Blog > Komentarze do wpisu

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" E L James

 

Napisanie powieści, która porwie serce tłumów, było ogromnym marzeniem E L James, odkąd ta była dzieckiem. Niestety plany te musiała odłożyć w czasie, by zająć się rodziną. Kiedy jednak przełamała wątpliwości i zadebiutowała książką "Pięćdziesiąt twarzy Greya", to od razu rozpętała niesamowite szaleństwo, pobijając co raz to nowe rekordy sprzedażowe. 

Przyznam szczerze, że zastanawiałam się, czy w ogóle zamieszczać recenzję tej książki na moim blogu, bo w sieci krąży ich już całe mnóstwo. Postanowiłam jednak, że skoro wymęczyłam już te kilkaset stron, to coś o niej naskrobię. Dobra wiadomość jest taka, że udało mi się ją doczytać do końca (to naprawdę ogromny sukces), zła wiadomość jest taka, że chyba niczym Was nie zaskoczę, bo moje zdanie na temat tej powieści jest podobne do większości, czyli niezbyt dobre.

W powieści poznajemy młodziutką studentkę Anastasię Steele, która w zastępstwie za koleżankę ze studiów jedzie przeprowadzić wywiad ze znanym rekinem biznesu Christianem Greyem. Mężczyzna budzi w dziewczynie mieszane uczucia, z jednej strony ją intryguje i pociąga, z drugiej – onieśmiela. Budzą się w niej wcześniej nieznane uczucia, z którymi nie potrafi wygrać. Po skończonym wywiadzie postanawia jednak o wszystkim zapomnieć, co okazuje się niemożliwe, bo następnego dnia mężczyzna zjawia się w sklepie, w którym Anastasia sobie dorabia. Nie dość, że ma czelność pojawić się w jej życiu ponownie, to jeszcze na dodatek proponuje spotkanie, które na zawsze odmieni Anastasię i jej dotychczasowe życie, podporządkowując je dość wysublimowanym regułom. Dziewczyna nie wie niestety o jednym, że to w co się pakuje, nie jest do końca normalną sytuacją. Czy Anastasia sobie z tym poradzi i co ważniejsze, czy jej się to spodoba?

W tym miejscu powinnam napisać co nieco o tym, jak odbieram fabułę, jednak zastanawiam się, czy w ogóle można w tym przypadku mówić o jakiejkolwiek fabule. To może zacznę od tego, że sam pomysł pomimo tego, że jest definitywnym fanFiction sagi „Zmierzch” Stephenie Meyer, to nie jest zły i może faktycznie byłoby coś z tego, gdyby nie fatalny warsztat (a właściwie jego brak) autorki. Kompletnie bezsensownie dobrane zwroty do sytuacji i ciągłe używanie tych samych określeń,  do w kółko powtarzających się zdarzeń.

Dla ciekawskich, to tak wygląda Św. Barnaba, którego nawoływała główna bohaterka, w dość nietypowych, jak na tę postać momentach.

Jedno co od razu nasunęło mi się na myśl, to że główna bohaterka ma spore problemy z ciśnieniem krwi, bo ciągle się rumieni, nawet nie będę poruszać tematu jej wewnętrznej bogini, bo to już nawet nie było śmieszne. Nie chcę zostać źle zrozumiana, bo nie aspiruję do kobiecej wersji Dr House’a, ale co do głównego bohatera też mam pewne podejrzenia, a mianowicie, że może on cierpieć na jakieś delikatne zwyrodnienie kręgosłupa, bo ciągle przechyla mu się głowa. Wiem, że powyższe może brzmieć dziwnie, ale wszystkie te sytuacje spotykamy częściej niż raz na dwie strony…

Ciekawa byłam jak autorka opisze sceny erotyczne, których w tej książce nie brakuje, ale niestety nawet tutaj nie pochwaliła się ani umiejętnościami pisarskimi, ani nawet kobiecą wyobraźnią. Czytając miałam wrażenie, że właściwie co jakiś czas powtarzają się te same sceny, było to nie tylko denerwujące, ale przede wszystkim nudzące.

Moje pytanie brzmi – skąd do licha ten bestseller? Dlaczego tak słaba książka doczekała się miana hitu?! Nie znajdziemy tu ani wybitnego kunsztu literackiego, ani ładnego stylu, czy oryginalnego języka, nawet nasza wyobraźnia nie zostanie w żaden sposób dopieszczona, bo i czym?!

Szczerze mówiąc był to stracony czas i pieniądze wyrzucone w błoto. Po kolejną część na pewno nie sięgnę, bo pomimo, że ostatnich kilkanaście stron faktycznie mogło zaciekawić, to całość książki raczej bez ogródek pokazuje, czego możemy się spodziewać. Według mnie jest to bardzo słaba pozycja i przykład na to, że PR i dobry marketing nie zawsze idą w parze z produktem godnym uwagi. Najgorętsza premiera roku? Ja bym raczej powiedziała klapa stulecia, ale przypominam, że jest to tylko moja subiektywna opinia. Bardzo chciałabym się dowiedzieć, czy czytaliście? I co ważniejsze jakie jest Wasze zdanie na temat tej powieści.

sobota, 09 lutego 2013, dom.cha
Tagi: E L James

Polecane wpisy

Komentarze
2013/02/10 08:06:31
Czyli lepiej po to nie sięgać :)
-
2013/02/11 03:00:37
Cześć :) Wychodzę z założenia, że zawsze warto sięgnąć po książkę, chociażby po to, by sprawdzić czy zgadzamy się ze zdaniem innych, czy też nie. Z kupnem bym się jednak wstrzymała.
-
Gość: , *.dzierzoniow.vectranet.pl
2013/03/03 14:13:04
Zgadzam się z opinią, że nie jest to oszałamiający wytwór literacki i dostrzegam wszystkie wady tej książki. Nie mniej jednak po stresującym dniu w pracy sięgam po książkę głównie po to by się rozerwać, nie konieczni po to, by zgłębiać najbardziej ambitne pozycje literackie, ale po to by się odprężyć i czasami nawet "odmóżdżyć". Mi czytało się ją lekko, szybko, przyjemnie i ciekawiło mnie to oni jeszcze wymyślą. Opisy scen erotycznych faktycznie nie są zbyt wysublimowane, ale w przeciwieństwie do innych książek tego typu nie są wulgarne. A poza tym to Grey mnie kręci ;P
Pozdrawiam :)
Aga


KONTAKT:

dominika.chachulska@interia.pl