Blog > Komentarze do wpisu

"W sprawie Rennera" Petera Mathysa

W sprawie Rennera

 

Książka ta jest na pewno nietypową pozycją na rynku wydawniczym, chociażby ze względu na fakt, że początkowo ciężko przypisać ją do jakiejkolwiek kategorii. Nie wiemy bowiem, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. 

Pewnego dnia Artur B. Renner postanawia uczestniczyć w konferencji poświęconej ekologii i ochronie środowiska, która organizowana jest przez urząd, w którym mężczyzna ten pracuje. Jedzie więc do Bath, małej miejscowości w Anglii, gdzie znudzony i po trosze zmęczony ciągłymi wykładami postanawia wybrać się na spacer i pozwiedzać okoliczne miejsca. Takim oto sposobem trafia do starego kościoła, w którym dokonuje przerażającego odkrycia, otóż na jednej ze ścian znajduje marmurową tablicę, która informuje go o tym, że on sam rok temu zmarł, a tablicę tę ufundowała jego żona z dziećmi. O ile imię i nazwisko mogą być jeszcze dziełem przypadku i niefortunnego zbiegu okoliczności, o tyle data urodzenia i imiona najbliższych utwierdzają Rennera, że nie może być mowy o nikim innym, jak właśnie o nim. Nie zwlekając udaje się on do prawnika, by ten pomógł mu rozwikłać tę sprawę, jednak robi to w tak nieudolny sposób, że sprowadza na siebie podejrzenia i kompromitację. W tym momencie w głowie głównego bohatera jest już tylko jedna myśl, by jak najszybciej wrócić do domu, do bliskich i pozbyć się tego koszmaru, niestety jak się okazuje, jest to dopiero jego początek. Po powrocie okazuje się, że sytuacja jeszcze bardziej się gmatwa, a sam Artur zaczyna wątpić w swoją tożsamość. Rozwiązanie całej sytuacji okazuje się bardziej przerażające, niż mogłoby nam się początkowo wydawać. 

Początkowo byłam przekonana, że będzie to książka z pogranicza thrillera i horroru, jednak jeszcze przed przystąpieniem do czytania, złudzeń pozbawił mnie Pan Janusz Majewski, który w krótkiej nocie do książki temu zaprzecza.

Początek bardzo mnie wciągnął, sprawa coraz bardziej się komplikowała, a fakt, że nie wiadomo co przyniesie każda kolejna strona przyprawiał o delikatny dreszczyk emocji. Jednak ze względu na podniosły styl i dość poetycki język, jakim książka jest napisana sprawiły, że w pewnym momencie główny wątek zszedł na bok, ustępując miejsca obszernym opisom miejsc i sytuacji, z pozoru w ogóle niezwiązanych z fabułą. Pomimo zaledwie 200 stron zaczęłam momentami się nudzić i wątpić w to, że rozwiązanie całej zagadki zostanie mi przedstawione. Jak bardzo się myliłam! Koniec przyniósł rozwiązanie i to jakie! Wszystko co do tej pory było tajemnicze i niedopowiedziane, zostało we wspaniały sposób rozwiązane. Dłuższą chwilę po odłożeniu książki nie mogłam uwierzyć w to, że mając w głowie tyle pomysłów na rozwiązanie tej sprawy, właśnie ten jeden mi umknął i kompletnie o nim nie pomyślałam.

Książkę bardzo polecam! Warto po nią sięgnąć i doczytać do końca. Rzuca ona światło na bardzo ważne sprawy, o których na co dzień się nie myśli. Zmieniła ona w pewnym sensie mój sposób myślenia na temat pewnych rzeczy, jednak nie zdradzę jakich, bo obawiam się, że mogłabym zbyt wiele powiedzieć i zepsuć zabawę :)

poniedziałek, 16 września 2013, dom.cha
Tagi: Peter Mathys

Polecane wpisy


KONTAKT:

dominika.chachulska@interia.pl