Blog > Komentarze do wpisu

"Sto dni po ślubie" Emily Giffin

 

O Emily Giffin pisałam już nie raz i wielokrotnie wspomianałam o tym, że jest jedną z tych autorek, po której książki sięgam bez zastanowienia. Moją ostatnią przygodą z tą autorką było "Sto dni po ślubie"

Tym razem poznajemy Ellen, fotografkę i świeżo poślubioną żonę wziętego prawnika. Dzięki dostatkowi jaki zapewnia jej praca ukochanego, Ellen może realizować swoje marzenia nie martwiąc się o jutro. Zakochana, szczęśliwa, czego chcieć więcej? Jednak wszystko staje pod znakiem zapytania, kiedy dokładnie sto dni po ślubie Ellen przypadkiem spotyka Leo, swoją pierwszą prawdziwą miłość. Początkowo niewinna rozmowa odnawia znajomość, przywracając wspomnienia i dawne uczucie. Na domiar wszystkiego, w życiu Ellen właśnie mają miejsce dwa wielkie wydarzenia. Pierwszym z nich jest przeprowadzka z Nowego Jorku do mniejszej, rodzinnej miejscowości męża, gdzie ten planuje kupić piękny duży dom. Drugim wydarzeniem jest propozycja Leo, wspólna praca nad dużym projektem do poczytnego magazynu, czyli coś o czym Ellen nieustannie marzy. Ciągle zapracowany mąż i coraz więcej czasu spędzonego z byłą miłością, która jak się okazuje nie jest zamkniętym rozdziałem w życiu młodej kobiety, przyprawia ją o wątpliwości,  czy odejście od Leo i małżeństwo z Andym było najlepszym, co mogła zrobić? A jeżeli kocha się więcej niż raz?

Kolejna książka Giffin na którą się skusiłam,i kolejna, która wciągnęła mnie od pierwszej do ostatniej strony, trzymając w napięciu i niepewności. Jak się okazuje, takie wrażenia są możliwe również podczas czytania książki obyczajowej, z lekką nutą skomplikowanej miłości. Warunek musi być jeden, autorką musi być Emily Giffin. Autorka świetnie łączy ze sobą wątki i przeplata szarość dnia codziennego, obowiązki zawodowe z rozbudowanym wątkiem miłosnym. Przechodząc przez karty powieści razem z głównymi bohaterami, poznajemy ich i zżywamy, jak z najlepszymi przyjaciółmi. Razem z nimi podejmujemy ciężkie decyzje i godzimy się z konsekwencjami. 

Jak zwykle ładny język i styl autorki umila czytanie, podział na rozdziały dodaje dynamiki.

Warto wspomnieć również o ładnym wydaniu książki, jakie zawdzięczamy wydawnictwu Otwarte. Wszystkie powieści autorki mają podobną szatę graficzną, a na półce tworzą piękną serię, ciesząc przy tym oko.

(Na zdjęciach brakuje "Coś pożyczonego", które akurat czyta sąsiadka :)  )

Oczywiście możemy również zdecydować się na wersje kieszonkowe, które są zdecydowanie tańsze i łatwo je zmieścić na przykład w torebki, co jest dość ważnym szczegółem, bo ciężko będzie nam się rozstać z fabułą, aż do jej zakończenia, które autorka jak zwykle ukryła na samym koniuszku powieści. 

Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę, jak z resztą wszystkie tej autorki. Mi pozostała jeszcze tylko jedna - "Siedem lat później", za którą planuję wziąć się w najbliższych tygodniach. Nie będę jednak musiała długo czekać na kolejną powieść, bo premierę właśnie ma najnowsza, już szósta książka Giffin "Where We Belong" (Nie mam pojęcia, jaki tym razem zwariowany tytuł wymyślą w Polsce). Na razie co prawda, ukaże się jedynie za granicą, ale pewnie już niebawem pojawi się na polskich, sklepowych półkach, czego szczerze nie mogę się doczekać :)

wtorek, 17 lipca 2012, dom.cha
Tagi: Emily Giffin

Polecane wpisy


KONTAKT:

dominika.chachulska@interia.pl