udało mu się, to czego nie udało się Kevinowi, śniegowi i świątecznym lampkom rozwieszonym po całym Wrocławiu – otóż ta książka wprowadziła mnie w świąteczny nastrój.


Fabuła jest bardzo prosta. Na Święta Bożego Narodzenia do Nowego Jorku przyjeżdżają dwaj mężczyźni, Ethan, który ma zamiar oświadczyć się kobiecie, która po śmierci jego żony uczyniła go szczęśliwym, a jego córce przywróciła uśmiech na twarzy i Gary, który korzystając ze szczodrości swojej dziewczyny chce trochę zaszaleć, póki jego firma jeszcze zipie, choć ledwo,  ledwo. Oboje udają się do Tiffany’ ego po prezenty dla ukochanych – Ethan po pierścionek zaręczynowy, Gary po bransoletkę, która zbytnio nie obciąży jego budżetu. W wyniku nieoczekiwanych zdarzeń dochodzi jednak do wypadku, w którym słynne, błękitne pudełeczka z błyskotkami zostają zamienione. Dla Ethan’ a sprawa jest jasna, musi jak najszybciej odzyskać pierścionek i przekazać go ukochanej, ale jak to zwykle w życiu bywa (albo raczej nigdy się tak nie dzieje) nic nie jest na tyle łatwe, na ile mogłoby się wydawać. Zdaje się, że los inaczej sobie to wszystko zaplanował.


Jedno muszę tej książce przyznać, przez jej strony przelatuje się z prędkością Boeinga. Otworzyłam ją na sekundkę i nawet nie zorientowałam się kiedy byłam w połowie. Co do fabuły, to tak jak zwykle bywa w przypadku takich czytadeł lekka, prosta, przewidywalna i nierzeczywista. Nie znaczy to, że książka mi się nie podobała, bo muszę przyznać, że miło spędziłam przy niej czas, choć przyznam szczerze, że po przekroczeniu pięćdziesiątej strony z aptekarską precyzją jesteśmy w stanie stwierdzić, jak będzie wyglądał koniec (no może z jednym, małym zaskoczeniem).

Podsumowując. Nie jest to pozycja dla wymagających i rządnych wrażeń oraz wysublimowanego języka i stylu, ale jeżeli lubicie czasem zagłębić się w lekki obyczaj, dzięki któremu się odprężycie i uciekniecie od codziennych obowiązków, to na pewno bez problemu dobrniecie do ostatniej strony i co najważniejsze, nie sapniecie z ulgą, że już koniec. 

wtorek, 08 stycznia 2013



 

Jako, że pochodzę z małej miejscowości, w której nie było żadnej księgarni, a filia biblioteki była otwarta tylko raz w tygodniu, zdobywanie książek nie było proste. W oddalonej o kilka kilometrów miejscowości, co prawda księgarnia była, jednak tylko z nazwy, ponieważ w rzeczywistości był to sklep papierniczy, wzbogacony o podręczniki szkolne i pomoce naukowe. Samych książek jednak było w niej jak na lekarstwo. Wtedy z pomocą przyszedł Klub Świata Książki.

Początkowo, jako osoba nieletnia korzystałam z konta koleżanki, jednak zaraz po osiemnastych urodzinach założyłam własne konto i pracowałam na swoje rabaty, które dość szybko udało mi się zdobyć. Nigdy nie było dla mnie problemem to, że warunkiem członkostwa było zamówienie co najmniej jednej książki z każdego katalogu. Mój problem polegał na tym, by zdecydować się TYLKO na jedną, co raczej mi się nie udawało i w paczce zawsze było znacznie więcej pozycji, którymi raczyłam się do kolejnego katalogu. 

Uwielbiałam moment, w którym przychodził nowy katalog, z wielką radością zakreślałam pozycje, które mnie interesują i ze zgrozą podliczałam koszt zamówienia. Taką drogą zdobyłam całe mnóstwo wspaniałych książek, które mimo iż są bardzo różnorodne, łączy jedna, wspólna cecha, otóż wszystkie są pięknie i porządnie wydane. Piękne oprawy graficzne, dobre szycie i klejenie oraz bardzo dobrej jakości papier i czcionka idealna do czytania sprawiały, że książki te stanowią do dziś ozdobę mojej biblioteczki. 

Do moich najlepszych zdobyczy, pochodzących właśnie z tego wydawnictwa mogę zaliczyć m. in. pięknie wydaną kolekcję powieści Jane Austen w twardej oprawie z obwolutą:

Romans wszech czasów, który czytałam z wypiekami na twarzy drżąc o wspólne dobro Tatiany i Aleksandra, czyli pięknie wydana w twardej oprawie trylogia Jeźdźca miedzianego:



Nie mogłabym zapomnieć również o wielu książkach uwielbianej nie tylko przeze mnie Manueli Gretkowskiej:

Agent - Gretkowska Manuela Trans - Gretkowska Manuela Europejka - Gretkowska Manuela Miłość po polsku - Gretkowska Manuela

Warto wspomnieć również o zekranizowanej niedawno powieści "Jeden dzień" Davida Nichollsa:

Jeden dzień - Nicholls David

Nie mogę również zapomnieć o tak ekscytującej serii, jaką jest "Obca" Diany Gabaldon:

Obca - Gabaldon Diana Uwięziona w bursztynie - Gabaldon Diana Podróżniczka - Gabaldon Diana Jesienne werble - Gabaldon Diana Tchnienie śniegu i popiołu - Gabaldon Diana Kość z kości - Gabaldon Diana

Tak dobrych i pięknie wydanych pozycji w mojej biblioteczce jest całe mnóstwo i dołączają co raz to nowe, dlatego nie wyobrażam sobie, by miało się to teraz skończyć. Skończyć tak po prostu, bo komuś się biznes nie rozkręcił tak,  jak powinien, nie zarobił tyle,  ile zamierzał, więc koniec. Nie zgadzam się na to, po prostu nie pozwalam :) Dlatego chciałabym zachęcić Was dzisiaj do polubienia strony na Facebook 'u Ratujmy Świat Książki . Może ktoś zauważy, może się zainteresuje i wspólnymi siłami wywalczymy ciąg dalszy tego wspaniałego wydawnictwa. Szczerze na to liczę!


KONTAKT:

dominika.chachulska@interia.pl