|
wtorek, 28 lutego 2012
Kolejna fenomenalna książka Emily Giffin, czyli jednej z moich ukochanych autorek. "Coś niebieskiego" to dalsze losy Rachel i Darcy, choć tutaj inicjatywę przejmuje Darcy i to właśnie z jej perspektywy poznajemy wydarzenia ostatnich tygodni z jej przygotowań do ślubu oraz to co wydarzy się potem. Żadna z nas nie chciałaby zostać postawiona przed ciężkim wyborem miłość czy przyjaźń, bo tu nie ma dobrych wyborów, a jedynie te złe i gorsze. Darcy zdecydowała, nie wiedząc, że jej najlepsza przyjaciółka również dokonała wyboru. Splot niespodziewanych zdarzeń, które są ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich, decyduje o tym, że Darcy postanawia coś w swoim życiu zmienić. Choć jej natura jest dość bezkrytyczna wobec samej siebie, to wkrótce przekona się, że nawet z niebanalną urodą mało istotnych w życiu rzeczy zależy od nas. Uciekając się do mniejszych, czy większych podstępków, postanawia porzucić dotychczasowe życie i wyjechać. Podczas tego wyjazdu dowie się bardzo wiele o sobie i o tym, jak łatwo można zatracić sens i wpaść w błędne koło życia. Zatrzymując się u przyjaciela, postanawia zmienić wszystko. Szuka pracy i nowych przyjaciół, choć początkowo nie przychodzi jej to łatwo. Wierząc w swoje wielkie szczęście wymyśla sobie swojego idealnego, bogatego, oczywiście, mężczyznę i co mnie nie zdziwiło w ogóle, spotyka go naprawdę. Wtedy jednak, Darcy przekonuje się, że to nie o to chodziło, a ona sama odkrywa prawdę, która zaskoczy wszystkich, a już na pewno ją samą. Przyznam się szczerze, że "Coś pożyczonego" bardzo mi się podobała i nie wiedziałam do końca, czy chcę poznać historię z perspektywy Darcy. Nie da się ukryć, że w tej powieści jest ona raczej negatywną postacią, budzącą niemiłe uczucia. I nawet nie wiem jak bardzo dziękować swojej intuicji, że jednak skłoniła mnie do sięgnięcia po tę książkę, ponieważ okazała się fenomenalna i jeszcze cudowniejsza, od pierwszej części przygód dwóch przyjaciółek. Poza obserwowaniem wielkiej przemiany, jaka dokonuje się w Darcy, poznajemy także trochę samych siebie, gdyż każda z nas odnajdzie w sobie troszkę z niej samej. "Coś niebieskiego" to powieść przepełniona wielkimi uczuciami, których nie da się przekazać w recenzji,choćby nie wiem jak dobra ona była, to po prostu trzeba poczuć czytając tę książkę. Specyficzny styl i język jaki z pewnością posiada autorka, sprawia, że z wielką łatwością i nie małą przyjemnością czytamy tę powieść na jednym wdechu. Nie jest ona męcząca, czy też nudnawa, jak to często bywa w tego rodzaju powieściach i dlatego kończąc czytać mamy ochotę na więcej takich własnie książek. Bardzo chciałabym zachęcić was do sięgnięcia po te dwie pozycje, bo jestem pewna, że oprócz wspaniałego relaksu z fantastyczną lekturą, odnajdziemy w niej troszkę samych siebie i docenimy też to, co do tej pory bywało pewnie powodem do narzekań niejednej z nas. Nie jest to oczywiście nic w stylu "Sekretu", czy innych tego typu książek pozwalających odnaleźć szczęście w sobie, także nie musicie się obawiać. Zachęcam i gorąco polecam. Ja się skusiłam i zdecydowanie są to teraz dwa numery jeden w mojej biblioteczce, choć oceniając bardzo szczerze, "Coś niebieskiego" podobało mi się nawet bardziej. Polecam! Ps. Przepraszam za tak ogólną recenzję, ale bardzo mi zależało, żeby nie zdradzić zbyt wiele, by nie zepsuć wam przygody ani z "Coś pożyczonego", ani "Coś niebieskiego". Myślę, ze te osoby, które się skuszą i sięgną po książkę, zrozumieją, dlaczego tak bardzo mi na tym zależało. Mam nadzieję, że pomimo tego, że pominęłam wiele szczegółów, to recenzja stanie się dla was przydatna i treściwa. Pozdrawiam!
środa, 15 lutego 2012
Emily Giffin po ukończeniu studiów na wydziale prawa zamieszkała w Nowym Jorku, w którym to podjęła pracę w dużej firmie prawniczej. Praca ta była pełna sukcesów, jednak dla Giffin życie w wielkim mieście, pod presją było wręcz niemożliwe. Zdecydowała się na odważny krok i diametralnie zmieniła swoje życie. Z centrum "Wielkiego Jabłka" przeniosła się do spokojnej Anglii, by swą dotychczasową prawniczą karierę zamienić na realizacje swojej największej pasji - pisania. W taki oto sposób spod jej pióra wypłynęły same bestsellery, w których zakochałam się bez pamięci. A wśród nich mamy takie pozycje jak: "Dziecioodporna" , "Coś pożyczonego" , "Coś niebieskiego" , "Sto dni po ślubie" i najnowsze dzieło tej wspaniałej autorki "Siedem lat później" Tematyka opiera się o bardzo trudny temat, jakim bez wątpienia jest konflikt interesów między przyjaźnią, a miłością. Autorka szczerze i z pełnią uczuć opisuje nam studium zachowania ludzkiego w momencie, kiedy życie stawia nas przed jednym z największych wyborów. Kiedy wybrać możemy tylko jedno, wiedząc że drugie przepadnie bezpowrotnie, przenosimy się w głąb własnego ja i nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę tam znajdziemy. "Coś pożyczonego", to historia dwóch przyjaciółek Rachel i Darcy. Znają się od dziecka i przyjaźnią od zawsze, choć są zupełnie inne. Rachel odpowiedzialna dziewczyna, która stawia naukę i rozwagę ponad wszystko i Darcy dla której priorytetem jest dobry wygląd, szczupła talia, oryginalne ubrania no i oczywiście bogaty facet. Dex odpowiada temu wzorowi bez wątpienia. Bogaty, wykształcony ze świetną karierą. Rachel zakochuje się w nim, choć nie dopuszcza do siebie tej myśli, kiedy jednak to z Darcy Dex postanawia się umówić, Rachel postanawia nie ingerować. Jednak los płata tej trójce figla i tuż po zaręczynach Dexa i Darcy, Rachel wdaje się w płomienny romans z Dexem, dla którego nie jest to przelotny numerek. Jak potoczą się losy bohaterów? Czy zwycięży serce, czy rozsądek? O tym dowiecie się, czytając tę wspaniałą historię. Książka jest napisana bardzo prostym i przyjaznym językiem. Uczucia, którymi emanuje od pierwszych stron sprawiają, że czujemy się tak, jakby ktoś nam opowiadał tą historię, a my bylibyśmy tylko biernymi słuchaczami. Na początku może wam się wydawać, że język jest tak prosty, że aż banalny (za tą sugestię dziękuję Patrycji :) ), ale treść sprawi, że wczujecie się i pokochacie każde zdanie. Pozycja ta podzielona jest na rozdziały, przez co łatwo przechodzi się między wątkami. Lepszych wrażeń dostarcza nam również pierwszoosobowa narracja, (historię opowiada Rachel). Definitywnie pod koniec książki akcja znacznie sie zagęszcza, rozdziały stają się krótsze, a emocje sięgają zenitu (z trudem powstrzymywałam się od zajrzenia na ostatnią stronę). Z początku odnosimy wrażenie, że jest to typowe romansidło, którego nie można zaliczyć do ambitnej literatury, jednak jest to odczucie jak najbardziej błędne. Czy jest to literatura mniej, czy bardziej ambitna pozostawiam do decyzji wam, bo zależy również co w literaturze jest dla nas ważne, a co według naszej opinii zaniża jej poziom. Jednak na pewno nie możemy nazwać tego tanim, banalnym romansidłem. Ciężko jest mi powiedzieć ile razy będąc w księgarni brałam tę książkę do rąk i odkładałam. Nic mnie w niej nie pociągało, myślałam że to kolejna nic nie warta amerykańska love story, w niczym nie przypominająca rzeczywistości. Któregoś dnia zobaczyłam ją jednak w składzie tanich książek, za oszałamiające 10 zł, więc pomyślałam "czemu nie?" Teraz jednak wiem, że dałabym za nią każdą cenę, bo książka okazała się jedną z lepszych jakie czytałam. Bardzo życiowy, realny obyczaj z nutą zagmatwanej dość sytuacji miłosnej. W tej kategorii, jest to dla mnie książka marzenie. Na pewno dużym plusem jest cena książki. Wydawnictwo Otwarte serwuje nam ją w wielu wariantach. Do wyboru mamy co najmniej dwa rodzaje graficzne okładki (tylko miękkiej) oraz wersję pocket. W normalnym rozmiarze jej cena waha sie między 22, a 32 zł w zależności gdzie kupimy, wersja kieszonkowa kosztuje jednak zaledwie 9,90. Można poszukać również w tańszych księgarniach, takich jak między innymi "Dedalus", gdzie normalna wersja kosztuje tyle co pocket. Jedyne, co w książce mi się nie podobało, to jakość papieru oraz klejenia. Nie wiem, czy tylko mój egzemplarz jest taki, czy cała seria, ale jakość papieru była bardzo słaba, a po jednym przeczytaniu okładka nosiła już znamiona, pomimo że zawsze staram się dbać możliwie o książki. Nie mam nic do zarzucenia jeżeli chodzi o treść i przekład. Wszystko ze sobą wspaniale współpracuje, a książka jest naprawdę godna polecenia. Naprawdę warto sięgnąć i zagłębić się w jej historię. A gdy już przeczytamy, możemy obejrzeć również film z Kate Hudson w roli Darcy. Bardzo przyjemny i nawet w dużej mierze zgodny z treścią książki, choć na pewno nie oddający takich emocji. Zachęcam do lektury.
środa, 01 lutego 2012
Ben Mezrich jest absolwentem Harvardu. Jako amerykański autor odnosi dość spore sukcesy na tym polu. Wiele książek stworzył pod pseudonimem Holden Scott. Znamy go raczej z pozycji z szeregu non - fiction. "Miliarderzy z przypadku", to jego najgłośniejsza książka. Tematyka książki opiera się o początki sławnego na cały świat portalu społecznościowego, jakim bez wątpienia jest Facebook. Poznajemy jego twórców z tej bardziej prywatnej strony oraz okoliczności, w jakich zrodziła się idea, tego największego internetowego przedsięwzięcia. "Miliarderzy z przypadku", to sfabularyzowany dokument, poprzedzony bardzo długim i wnikliwy research'em, jaki przeprowadził sam autor. Zagłębiając się w licznych dokumentach oraz aktach spraw sądowych, kropka po kropce starał się ułożyć przebieg wydarzeń tak, by ten jak najbardziej odpowiadał rzeczywistości. W trakcie swojej pracy przeprowadził całe mnóstwo rozmów z osobami, które w większym, bądź mniejszym stopniu miały związek z zaistniałymi wydarzeniami. Główne wątki mają miejsce w murach prestiżowej uczelni, jaką jest Harvard, w klubach Nowego Yorku oraz na przedmieściach Palo Alto, czyli samego serca Doliny Krzemowej, słynącej z największego skupienia geniuszy komputerowych oraz firm tego typu. Książka napisana jest w formie rozdziałów o chronologicznej kolejności wydarzeń, zgodnej z rzeczywistością. Język natomiast, jest pierwszą rażącą rzeczą, jaka zniechęca do dalszego czytania. Ben Mezrich pomieszał dwa, bardzo kontrastujące ze sobą style, które w bardzo kłótliwy sposób odciągają naszą uwagę od meritum sprawy. Większość rozdziałów rozpoczyna się bardzo wyniosłym językiem i tu przykład: "Opustoszały odcinek rzeki Charles, czterysta metrów przejrzystego zielonkawego błękitu, między łukowatą kamienną kładką Weeks Footbridge, a betonowym, wielopasmowym mostem Massachusetts Avenue. Lodowaty akwen wijący się pod szarą czaszą unoszącej się nisko nad wodą mgły. Powietrze do tego stopnia nasycone wilgocią, że trudno stwierdzić, gdzie kończy się rzeka, a zaczyna niebo." By zaraz potem przejść w bardzo luźny, podwórkowy wręcz język, z wulgaryzmami na czele. Mi osobiście to połączenie w zupełności nie odpowiadało. Długie, nudzące i zbyt przerysowane opisy (w większości przypadków, w ogóle z resztą nieprzydatne) i nazbyt młodzieżowy slang nie, mogą razem dobrze wyglądać nigdzie. Od siebie jeszcze dodam, że niestety nie są to jedyne uchybienia językowe stosowane przez autora. Liczne, bezsensowne czasem powtórzenia jednego słowa w jednym zdaniu równie niekorzystnie wpływają na jakość czytania. Jak już wcześniej wspominałam, Mezrich bardzo sensownie poradził sobie z podziałem na rozdziały. Mają one układ chronologiczny. Nie są zbyt długie, co jest zaletą, lecz jest jedna wada, która mi przeszkadzała, to fakt, że często rozdział kończył się w trakcie jakiegoś zdarzenia. Nie widziałam w tym żadnego sensu. Pozycja ta nie wnosi wiele w nasz zasób wiedzy z tego tematu, jest raczej miłą odskocznią od dnia codziennego. W bardzo przystępny sposób przedstawia nam arkana powstawania największego, pokochanego przez miliony serwisu internetowego oraz przybliża postać samego twórcy i jego pomocników. Czytając, możemy również dowiedzieć się o wielu ciekawych zwyczajach panujących w Harvardzie oraz zgłębić wiedzę na temat bractw studenckich, jakie tam królują. Jest to ciekawy efekt uboczny opowieści o Zuckerbergu. Uważam, że w porównaniu z innym sfabularyzowanymi dokumentami odnoszącymi się do spraw bardzo teraźniejszych, pozycja Mezricha wypada dość blado. Słaby język oraz niezdecydowanie autora, działają na niekorzyść książki. Autor czasem sprawia wrażenie, ze sam nie wie co chce nam przekazać, podkreślając to przypuszczeniami, np: "Być może wpatrywał się w te słowa przez kilka minut, rozmyślając, czy rzeczywiście jest sens się za to zabierać. Mógł wypić kolejny łyk piwa, mógł też tego nie zrobić (...)" lub "Jechał taksówką, lub może autobusem (...)" Nie widzę zbytniego sensu, dlaczego autor podkreślał tak rażąco coś, czego nie był pewien. To zachowanie sprawia, że właściwie nie wiemy co jest prawdą, a co tylko domysłami autora, wykreowanymi na potrzeby książki. Dało by się to pominąć, gdyby to była powieść, ale mając do czynienia z dokumentem, jest to raczej nie komfortowe dla czytelnika. Książka jest ogólnodostępna w większości księgarń stacjonarnych, jak i internetowych. Jej cena, to niespełna 40zł. Niestety kolejną wadą (przynajmniej dla mnie), jest oprawa. Twarda okładka z obwolutą. Nie lubię tego typu zabiegów, ponieważ książkę się najzwyczajniej niewygodnie trzyma. Minusem jest również to, że okładka różni się graficznie od obwoluty i wypada przy niej bardzo niekorzystnie. Ciemnogranatowa okładka, z rozrzuconym czerwonych stanikiem.... no troszkę cienko. Muszę przyznać, że książka mnie bardzo zawiodła. Czekałam na nią z zapartym tchem, by zobaczyć, jak to faktycznie z tym Facebookiem było i jak tak młoda osoba, jak Mark Zuckerberg radziła sobie z takim obrotem spraw. Niestety niczego podobnego się nie dowiedziałam. Książka raczej skupia się na osobie Eduarda Saverina i Seana Parkera, czyli na pomocnikach Zuckerberga, przybliżając nam ich pogląd na sprawy. O samym Zuckerbergu jest bardzo mało, być może dlatego, że pozycja ta nigdy przez niego nie była autoryzowana, mało tego, on sam nigdy z autorem się nie spotkał. Nie podobało mi się również to, że autor skupiał się na jakimś zdarzeniu, budował atmosferę, po czym przechodził do czegoś zupełnie innego, nie wyjaśniając poprzedniego i nie doprowadzając go do końca. Szczególnie rażące to jest podczas aresztowania Seana Parkera i wyprowadzenia go przez policję ze studenckiej imprezy. Nie wiadomo dlaczego i przez kogo tak się stało. Gdyby ktoś się mnie zapytał, czy warto przeczytać tą książke, odpowiedziałabym, że warto ze względu na ciekawe fakty jakich się z niej dowiadujemy, nie jednak ze względu na kunszt, z jakim jest napisana, a raczej jakiego w niej zabrakło. Na podstawie książki powstał również film Davida Finchera pod tytułem "The Social Network", który jest ciekawą alternatywą na poznanie tych faktów, bez konieczności czytania średniej jakości książki. Więc decyzję pozostawiam każdemu z osobna.
niedziela, 29 stycznia 2012
Linda Holeman, to kanadyjska autorka, tworząca głównie książki dla dzieci i młodzieży. Jest również autorką zbioru opowiadań, które zostały licznie obsypane nagrodami w jej ojczystej Kanadzie. "Księżycowa klatka", to kolejna, po bestsellerowej "Ptaszynie" powieść, która porwała tłumy czytelników. Tematyka książki opiera się o bardzo kruche zjawisko, jakim jest przedstawienie realiów życia kobiet mieszkających na bliskim Wschodzie. Pewnego czasu, zostaliśmy zasypani górą książek, o tej właśnie treści, co sprawiło, że temat ten rozrósł się do rozmiaru rzeki. Nie wszystkie książki, były jednak dobre, niektóre nawet bardzo złe, co zapoczątkowało powolne oddalanie się od tego problemu. Byliśmy tym po prostu przesyceni i nie interesowały nas nowe pozycje opierające się o wydarzenia mające miejsce w egzotycznych krajach Wschodu. Dlatego, gdy pewnego dnia, koleżanka przyniosła mi "Księżycową klatkę", wzięłam ją tylko z uprzejmości, nie licząc na dobrą przygodę z tą książką. Pomyliłam się. Poznajemy dość niezwykłą historię młodej Afganki Daryi, która doświadczona przez los, musiała uciekać, by przeżyć. Jako małe dziecko odkryła tajemnicę, której nigdy nie miała prawa poznać, tym samym skazała samą siebie, na ciężki los wygnania. Wtedy jeszcze nie sądziła, że to przykre zdarzenie, będzie jednym z lżejszych, jakie w swoim życiu doświadczy. W nowym otoczeniu zostaje uznana za przeklętą i bezużyteczną, gdyż nie może dać dzieci swojemu mężowi. Ten za każdym razem, gdy dziewczyna oświadcza mu brak ciąży, biję ją, póki ta nie straci przytomności. Gdy pewnego razu uświadamia sobie, że tym razem może nie przeżyć, postanawia uciekać. Uciekając z rodzinnego kraju, odbywa podróż swego życia, która zaprowadzi ją do wiktoriańskiej Anglii, ale i tu, życie nie okaże się dla niej bajką, a sama dziewczyna przeżyje okropieństwa, o jakich nigdy wcześniej nawet nie słyszała. Książka napisana jest w sposób ambitny, zachowując przy tym język przyjazny czytelnikowi. Nie nużący i podtrzymujący napięcie. Mistrzostwo stylu sprawia, ze nie możemy się oderwać od czytania. Kompozycja książki jest jak najbardziej właściwa. Chronologia i komplementarność wydarzeń, pomaga nam skupić się na głównym wątku, nie odrywając nas od meritum sprawy. Jest przy tym bardzo ciekawa i rzeczowa. Sposób, w jaki autorka oddaje sprawę w nasze ręce, świadczy o tym, że temat ten nie jest jej obcy. Możemy się domyślać, że zanim książka ta powstała, pani Holeman poświęciła sporo czasu na zgłębianie problemu, jakim jest złe traktowanie kobiet na Bliskim i Dalekim Wschodzie. Sprawia to, że w pełni zawierzamy tej opowieści i w bardzo prosty sposób jesteśmy w stanie wczuć się w problemy głównej bohaterki, czując powieść całą sobą. Na tle innych pozycji o podobnej tematyce, "Księżycowa klatka" wyróżnia się przede wszystkim głęboką treścią oraz fenomenalną formą, w jaki oddaje nam tę niesamowitą historię. Nie jest ona pospolitą, wpisującą się w całą resztę książką o tym problemie. Odróżnia się przede wszystkim świetnym kunsztem, jakim włada autorka. Książka w tym momencie, jest praktycznie niedostępna. Zdobyć ją możemy jedynie odkupując od kogoś, na przykład na aukcji internetowej. Na pewno jednak jest dostepna w wielu bibliotekach. Wydana została w dwóch różnych wersjach, w twardej i miękkiej okładce. Na obu widnieje wizerunek pięknej kobiety oraz charakterystyczne dla tamtych okolic obiekty, jak na przykład fontanny, czy specyficzna architektura. Liczące sobie niemal 600 stron wydanie, pięknie prezentuje się w śród innych książek z naszego zbioru. W mojej ocenie książka jest fantastyczna i w jaskrawy sposób odcina się od reszty pozycji o podobnej tematyce. Lśni w tym temacie i nie pozostawia sobie równych. Nawet tak wielki hit, jakim okazał się "Kwiat pustyni" Waris Dirie, w moim przekonaniu blednie, przy powieści Lindy Holeman. Dla osób zainteresowanych problemem dyskryminacji kobiet w tamtych rejonach, jest to pozycja obowiązkowa, podobnie jak dla osób lubiących ambitną literaturę. Osobiście polecam każdemu, bez wyjątku. Choć nie da się ukryć, że kierowana jest do kobiecego grona odbiorców, to dla niejednego mężczyzny mogłaby być dobrą alternatywą spędzenia wolnego czasu. Osobiście nie lubię wystawiać oceny, jako samej w sobie, ale tej książce dałabym w pełni zasłużone 10/10. Tak bardzo pokrótce, to pani Gregory ukończyła historię na Uniwersytecie w Sussex i uzyskała tytuł doktorski z literatury XVIII - wiecznej na Uniwersytecie w Edynburgu. Jest autorką kilku cyki książek nawiązujących do XVI i XVIII wieku. Zadebiutowała powieścią Widecare, dając tym samym początek sadze rodu Laceyów. Mnie osobiście urzekła serią o wojnie Dwu Róż, czyli historii wojny Lancasterów z Yorkami oraz mojej ukochanej serii o Tudorach. I dzisiaj właśnie chciałabym się skupić na pierwszym tomie tej ostatniej serii, czyli Wiecznej księżniczce, historii Katarzyny Aragońskiej, pierwszej żony Henryka VIII. W książce tej niesamowite jest przede wszystkim to, w jaki sposób są opisywane losy ludzi. Mimo, iż często autorka musiała kierować się tylko ogólnymi przekonaniami, to nadawała postaciom taki charakter i ubierała je w takie cechy, jakbyśmy czytali autoryzowaną powieść biograficzną, oczywiście ubraną w fantastyczną fabułę. Styl, język oraz wydźwięk, jaki swoim książkom nadaje Gregory, sprawia, że poznawanie historycznych faktów, z kart sfabularyzowanej powieści, staje się czystą przyjemnością, która po czasie uzależnia.
Katarzynę Aragońską poznajemy, gdy ta jest jeszcze kilkuletnim dzieckiem. Poznajemy jej drogę do bycia Królową Anglii i przykre historie jakie jej towarzyszą po uzyskaniu tego tytułu. Poznajemy twardą kobietę, która do ostatku sił jest w stanie walczyć o swoje, mimo iż los pokazuje, że chciałby zupełnie inaczej.
Jest to wspaniała powieść, która stawia nas przed osobliwym studium przypadku. Pozwala wniknąć w człowieczą duszę i głowę oraz poznać mechanizmy zachowań.
Książka ta urzekła mnie od pierwszej strony. Zdumiewał mnie fakt, że czytając tak fenomenalną powieść, czytam o faktycznych wydarzeniach z przeszłości. To nadawało tej książce jeszcze piękniejsze barwy.
Polecam tą książkę każdemu. Młodszemu i starszemu. To historia miłości, walki o marzenia i nieustającego trudu o własne dobro. Czytając ją poznamy haniebne praktyki stosowane na dworze Tudorów i konsekwencje jakie za sobą niosą. Niektóre doprowadzą do najstraszliwszych tragedii, jakie kiedykolwiek widziała Monarchia Angielska. Warto sięgnąć i przeczytać. To jeden z tych ambitnych tytułów, których się nie zapomina.
Bardzo długo zabierałam się za książki tego autora. Długo, bo aż 8 lat od czasu premiery. No ale w końcu stało się, przeczytałam pierwszą z nich. I muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona. Nie spodziewałam się wiele. Mówiąc szczerze, byłam pewna, że nie dotrwam do ostatniej strony..... i wiecie co, bardzo się pomyliłam. Książka mnie urzekła do tego stopnia, że przez dwa dni towarzyszyła mi wszędzie, dom, szkoła, tramwaj.... gdyby nie fakt, ze mam prysznic, to pewnie nawet bym się z nią kąpała. Ciężko jest mi merytorycznie opisać książki tego typu, bo nie jest to spójna opowieść, a zbiór wielu felietonów na różne tematy. Niektóre felietony powalają inne były mi wręcz obojętne, jeszcze inne w ogóle mnie nie interesowały, ale styl i język jakim napisana jest cała książka, są tak fantastyczne, że czytało się ją cudownie. Taka lekka książka, ukazująca wiele tematów w prostym języku. W sam raz na chwilowe oderwanie od sesji. Zasłyszałam wiele opinii, że książka nudzi, bo jest bardzo "angielka". Fakt, dużo w niej o Anglii, bo sam Clarkson jest anglikiem, ale w niczym to nie przeszkadza. Mimo to, że często odnosi się do tego kraju, to tematy są bardzo zróżnicowane i dość ogólne, np. ogród, zwierzęta, podróże itp... Nie zauważyłam tutaj większego problemu. Sam Clarkson jawi nam się jako bardzo specyficzna postać, która nie udaje kogoś innego, tylko stanowczo wykłada kawę na ławę. Z wieloma jego poglądami nie mogłam się zgodzić, ale mimo to przyjemnie mi się o nich czytało. Naprawdę godna polecenia lekka lektura na zimowe wieczory. Polecam! Szczerze mówiąc nie rzucam się zbytnio na książki pisane przez celebrytów, a już książki napisane przez polskich celebrytów omijam z daleka. Dlatego gdy pewnego dnia przechadzając się między regałami w moim ukochanym Empiku we Wrocławskiej Renomie, zobaczyłam właśnie tą książkę, mówiąc delikatnie nie krzyknęłam z zachwytu, a mówiąc bardziej dosadnie, nawet jej nie wzięłam do ręki. Poszłam dalej szukać czegoś bardziej ambitnego, albo chociaż czegoś co powstało nie tylko i wyłącznie z myślą o zasileniu konta autora o kolejne zera.... Jednak po powrocie do domu nie dawała mi spokoju jedna myśl........ o czym oni mogli wspólnie pisać.....? No bo chyba nie zeszli do poziomu pisania o wyczynach uczestników Mam Talent. Postanowiłam sprawdzić. Poszłam do mojej ukochanej księgarni Matras na ul. Świdnickiej we Wrocławiu, by odszukać tą właśnie pozycję. (Dla wyjaśnienia dodam, że natchnienia do czytania szukam w Empiku we wrocławskiej Renomie, ale książki kupuję tylko w tej księgarni..... no chyba, że nie ma akurat tej co potrzebuję, to idę do Empiku.) Jest! Znalazłam i zanim jeszcze otworzyłam, to miałam ochotę zamknąć..... nie wiem czego się spodziewałam, ale na pewno nie tego, że cała książka będzie w formie rozmowy. Pytanie - odpowiedź, pytanie - odpowiedź...... i tak przez prawie 400 stron. No ale dobra, wzięłam. No i tu się zaczynają schody. Pierwsze co nasuwa mi się na myśl, to fakt, że można ją czytać co najmniej na dwa sposoby. Pierwszy, by upewnić się, czy jesteśmy jednymi z tych do których wiara przemawia jasno i wyraźnie, czy raczej stoimy po drugiej stronie barierki. Drugi sposób, to taki by poznać zdanie Pana P. i Pana H. Tylko po co. Dlaczego ich zdanie ma wpływać na mój pogląd na świat? Zostawię to jednak wyrzutom sumienia wydawców tej książki.
Do rzeczy więc. Książka nie jest zła. Choć nie jest to, arcydzieło literackie, to da się czytać, czasem nawet skłoni do chwilki pomyślenia. Język książki, to przede wszystkim duża złożoność słów. Czyli, Prokop mąci tak, by brzmiało mądrze, a Hołownia tak, by było młodzieżowo. Tematyka opiera się o wierze, księżach, kościołach, pieniądzach, sławie itp...
Ogólnie rzecz biorąc można przeczytać, nie zgłupiejemy od niej. Z drugiej strony, jeżeli szukacie czegoś wyniosłego, czegoś co wprawi was w zadumę, to szukajcie dalej. Tu nie znajdziecie nic, prócz przekomarzania się na czyje wychodzi. Choć tak jak pisałam wcześniej książkę czyta się dość szybko i bez wielkiego zmęczenia, więc jeżeli chcecie sami sprawdzić jej poziom, to nie wykończycie się czytając.
To niesamowite, że te książki przeleżały u mnie na półce dwa lata, zanim je przeczytałam. Ale jak to się mówi "Lepiej późno niż wcale". Nie mogę powiedzieć, że były to jedne z tych "powalających na kolana" pozycji, ale na pewno zasługują na troszkę większy rozgłos niż w rzeczywistości miały (czytaj praktycznie żaden). To dwuczęściowa opowieść o młodej dziennikarce u progu trzydziestych urodzin z toksycznym mężem i teściami w tle. Debiutancka powieść Ewy Siarkiewicz zabiera nas do współczesnej Warszawy, w której to poznajemy Adelę Rowicką. Na pierwszy rzut oka, kobieta, której powinnyśmy zazdrościć wszystkiego. Wysokie stanowisko w redakcji poczytnej gazety, bogaty mąż architekt, dostatek który pozwala na rozrzutność i oddana siostra.... która jest jedynym dobrem w najbliższym otoczeniu Adeli. Rzeczywistość ma się bowiem zupełnie inaczej. Kobieta uwięziona w złotej klatce nie może odnaleźć szczęścia w swoim życiu. Stara się kierować rozsądkiem, ale to jej nie wystarcza. Brakuje polotu, wolności, szaleństwa.... Czarę goryczy przelewa informacja, że mąż Adeli wygrywa konkurs architektoniczny i wyjeżdża na trzy lata do Rzymu....... oczywiście razem z Adelą. Od tego momentu zaczyna się cała zabawa. Adela nie ma zamiaru tak łatwo odpuścić i przegrać życie za własnym przyzwoleniem. Uciekając się do drobnych intryg, a nawet ezoterycznych sztuczek postara się wyprowadzić swoje życie na prostą i wyrwać z ciasnego i nie zadowalającego życia. Nie będzie to jednak proste, bo życie postawi naszą bohaterkę przed wieloma trudnymi sprawdzianami i nie oszczędzi jej skrzyżowań, żądając wyboru, który zawsze będzie tylko trudny i trudniejszy. Nie zabraknie również śmiesznych sytuacji, przy których zdarzało mi się parsknąć śmiechem.
Polecam. Książkę czyta się lekko i przyjemnie. Akcja co prawda nie jest wartka, a ciśnienie nie wbija w fotel, ale funkcja odmóżdżająca po ciężkim dniu działa jak należy. Warto sięgnąć i wczytać się w to dość pokręcone i osadzone w typowo polskich realiach lafstory.
Chyba nie ma nikogo, kto choć raznie słyszałby o Sherloku Holmesie. Ten detektyw wszech czasów, to postać kluczowa w literaturze kryminalnej. Paradoks tej postaci opiera się o fakt, żez jednej strony to geniusz sam w sobie. Zna się na chemii, jak nikt inny, a w sztuce dedukcji nie ma sobie równych. Z drugiej strony jednak, to dość ograniczony gość, bez żadnego dyplomu, czy też ukończonej szkoły. Szczupły pan o haczykowatym nosie, znany z kraciastego prochowca i czapeczki z daszkiem przednim i tylnim, zawrócił nam w głowie do tego stopnia, że postanowiliśmy wynieść go na piedestał, choćby tym, że jego przygody są obowiązkową lekturą wszkole podstawowej.
Jak to jednak naprawdę było z tymwątłym z wyglądu mężczyzną? W czym tkwi cały fenomen związany z tą postacią,skoro piszemy nawet biografie, tej nieistniejącej nigdy postaci? Czy na pewno to jest ta osoba, którą sobie wyobrażamy…. Chyba jednak nie, bo kto z nas wie, że ten szacowny detektyw był uzależniony od narkotyków twardych i skłonności masochistycznych…. Ta seria była zawsze dla mnie wielka zagadką, ponieważ nigdy nie wiedziałam jak czytać poszczególne części,by zachować chronologię. Po czasie stawało się to do tego stopnia niewygodne,że zaprzestawałam kolejnych prób i przechodziłam do innej lektury. Nadszedł jednak czas, w którym się doczekałam. Na rynku wydawniczym pojawiła się jakże przeze mnie i zapewne przez wielu innych pozycja. „Ksiega wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa.” Znajdziemy w niej wszystkie opowiadania i nowele związane ztym ekscentrycznym detektywem, a co ważniejsze usystematyzowane i poukładane w taki sposób, by czytało się lekko i przechodziło płynnie z punktu A do punktu B. Szczególnym walorem tej księgi jest fakt, że po pierwsze znajdziemy w niejnie publikowane do tej pory teksty o Holmesie jak i nie będziemy musieli sięjuż zmagać z bardzo nieprzyjemnym tłumaczeniem Pana Everta, zastąpionym tłumaczeniami Anny Krochmal i Roberta Kędzierskiego, Marty Domagalskiej oraz Zofii Wawrzyniak. Jedynym minusem owej książki są jedynie jej gabaryty. Księga ta, jest dosłownie księgą. Ogromna w twardej oprawie dość przytłacza, no ale za to daje nam ponad tysiąc sto stron wspaniałej przygody u boku fenomenalnego detektywa. Tak więc do dzieła. To niesamowite, jak banalne sąniektóre rzeczy, a my nie potrafimy na to wpaść….
Właśnie tak banalny patent na bestseller znalazła sobie Imogen Edwards – Jones w swoim cyklu książek Babylon.Każda z tych pozycji opisuje jakiś biznes od środka, czyli od tej bardziej zacienionej strony, której my, szaraczki korzystający z usług nie mamy prawapoznać. A jednak, kiedy mamy obiecaną anonimowość, język sam rwie się do opowieści. Jak na razie powstały książki o hotelach, liniach lotniczych, ekskluzywnych kurortach na wyspach, organizacji wesel, świecie muzyki, mody i szpitalach. W Polsce doczekaliśmy się na razie tylko pozycji o modzie, hotelach, liniach lotniczych i już niedługo o popie, czyli świecie muzyki. Nie jest to kolejna książka, w której „na sucho” autor będzie nas informował o tym jak to naprawdę wygląda i czego jeszcze nie wiemy o danym biznesie. Każda książka powstała przy współpracy z osobami ściśle związanymi z daną branżą. Nigdzie nie znajdziemy informacji o tym kto to jest, więc mamy pewność, że osoba ta będzie mówićprawdę, bo po co miałaby kłamać. Książki są fantastyczne! Każda jest sfabularyzowana, więc czyta się ją lekko i przyjemnie, a przyjemność daje fakt,że czytamy faktyczną opowieść. Polecam każdemu, młodszemu istarszemu. Dla porównania mogę podać, że ja modą w ogóle się nie interesuję i wszystko w niej oczywiste, dla mnie jest obce, a mimo to książka poświęcona światu mody wciągnęła mnie od początku do końca. Czytałam z zapartym tchem. Na pewno nie jest to kolejna pozycja, która z przereklamowanego szumu, stanie się kolejną, zbierającą kurz na półce książką….. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
|